EMBITTER – Nie moralizujemy…

Nostalgia za latami 90., najlepiej widoczna jest w muzyce. Nie na imprezach przypominających nielegalne rave’y, gdzie dzieciaki próbują bawić się jak dopiero co wyzwoleni spod komunistycznego jarzma rodzice, co w domowych zaciszach, gdzie głodni muzyki sprzed lat odkrywamy kolejne perełki. Jedną z nich i to na wyciągnięcie ręki jest stołeczny Embitter, będący pomostem pomiędzy tym co stare i utrzymane w klimacie bliźniaczym starej szkoły metalcore, a szwedzkiego napierdalania w duchu najlepszych thrash/death metalowych płyt sprzed lat. Da się na tym ugrać niejeden dobry gig, i – czego z całego serca życzę tej formacji – wyjść poza nasz kraj. Na zachodzie zdążyli przejrzeć na oczy i wynieść na piedestał Mizery, Higher Power czy Red Death, czas aby do tego grona dołączyli przedstawiciele naszej sceny. O zespole, najnowszej kasecie „Orwellian”, i mniej lub bardziej o życiu opowiadał nam wokalista Jakub Gajda.

Trzeba przyznać, że perfekcyjnie wstrzeliliście się nie tylko w retro modę na brzmienia z lat 90., co w pewną, swoistą i niespecjalnie eksplorowaną w Polsce niszę. Hardcore/crossover, czy pierwsze płyty takich gigantów jak Liar, Merauder czy Morning Again, o którym jeszcze porozmawiamy, to nieco zapomniane perełki. Gdybyście grali wścieklej, bliżej byłoby wam do Stampin’ Ground, choć to już echa Slayera, którego tutaj nie ma, i raczej nie będzie. Embitter świadomie stoi na takim gatunkowym rozdrożu?

Faktycznie, zdaje się, że obecnie nie za wiele kapel, które grają w tym stylu na scenie hardcore/punk. Jest kilka takich kapel w Europie i pewnie kilka w USA. Trzeba przyznać, że nie jest to najbardziej popularny obecnie kierunek. Myślę, że Morning Again jest właśnie jedną z tych kapel, która ma na nas dość spory wpływ. Może nie poczujesz tego przy pierwszych przesłuchaniach, ale powiedzmy duch tego świetnego bandu jest wyczuwalny. Przyznaję, że Stampin’ Ground znam tylko z nazwy więc nie jestem w stanie się wypowiedzieć, a Slayer zawsze super i moim zdaniem słychać jego ducha i w stylu Morning Again i odrobinę w naszym. Czy stoimy na gatunkowym rozdrożu? Jeśli mam być szczery, to nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że żaden z nas się nad tym nie zastanawia. Każdy z nas lubi odrobinę inne rzeczy i może to powoduje, że słychać tu echa różnych stylów?

Pytam o to celowo, ponieważ biorąc pod uwagę wasze doświadczenia w innych zespołach, znacznie bliższych punkowemu etosowi, to co robicie w Embitter to nie tylko ewenement na skalę Warszawy, co krajowej sceny około hardcore’owej w ogóle. Choć łatwo w takim graniu popaść w sidła wtórności i zwykłej tandety, wam udało się z tego wybrnąć. Materiał powstaje w pełni kolektywnie, czy jest w zespole metalowy mózg przedsięwzięcia? (śmiech)

Dzięki za dobre słowo. Każdy z nas grał czy to w kapelach stricte hardcore, czy trochę punk bądź metalowych. ŁączymyE gdzieś razem te doświadczenia. Adam bardzo dba o to, żeby nie być zbyt wtórnym i ciągle podkreśla żeby kierować się jak najmniejszym recyklingiem patentów. Oczywiście, nie zawsze to wychodzi, ale staramy się. Jeżeli chodzi o tworzenie materiału to Adam i Patryk pracują nad riffami, Jędrzej dodaje bicie a Irek linię basu. Na samym końcu jestem ja z tekstem. Nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że gitarzyści nadają ton zespołowi, aczkolwiek cała reszta już dopracowywana jest na próbach i wtedy dogadujemy szczegóły, sprawdzamy warianty i brzmienia.

Wcześniej padło kilka znaczących dla tej muzyki nazw. Zwłaszcza jedna z nich w postaci Morning Again jest tutaj słowem-kluczem. Przyznam, że przynajmniej na początku kompletnie nie skumałem, że „Dictation of Beauty” to cover. To chyba najlepsza rekomendacja nie tylko dla ep-ki, co słuszności inspiracji jakie obraliście. Ponoć długo nie mogliście wybrać, który numer Amerykanów nagracie?     

Kiedy zaczęliśmy grać, bardzo chciałem wykonać Unbroken “Fall On Proverb” i faktycznie, zagraliśmy go na kilku koncertach. Potem była dyskusja co zagrać. Padło na MA i chwilę potrwało wybranie odpowiedniego numeru. “Dictation Of Beauty” zostało nagrane na promo wydane przez Y2Y i Cavalcade Records i na pewno zagramy to kilka razy na żywo. Z perspektywy czasu uważam, że całkiem nieźle wyszło, więc wybór był słuszny. Tekst jest cały czas aktualny, jestem gotowy zaryzykować stwierdzenie, że nawet bardziej niż w momencie wydania go przez Morning Again. Zachęcam do przeczytania.

Duża zasługa jakości tego wydawnictwa to nie tylko sama warstwa kompozycyjna, utrzymana w duchu retro, co kwestie czysto brzmieniowe. O ile „Season of Solitude”, to był taki dość nieoczekiwany i trochę nieoszlifowany strzał między oczy, tak „Orwellian”, zmiksowane i zmasterowane przez Satanic Audio to raczej dość oczywisty wybór. No chyba, że braliście pod uwagę powrót do Left Hand Sounds?

Adam grając w Incitement miał już okazję współpracować z SA. Był  bardzo zadowolony ze współpracy, więc postanowiliśmy spróbować czy może to będzie dobra opcja dla Embitter. Na pewno wpływ na ostateczny kształt miało także nagranie w Mustache Ministry u Klimy. Jesteśmy zadowoleni z samego procesu nagrania i post produkcji. Każdy z nas ma jakieś zastrzeżenia do siebie i wiemy, że pewne rzeczy jesteśmy w stanie zrobić lepiej. Zadbamy o to robiąc LP – masz moje słowo.

Nowy materiał wydała wciąż młoda, krakowsko-częstochowska oficyna Youth 2 Youth Records. Słoń i Paweł nie kryją dezaprobaty metalem, ale wspólne koncerty i rozmowy przy soku musiały ich skłonić do tego, aby wejść w ten bluźnierczy nurt (śmiech). Kto pierwszy wyszedł z pomysłem wypuszczenia kasety u chłopaków?

Przyznam szczerze, że nie wiem. Współpraca wynika z faktu, że pomimo Y2Y nie jest specjalnie kojarzona z metalem to jednak znamy się z chłopakami już sporo czasu. Wygląda na to, że nawet lubimy, więc tym bardziej jest to fajna opcja. Hardcore punk to różnorodność, więc kierując się tym hasłem wszystko się tu zgadza (śmiech). W listopadzie zobaczycie nas na kilku gigach w ramach Youth 2 Youth Weekender w Krakowie, Warszawie, Bielsku – Białej i we Wrocławiu.

Nie bez kozery wspominam o samej kasecie, bo ten nośnik przeżywa swoisty renesans. Na ile to jakaś typowo nostalgiczna zagrywka, a na ile collector item – ciężko stwierdzić. Sami słuchacie muzyki z kaset? Macie w ogóle na czym?

Kasety są od zawsze obecne w scenie. Są stosunkowo tanim w produkcji nośnikiem. Sam nie zbieram kaset, wystarczy że wydaję dość sporo na winyle. Jeżeli miałbym jeszcze kupować kasety, a mam mental kolekcjonera, to nie wiem gdzie bym to trzymał. Kaseta jest idealnym nośnikiem jeżeli chcesz wydać coś niedużego i w dodatku szybko. U nas się to dobrze sprawdziło. Po ilości kaset z naszym promo i tempie w jakim znikały, można uznać, że to bardzo popularny nośnik i dobra decyzja.Embitter

Nie samą kasetą rynek stoi, bo winyl – czego nikt się nie spodziewał, wyparł płyty CD. Najbardziej niepraktyczny nośnik na świecie przebił sprzedaż płyty kompaktowej, i bynajmniej nie dlatego, że ludzie mają więcej czasu na słuchanie muzyki samej w sobie. Ponownie uderzę w melancholijną nutę, kupno winyla to chyba taka chęć zwolnienia, wygospodarowania czasu na to, aby rzeczywiście zagłębić się – jeśli nie w treść – to chociaż w otoczkę. Kupujecie czarne płyty?

Zbieram winyle już kilkanaście lat i przez ten czas nazbierało się trochę tego. Słuchanie winyli to takie trochę święto, bo właściwie co może być fajniejszego niż odpalenie winyla i to ciepłe brzmienie? Do tego możesz pooglądać sobie okładkę, wkładkę poczytać zawartość i cieszyć się tym super momentem. Czasem płyty mają niesamowite historie w sobie, czasem jakieś drobne notatki dawnych właścicieli. Takie smaczki po prostu.  Jak wspomniałem wcześniej jestem zbieraczem i mam trochę płyt, które uwielbiam w kilku egzemplarzach, bo np różnią się kolorem czy okładką. Takie trochę uzależnienie, ale staram się panować nad tym w miarę możliwości.

Straight edge’owy label  to nie wszystko, najczęściej dzielić scenę z zespołami z pogranicza hc, youth crew i pochodnych, a sami przecież w swoich pozostałych zespołach dorzuciliście niejedną cegiełkę do stołecznego hc. Nie zrozumcie mnie źle, Embitter pokazuje, że z tymi samymi twarzami można zagrać ambitniejsze dźwięki, ale na stricte metalowej imprezie chyba bym was nie widział. Nie ta mentalność.

Fakty są takie, że Embitter pomimo grania bardziej metalowo to zdecydowanie hardcore/punk zespół. Jesteśmy wegetarianami/weganami, część z nas jest straight edge. Na pewno scena metalowa jest trochę inna i jest tam wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzam lub podobają mi się delikatnie mówiąc, średnio. Z drugiej strony, gramy dla punkowej publiki i mówimy często o rzeczach, które w scenie są trochę oczywiste. Może właśnie zagranie dla innej publiki miałoby sens? Może to by się udało, a może zostalibyśmy zupełnie olani. Obawiam się, że chyba to drugie niestety…

Poruszyłeś pewną ciekawą kwestię, bo na scenie punkowej łatwo popaść z jednej, w totalne moralizatorstwo, a z drugiej zaś, w pułapkę truizmów i prawd objawionych od dekad. Nie doskwiera Ci (jeśli w ogóle), że rzadko kiedy można spotkać się z sytuacja w której frontman ma rzeczywiście coś ciekawego do powiedzenia między utworami? Czy to kompletnie niepotrzebny element, bo esencją są teksty i energia płynąca z muzyki?

Jestem już dobre parę lat w scenie i gdy miałem 16 czy 17 lat i zaczynałem przygodę z hardcore/punk to było mega fajne, że zespoły mówiły coś od siebie. Czasem lepiej, czasem gorzej to wychodziło, ale jakby nie patrzeć przekaz jest bardzo ważny. To też jest sposób na nawiązanie kontaktu z ludźmi, powód do rozmowy po gigu. Ja jestem zdecydowanie za takim układem. Niekoniecznie każdy musi mówić o tylko ważnych i poważnych rzeczy, bo lubię też posłuchać kabareciarzy, a mamy na scenie kilku takich.

Kilku chyba jest nawet u mnie, na Śląsku (śmiech). Inna rzecz, to to identyfikowanie się z konkretnym ruchem społecznym jakim jest wegetarianizm czy straight edge. Tego u metalowców nie uświadczysz, a na pewno nie w tak otwartej formie. Spotkaliście się kiedykolwiek z niezrozumieniem takiej drogi?

Oczywiście nie raz i nie dwa. Wiele osób z spoza sceny tego nie kuma. Jako, że nie graliśmy z kapelami spoza to jako zespół nie doświadczyliśmy tego. Natomiast w życiu codziennym dla niektórych to dziwne, że nie jem mielonego w niedzielę tylko schabowy z Lokalu. Za długo w tym siedzę, żeby mnie to ruszało. Nie jestem raczej z tych osób, które afiszują się tym stylem życia. Ludzie, z którymi pracuję na co dzień, nie mają pojęcia co robię poza pracą, więc nie ma takiego ryzyka.

Ponoć tak zdrowiej, ale niekoniecznie dla portfela. Mimo wszystko za taką a nie inną dietą, wciąż przemawia czynnik ekonomiczny.

Zdecydowanie dieta wegetariańska i wegańska nie jest jakoś wiele droższa o ile jest w ogóle. Dostępność produktów i ceny spadające z roku na rok to zdecydowanie dobry kierunek. Żeby kupić dobre mięso a nie jakiś syf z dyskontu to też trzeba sporo zapłacić. Więc zdecydowanie czynnik ekonomiczny nie gra tu roli i nie uważam go za wymówkę. Kwestia chęci i organizacji na pewno będzie tu bardzo pomocna.

Czy w związku z tym, i nie jest to bynajmniej pytanie na podpuchę, a w szerszym kontekście, czy misja każdego z zespołów ze sceny powinna być swoista misja? Edukacja ludzi na tle stylu życia? Nie sądzisz, że łatwo w ten sposób popaść w ten moralizatorski ton o którym wspomniałem wcześniej.

Oczywiście, że nie. Jak wspomniałem na scenie są zespoły, mające różne style jeżeli chodzi o przekaz i zdecydowanie ma to swój urok. Nie jestem fanem moralizatorstwa i mam nadzieję, że nie zdarza mi się to za często. Staram się by było to bardziej na zasadzie opowiedzenia jakiejś historii i na ewentualnym pytaniu, które może da do myślenia, a może zupełnie nie.  Najgorszą rzeczą jest poinformowanie tylko gdzie jest merch i płyty. To jest słabe i tyle.Logo

Sami też macie trochę merchu i płyt, równiez na vinylu. Nie przesłania to jednak najważniejszego – czyli dobrej muzyki. Dziś wiele kapele zaczyna od merchu i jako takiej, otoczki wokół swojego zespołu, a dopiero potem wkracza w scenowe życie.  To chyba nie wasza droga?

Merch jest spoko. Sam kupuje płyty i koszulki. Sprawia mi ogromną przyjemność sam fakt, że w ten sposób wesprę zespół, który lubię. Umówmy się to co większość zespołów zarobi na merchu ledwo starczy na to, żeby pokryć koszty nagrania ep-ki. Jak będzie na mix i mastering to już super. Jeżeli chodzi o Embitter to merch pojawił się w momencie wydania ep-ki lub chwilę później. Przyznam, że nie pamiętam dokładnie. Nie przywiązuję do tego aż tak dużej wagi. Fajnie mieć, ale to nie jest coś bez czego nie można żyć. Priorytetem jest nagranie czegoś dobrego co także będzie miało jakiś przekaz. Jeżeli dzięki merchowi stracimy na tym mniej, to super. Takie są realia.

I ostatnie, skoro mowa już o płytach – zapowiedzieliście sesję nagraniowa longplaya jest szansa, że ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku? Chciałbym abyście nie powtórzyli numerów z ep-ki i kasety, ale coś podpowiada mi, że będzie inaczej (śmiech).

Nie ma najmniejszej szansy żeby to wyszło jeszcze w tym roku. Nie jestem pewien czy damy radę nagrać do końca roku. Może część się uda. Czas pokaże. Nie zmienia to faktu, że jak Adam choć częściowo wróci do zdrowia po operacji to znowu będziemy aktywni w kwestii prób i mam nadzieję koncertów. Na pewno nie będzie numerów z ep-ki. Coś z kasety pewnie będzie, ale może w innych aranżacjach. Sam się przekonasz za kilka miesięcy.

Rozmawiał: Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu