DESZCZ – Odpowiedni procent wkurwienia, żalu i smutku

Poznański Deszcz szturmem podbił serca wielbicieli wściekłego hc/punka, grając na modłę zespołów pokroju Tragedy, Orchid czy Birds in Row. Generalnie, im większa rozpacz słyszymy, tym szybciej panowie grają ocierając się o metal. Numer trzy w dorobku formacji to idealny moment na sprawdzenie aktualnej formy i czy aby na pewno, zespół nie odbiegł od swoich korzeni. Pod gradobiciem pytań znalazł się perkusista Michał Filipczuk.

Jakbym był złośliwy zapytałbym, gdzie się Wam tak śpieszy? (śmiech) To już trzecia płyta a Deszcz nadal zalewa polskie strzechy potężnym neocrustem. Nie kusiło Was żeby zwolnić i zamiast chwytać za serce dawką rozpaczy , chwycić pod gardło i pobawić się dźwiękiem?

Oczywiście że kusiło! Od początku istnienia zespołu mieliśmy pomysł na granie i wiedzieliśmy jak chcemy aby zespół się rozwijał. Nad płytą ||| pracowaliśmy trzy lata od momentu napisania pierwszego utworu do ostatnich miksów. W trakcie tworzenia powstało tysiące motywów które nie zostały nagrane, bo były albo kiepskie ale przestały się nam podobać. Na ostatniej trasie rozmawialiśmy o tym, czy forma Deszczu się już wyczerpała czy nie. Po licznych argumentach za i przeciw, doszliśmy do wniosku, że mamy jeszcze niejedno do powiedzenia. Kolejny album nie będzie rewolucją. Nie zamierzamy zmieniać sprawdzonych już fundamentów.

Wiesz jak mówią muzycy przy premierze nowych płyt – to nasza najlepsza, najmocniejsza itd. „III” za to zamyka pewien rozdział. Otrzymaliśmy Deszcz w pigułce?

Nie powiedziałbym, że płyta „III” jest najlepszym i najmocniejszym naszym wydawnictwem. Sądzę, iż jest bardzo dobra i w 100% oddaje nasz styl, ale na pewno nie jest wszystkim co możemy z siebie dać. W pewnym momencie wpadliśmy w wir tworzenia, niestety bez głębszej analizy. Gonił nas czas. Teraz jak słucham tej płyty to wiem, że niektóre momenty można było zagrać inaczej, troszkę bardziej pokombinować. Płyta życia jeszcze przed nami, wtedy to już koncerty na stadionach za dolary i wyrzucanie telewizorów przez okna hotelowe.

Odpowiedni procent wkurwienia, żalu i smutku

Odpowiedni procent wkurwienia, żalu i smutku

Podoba mi się, że pod warstwą niemałego zresztą wkurwienia i gnania z materiałem na złamanie karku, dbacie o techniczny aspekt twórczości. Najwięcej dzieje się oczywiście na bębnach.

Nie zgadzam się, ale dziękuję za komplement! Cała zasługa techniczna leży po stronie Kuby (git/vox) to on tak naprawdę dopina wszystko i dba o to, aby miało to ręce i nogi. Ja z Wojtkiem (bas/vox) mamy podejście „lepiej nie będzie”, wtedy Kuba się wkurza i nas gania do pracy. Zawsze po każdej próbie czy koncercie mamy listę błędów, jakie popełniliśmy. Lubię jego dokładność w muzyce i za to go szanuję.

Grasz też w LØVTE a tam wydaje mi się że pokazujesz pełnię możliwości. Jak się czujesz w dłuższych formach?

Absolutnie nie! Nie jestem jakimś wybitnym perkusistą i myślę, że nigdy nie będę. Bębny traktuję jako odskocznię od natłoku pracy i szarej codzienności. Nie myślę o graniu jako czymś, co muszę robić wybitnie, oczywiście zależy mi na graniu jak najlepiej, ale nie jest to najważniejsza rzecz w moim życiu. Myślę, że jest jeszcze dużo patentów których muszę się nauczyć grając na bębnach i na pewno to zrobię. Płyta z LØVTE nie jest pełnią moich możliwości. Utwory Deszczu są dużo bardziej intensywne, dlatego są troszeczkę krótsze. Co nie zmienia faktu, że prawie każdy trwa ponad 3 min. Lubię, kiedy utwór jest rozbudowany, ma swoją narrację i przy tym nie przynudza. Zawsze chciałem zrobić numer który trwa około 10 min. Może kiedyś. Wierzę w to!

W Deszczu kluczową rolę odgrywają skrajne emocje. Nie bez kozery przypisuje się wam łatkę emo. I to w dobrym znaczeniu. Dziś już się tak nie gra.

Bardzo dobrze, niech przypisują. Cieszę się, że ktoś tak odbiera naszą twórczość. Emocje w muzyce to dla mnie najważniejsza składowa w zespole. Uważam, że w każdym utworze powinien znajdować się odpowiedni procent wkurwienia, żalu i smutku, mówię oczywiście o gatunku muzyki, który gramy. Słuchając elektroniki oczekuję dużo dobrej, pozytywnej dawki emocji. Natomiast w metalu czy punku chcę czuć cały syf tego świata. Nie wiem, co aktualnie jest modne i jak powinno się grać, myślę jednak, że muzyka powinna wychodzić sama z siebie, z serca ! I jeżeli będę miał ochotę grać reggae to na pewno nie będę się zastanawiał nad tym, czy mi wypada.

Im bliżej macie do metalu, tym bardziej podoba mi się to co robicie. Niestety, zarówno punki jak i hardcore’owcy to często gatunkowi puryści. Spotkaliście się z krytyką? Wytknięto wam przekraczanie gatunkowych granic? (śmiech)

Oczywiście. Zarzucano nam, że to już metal, że klip Ameryka itd. Myślę, że w muzyce nie ma barier. Lubimy eksperymentować, mieszać style, szukać czegoś nowego. Nie będziemy oszukiwać, że dużo inspirujemy się metalowymi zespołami , stąd pewnie twoje pytanie. Jest tak wiele dobrej muzyki z której chcielibyśmy czerpać inspiracje, ale nie wszystko da się podciągnąć pod nasz styl. Staramy się trzymać pomysły w ryzach.live

Klip to temat na osobną rozmowę. Nie bez kozery padają porównania do teledysków dużych metalowych kapel. Dawno nie widziałem tak interesującego, a zarazem oszczędnego obrazka.

Klip wyszedł ekstra! Wszystko dzięki całej ekipie, która przy tym pracowała przez 3 dni nie śpiąc i nie odpoczywając. Szczególne podziękowania dla Woda i Pustka za genialne zdjęcia, za charakteryzację Małgosi Ciernioch, no i oczywiście Igorowi, że przetrwał nocne kąpiele w błocie i bieganie na golasa po lesie.

Weszliście w nowy rok z impetem; płyta klip, koncerty za zachodnią granicą, uda się podtrzymać tempo, czy wbrew pozorom zwolnicie aby pracować nad następcą „III”. W końcu cały materiał powstawał aż, nomen omen, trzy lata.

Największym problemem tego zespołu to to, że nie mamy już tyle wolnego czasu co kiedyś. W pewnym momencie naszego grania dopadło nas zmęczenie. Nie wiem sam czy chciałbym z powrotem grać po trzy, czy sześć koncertów miesięcznie a tak było. Aktualnie stawiamy bardziej na dobre jakościowo sztuki. Mamy już sporo zaklepanych dat w tym roku. Punk rock nas zmęczył. Jesteśmy dziadami i nic nam się nie chce.

Rozmawiał Grzegorz Pindor

Zdjęcia: archiwum zespołu/piątaesencja.pl