ULVER – Nieczytelny dialekt

Oglądając gdański koncert Ulver w zastanawiałem się czy tak przychylne przyjęcie „The Assassination of Julius Caesar” wynika z wartości samego materiału, czy może z faktu, że to pierwszy od dawna album Norwegów, który zapamiętają nie tylko garmowi ultrasi. Występ w B90 w jakimś stopniu dostarczył odpowiedzi, ale z zachwytu nie klęknąłem. Biodrem też nie zakręciłem, a co to za disco, do którego nie da się tańczyć? Ale fedorę uchylam i tak.

Ulver, Gdańsk, B90, 26.11.2017r.

Należy uczciwie przyznać, że w państwie wilczym dawno nie działo się lepiej. Odsunięcie Daniela O’Sullivana w zasłużony cień i skręt w stronę synthpopu uruchomiły coś, czego w Ulver dawno nie było – umiejętność i chęć pisania dobrych piosenek. Na jak długo starczy zasobów, czas pokaże, ale wreszcie jest się czym autentycznie cieszyć. Co więcej, ten zespół  w wydaniu koncertowym już dawno, a może i nigdy wcześniej, nie był tak przemyślany i dopracowany.Tarakum 1 Towarzysząca Ulver od lat idea grania w całości nowego materiału wreszcie znalazła oparcie w sensownych numerach, jak i bardzo dobrej oprawie wizualnej. Niezależnie od muzyki, lepszej lub gorszej, to wizualizacje, lasery i światła robiły połowę roboty i było naprawdę na bogato. O ile smutniejszy byłby ten sam koncert zredukowany do bandy zakapturzonych postaci bujających się sennie za swoimi syntezatorami i pudełkami. Nie był to jednak występ, który całościowo mną wstrząsnął. Nie będę się czepiał fałszowania Garma, które słychać tym wyraźniej, im więcej ma do zaśpiewania – a dziś ma całkiem sporo. Ostatecznie to koncert, nie studio, tu nie ma pudru i retuszu. Bardziej uwierały mnie „dwie prędkości” obecnego oblicza Ulver – ta „dyskotekowa” i ta awangardowo-melancholijna. Pierwszą zespół traktuje instrumentalnie, zamiast skłaniających do pląsania dźwięków wypełniając ją swoją zwyczajową ponurością i natrętnymi ucieczkami w niby eksperymentalne dłużyzny. Najbardziej podobały mi się momenty najbardziej synthpopowe – „Bring Out Your Dead”, „Southern Gothic”, „Angelus” Novus”. Z drugiej strony fantastyczna była, rozciągnięta na kilkanaście minut elektro-transu, końcówka „Coming Home”. Był to pierwszy tego wieczora moment, kiedy „poszukujące” oblicze Ulver nie było zbędnym balastem. Te dwie energie – „taneczna” i „ambitna” – gadały ze sobą nie do końca dla mnie czytelnym dialektem. Całościowo pozostał mi niedosyt mimo generalnie pozytywnego wrażenia.Tarakum 2

Wiem, że moje tzw. zastrzeżenia to szukanie dziury w całym, ale z drugiej strony Ulver od lat nie jest żadnym „całym”. Od kiedy Garm uciekł z metalowej strefy komfortu, ciągle się coś tam u niego mieli i kotłuje, a tygiel inspiracji wrze wybijając ambitnymi poszukiwaniami lub spektakularnymi porażkami. Jak dotąd, widziałem ich na żywo cztery razy. Czasem podobało mi się bardzo, czasem bardzo mi się nie podobało, ale zawsze trwałem w szacunku, bo honorowa przegrana jest wciąż honorowa. A ten koncert w żadnym razie „przegraną” nie był, choć sukcesem jest bardziej na skalę Ulver niż muzyki w ogóle. Ekscytacja artystyczną drogą Garma minęła mi już jakiś czas temu, mimo to cieszę się, że jest na mojej orbicie taki Ulver z którym obcowanie jest ciągłą i wieczną niewiadomą.

Słuchał i oglądał Bartosz Cieślak

Zdjęcia: Karol „Tarakum” Makurat/Tarakum Photography