SO SLOW – Boso, ale w ostrogach…

Debiutancki koncert nowego tworu na scenie ciężkiej, alternatywnej muzyki miał odbyć się w bardzo nietypowym jak na takie wydarzenie miejscu. Zmierzając wraz z lepszą połową w piątkowy wieczór do Laboratorium CSW zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać. Jednak opuszczając to miejsce, nasycony dźwiękiem, byłem już pewien, że koncepcja organizacji pierwszego w historii koncertu So Slow właśnie tu była strzałem w dziesiątkę…

So Slow, Ikaryzma, Laboratorium CSW, 28.03.2014 Warszawa

Meandrowanie po okolicznych, tonących w klimatycznym mroku uliczkach sprawiło, że na sali koncertowej miejsce zajęliśmy już w trakcie występu Ikaryzma. Jako, że to co prezentował wspomniany wykonawca jest zupełnie nie z mojej galaktyki, tę chwilę poświęciłem na obserwację sali, w której już za kilkanaście minut miały uderzyć w słuchaczy pełne transu zgrzytliwe riffy i połamane harmonie. Kilkadziesiąt siedzących miejsc, doskonała akustyka i klimat zbliżony do małej sali teatralnej – w takich to bardzo kameralnych warunkach miał się już za moment rozpocząć oczekiwany przez większość zgromadzonych występ. Sala Laboratorium CSW nie posiada sceny a na potrzeby muzyków wydzielona jak po prostu cześć przed pierwszym rzędem krzeseł. Wszystko to sprawia, że warunki do odbioru muzyki są wręcz doskonałe, choć przyznam, że początkowo czułem się jak na wieczorku jazzowym, właściwie to brakowało tylko wszechobecnego dymu tytoniowego, który spowijałby salę…

 boso, ale w ostrogach

boso, ale w ostrogach

Elektroniczne, pełne chaosu intro powoli zapraszało nas do świata So Slow. Zespół po kilku minutach zimnej, niemiłosiernie poplątanej porcji syntetycznych dźwięków pojawił się na scenie w komplecie i uderzył bardzo skondensowaną dawką gitarowego hałasu. To co mieliśmy tego wieczoru usłyszeć było dla nas niewiadomą choćby dlatego, że przed premierowym koncertem So Slow udostępniło w sieci jedynie jeden utwór. Do tego kawałek Dharavi, który zespół „puścił” w świat jest absolutnie nieadekwatny by ujrzeć grupę w tzw. szerokiej perspektywie. Wiem, że słowo „uderzył” może wydawać się nieodpowiednie, ale chłonąc pierwsze dźwięki jaki generował So Slow czułem jakbym zderzył się z rozpędzoną ścianą. Hałas, noise, rock, dysharmonia, trans i ciężar. Misternie uknuta muzyka płynęła na wielu płaszczyznach i wręcz spowijała salę; myślę, że nie tylko ja zatopiłem się bez reszty już w pierwszej kompozycji. Duża w tym zasługa tego jak zespół zabrzmiał, bardzo organicznie i selektywnie. Chciałoby się wręcz prosić o to by wszystkie alternatywne bandy brzmiały w ten właśnie sposób. Kolejne numery przeplatane, mówiąc brutalnie, niepotrzebną konferansjerką były jak podróż do innego świata. Świata, w którym liczył się tylko dźwięk. Dźwięk, który unosił, dźwięk, który wręcz wgniatał w podłogę. Nawet przymusowa przerwa techniczna nie zakłóciła odbioru tej jakże dobrej muzyki, choć faktem jest, że trochę wybiła z rytmu. Nie wiem czy to kwestia miejsca i realizacji samego koncertu, czy samej muzyki lecz oglądając i słuchając So Slow czułem się trochę jak w teatrze. Bardzo plastyczna, ale też i cholernie trudna muzyka, wsparta doskonałym wykonaniem i oszczędną grą świateł bardzo mocno działała na emocje i nawet fakt, że był to pierwszy kontakt z tym tworem w szerszym zakresie nie wpłynął na ostateczną ocenę zdarzeń tegoż piątkowego wieczoru.boso

So Slow zaprezentowało się jako zespół, który może zdobyć alternatywne sceny w tym kraju. Dojrzała, co ważne i co podkreślę po raz wtóry, doskonale zagrana muzyka i totalny towarzyszący jej hałas to bez dwóch zdań bardzo świeże ujęcie tematu, który najwięcej ma chyba wspólnego z noise, choć niżej podpisany kilka razy słyszał tu również Neurosis. Jeśli podkreślam kunszt jakim wykazali się instrumentaliści, nie mogę pominąć również tego co wnosi do muzyki So Slow wokalista. Umownie powiedzieć można, że śpiew i „efekty specjalne” jaki darzył publikę Łukasz to jeden z elementów, dzięki którym nie był to zwykły wieczór.śpiew

W tej chwili wiem, że płyta, która miejmy nadzieję ukaże się już niebawem, będzie premierą bardzo mocną. Wiem też, że zespołowi właściwie brakuje bardzo niewiele do tego by po ich koncertach nie było czego zbierać… So Slow zagrali na bosaka (wokalista i basista), ale z pewnością mieli przypięte ostrogi. Mocny set bardzo dobrego zespołu.

Słuchał i oglądał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia: Janek Fronczak