SLOWDIVE – Wykład

Ostatni dzień pięknej pogody spędziłem w miłym towarzystwie zespołu, który jak żaden inny udowadnia, że po latach można wrócić z klasą, grać lepiej niż w czasach świetności i nie robić z siebie taniej dziwki. Slowdive mają parę krzyżyków na karku, sporo przeszli, ale kiedy w 2017 wychodzą na scenę, liczy się tylko muzyka i hipnotyczny klimat. Tak było 2 października w stołecznym Palladium.

Slowdive, Blanck Mass, Warszawa, Palladium, 02.10.2017r. 

Stary jestem, więc nie pamiętam, kiedy dokładnie zachorowałem na szugejza. Nieświadomie, zapewne w momencie kontaktu z „Psychocandy” wiadomo kogo, z większym rozeznaniem, lata później. Shoegaze zawsze był gdzieś obok, mutował, jednak po latach banicji powrócił na dobre, kiedy zaczęły się nim interesować min. załogi blackmetalowe, tworzące własny pomysł na tzw. „klimatyczne granie”. Stąd wszystkie Alcesty i Lantlôsytrudno, żeby w takich okolicznościach nie zwietrzyli koniunktury i sprawcy zawieruchy, dlatego jakiś czas temu z każdej strony dochodziły nas wieści o kolejnych reaktywacjach mniej lub bardziej zapomnianych gwiazd z epoki. A taką był na pewno Slowdive, który za sprawą „Souvlaki” raz na zawsze zdefiniował mglisty gatunek a w tym roku wydał nową, świetną płytę, którą promował na jedynym krajowym koncercie w warszawskim Palladium. Widać nie tylko ja uwierzyłem w magię tej muzyki, bo klub pękał w szwach, w każdym razie dawno nie stałem przy samych drzwiach sali koncertowej. To miło, bo trochę przeczy powszechnym narzekaniom na fejsbukową li tylko działalność słuchaczy.S1

Zespół przyjechał do nas w idealnym momencie. Jest doskonale zgrany, ma na koncie nowy materiał, który wstydu nie przynosi a wręcz przeciwnie, przez wielu uznawany jest za powrót – po odskoczni w postaci  „Pygmalion” – do wysokiej formy. Co więcej, wydaje mi się, że dzisiaj dojrzali, przyprószeni siwizną muzycy lepiej się komponują z nostalgiczną, nieco podniosłą formułą muzyczną. Do tego trzeba dodać świetne światła i wizualizacje, dzięki którym statyczny w sumie zespół zyskiwał na scenie nowy, ciekawy wymiar. No i brzmienie. Nie po raz pierwszy słyszę, że w Palladium S3można ukręcić dobry dźwięk. Slowdive zabrzmieli fenomenalnie – selektywnie, ale odpowiednio hałaśliwie, co szczególnie dobrze rezonowało w tych miejscach, kiedy zespół budował ogłuszającą ścianę dźwięku. Te momenty były oczywiście w mniejszości, głównie byliśmy raczeni mglistymi, dream popowymi, hipnotycznymi piosenkami. I tu muszę odnieść się do głosów dotyczących formy wokalnej Rachel. Cóż, znam gorsze przypadki, kiedy wersje płytowe rozmijały się z umiejętnościami realnymi; pani Goswell nie wypadła moim zdaniem źle a jej dialogi z Neilem zabrzmiały przeuroczo. Wiem, wiem, trochę za bardzo słodzę, ale od Slowdive nie oczekiwałem żelaznej kondycji i dźwiękowej akrobatyki tylko klimatu. A tego było pod dostatkiem. Zespół zaprezentował mieszankę dobrze znanych kawałków z przeszłości z premierowymi – i tu ciekawa obserwacja – w zasadzie nie miało większego znaczenia, czy leciał stary czy nowy song, bo wszystko tworzyło bardzo wyrównany wykład pt. „jak powinno się grać klasyczny shoegaze”. Pięknie komponowały się partie dwóch gitar, świetnie wypadła solidna sekcja rytmiczna, ustawienie proporcji na medal – w zasadzie nawet przy scenie nie trzeba było zatykać uszu, bo dźwięk był maksymalnie klarowny. I co najważniejsze – widać i słychać, że zespół dobrze się bawi w swoim towarzystwie, a kiedy widzi w dodatku wrzeszczący z zachwytu tłum, musi czuć w tym co robi większy sens.S2

I tu oczywiście przychodzi na myśl pytanie, jak długo potrwa magia takiej muzyki. Widząc tłumy w klubie zdaję sobie sprawę, że do ponownego uśmiercenia szugejza jeszcze trochę czasu upłynie, a takie zespoły jak Slowdive przetrwają najdłużej, bo w jakiś dziwny sposób ich powrót do przeszłości ani trochę nie trąci naftaliną. W dodatku – co być może zabrzmi jak herezja – wbijają się w lukę powstałą po śmierci chociażby Isis, wnosząc w przeciwieństwie do zespołu z niezbyt politycznie poprawną nazwą nieco więcej ciepła i normalności. I ta „niezwykła zwykłość” Slowdive jest chyba właściwą odpowiedzią na pytanie o sens takiej muzyki w 2017 roku. Nie czuję żadnego zgrzytu.

PS. Przepraszam, ale na support tradycyjnie nie zdążyłem…

PS2. Awatar to oczywiście fragment plakatu autorstwa Dawida Ryskiego.

Arek Lerch   

Zdjęcia: Grzegorz Szklarek/cantaramusic.pl