SICK OF IT ALL – Więcej niż muzyka

30 lat w służbie hardcore’a. Słabo by było przepuścić okazję i nie zobaczyć któregoś z koncertów jubileuszowej trasy nowojorskich tytanów. Z tymi tytanami wielkiej przesady nie ma, bo kwartet od 1986 roku w niemal niezmienionym składzie częstuje nas pociskami z etykietką NYHC i stanowi jeden z filarów stylu, czyli samą esencję. Ale przecież wszyscy o tym wiedzą…

Sick Of It All, Broken Teeth, Crowned Kings, 16.03.2016r., Proxima WWA

Niemal każdy dłużej istniejący zespół ma na swoim koncie bardziej lub mniej udane pozycje, ale SOIA nigdy nie wciska lipy. A ten kto choć raz widział ich na żywo Crownedwie, że to na scenie prawdziwa petarda. Nazwijmy to zresztą jak chcemy: może być wulkan energii, a może mała elektrownia – wszystko pasuje. Frekwencja była przyzwoita, choć spodziewałem się większych tłumów; cóż, środa to niestety nie jest weekend. Przy wejściu odbywało się zbieranie funduszy na leczenie Jędrzeja „Stjupa” Paluszczaka. Warto tym samym przypomnieć i pamiętać, że hardcore to „more than music”, a przywołana sytuacja jedna z tych chwil, kiedy realna pomoc jest niezbędna. Organizacja koncertu działała jak szwajcarskim w zegarku – na pierwszy strzał idzie rozgrzewacz, czyli Crowned Kings. Nie wiem jak jest z podbijaniem innych lądów przez samozwańczych, koronowanychBroken królów z Australii, ale u nas raczej odbyło się bez szału. Przyzwoite wykonanie, ale wtórność do bólu. A co za tym wszystkim idzie – zwyczajna nuda, czyli czas na piwo. Gorzej było z rozmowami, bo przecież hałas skutecznie ograniczał werbalne porozumienie. Męka – na szczęście – nie trwała długo, bo na scenie sprawnie zainstalował się kolejny przedstawiciel hardcore’owej braci – Broken Teeth. W stosunku do poprzedników od razu było widać (i słychać…) różnicę – niestety, i tu były drobne minusy, bo okazało się, że bardziej ożywiony z całego towarzystwa wydawał się głównie wokalista. Myślę, że w tym przypadku możemy śmiało mówić o przysłowiowej angielskiej flegmie. Ale ważniejsze co było słychać, a tu już możemy ocenić, że zespół prezentował się dużo lepiej w porównaniu z poprzednikami. Muzyka ciekawsza i z nastrojem – większy pierwiastek metalu i nieco złowróżbnych klimatów. W sumie dobry, choć nie rzucający na kolana set.

Punktualnie o 21.30 na scenie pojawili się główni bohaterowie wieczoru i od razu zaliczyłem cios w pysk. Chłopaki nigdy się nie oszczędzali, nie oszczędzali się więc i tym razem. Wszystko na 100%. Bezprzewodowe zestawy to jedyne rozwiązanie dla tych zuchów w kwiecie wieku, bo w przeciwnym razie chłopaki pozaplątywali by się w kable niczym mumie. Wszystkie elementy hardcore’a spięte w jeden idealny wzorzec: energia, melodie, sing-alongi, szał na scenie i pod sceną. Luta, aż morda się sama cieszy, a ciało w zależności od właściciela zaczyna bezwiednie falować w jednym ze stylów, których elementarzem jest teledysk do numeru „Step Down”.Sick1

Jako, że mówimy o 30-leciu – usłyszeliśmy przekrojowy zestaw hitów. Choć jestem już starcem włóczącym się od ponad ćwierć wieku po koncertach, nie wyobrażam sobie jak można chociażby nie tupnąć nóżką przy takich strzałach jak „Scratch The Surface”, „Just Look Around”, „Die Alone”, czy wspomnianym  „Step Down”. A jako, że w tym stylu nie ma miejsca na kilkunastominutowe suity, byliśmy uraczeni przebogatą wiązanką przebojów. Reasumując: zespół w doskonałej formie. Lou Koller wie jak nakręcić tłum, a jego brat Pete to na scenie prawdziwy diabeł tasmański o żelaznej kondycji, co patrząc na jego posturę wcale nikogo nie dziwi. Tym bardziej że musimy sobie zdać sprawę, że typ wie co to MMA. Reszta załogi również bez zarzutu. Nie bez znaczenia są szczerość i pozytywna energia bijąca ze sceny, a uśmiechy i przybijanie piątek z publicznością potwierdzają tezę, że typowie z SOIA to fajne chłopaki.Sick2

Podsumuję prostym, prymitywnym równaniem: jak ktoś lubi hardcore, to lubi Sick Of It All. Bo Sick Of It All to hardcore, a hardcore to Sick Of It All. Brzmi głupio? Może. Czas zatem kończyć truizmy i głośno odpalić jedną z płyt Amerykanów. Chyba, że macie możliwość wskoczyć na któryś z gigów. Nie wahajcie się i razem z zespołem zaśpiewajcie refren „Take The Night Off”: “Let’s celebrate that we don’t give a fuck/let’s celebrate that we don’t care/let’s celebrate that we don’t give a fuck/with the middle finger high in the air”.

Refleksjami dzielił się Łukasz Szymański

Zdjęcia: Janek Fronczak