ORANSSI PAZUZU – Zwichnięty rytuał

Kiedy parę miesięcy temu gruchnęła wieść o kwietniowych koncertach Oranssi Pazuzu, Cobalt i Entropii, z radości byłem gotów wykonać salto w tył, na co nie pozwala mi niestety tusza i wiek. Wreszcie coś się zmienia na rynku koncertowym, nie tylko ciągle odgrzewana padlina na przemian z „zagramy w całości płytę sprzed 20 lat, bo te nowe są do niczego”. Gusta gustami, ale Oranssi Pazuzu i Cobalt to jedne z najmocniejszych nazw, jakie potrząsnęły metalem w ostatnich latach, a Entropia depcze im po piętach rozkręcając potencjometr szaleństwa. Ekscytacja chyba uderzyła mi do głowy, bo po wejściu do klubu zapytałem organizatora całej trasy „ooo, a co ty tu robisz?!”. Aha, spoko…

Oranssi Pazuzu, Cobalt, Entropia. 13.05.2017, Gdańsk, klub „B90”

To był czwarty koncert Entropii, na którym byłem. Pierwszy raz widziałem ich kiedy grali jeszcze smutny post-black metal, a Weltrowski śmiał się z nich, że powinni zmienić nazwę na „Empatia”. Ja mam w sobie mnóstwo empatii i od początku wiedziałem, że jeszcze im pazury wyrosną. Czas przyznał mi rację, jak każdemu mędrcowi – dzisiejsza Entropia kopie ostrym black metalem z psychodelicznym zakrętem, i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Największą atrakcją tego koncertu był dla mnie nowy numer, brzmiący jak disco-kraut przebrany za black metal i już dziś czuję nosem wytrawnego konesera, że ta nowa płyta to będzie duża sprawa. O takie Entropie walczyłem.

Recenzując „Slow Forever” w pewnym hipsterskim periodyku zwróciłem uwagę na animalny element muzyki Cobalt, który jest trudniej definiowalny niż ich doskonałe riffy i ogólny pomysł na siebie, a przy tym nie mniej ważny. Na żywo ten zwierz wyłazi w całej okazałości. Trochę się obawiałem tego koncertu, bo twórców „Gin” wielbię ślepo, ale studyjne projekty mają to do siebie, że często zwyczajnie nie radzą sobie na żywo. Tymczasem Cobalt gra jakby się na scenie urodzili. Gdyby zamknąć oczy można by pomyśleć, że to Carnivore z 20-letnim Mille Petrozzą na wokalu, ale po co zamykać oczy, kiedy na scenie skacze Charlie Fell i miota nim jak szatan. Tak właśnie wyobrażam sobie metal adekwatny dla roku 2017.Cobalt Marcin Pawłowski

Jeśli Cobalt gra metal na miarę naszych czasów, to z ręką na sercu muszę przyznać, że Oranssi Pazuzu zespołem metalowym już raczej nie są. Nie to, żeby to miało jakieś szczególne znaczenie dla mnie, ale wielu może uprościć życie – zamiast wzdrygać się o to „jaki ten dzisiejszy black metal beznajdziejny”, będą oni mogli odgrodzić się fosą od rzeczywistości i słuchać sześćdziesiątej płyty Gorgoroth albo jakiegoś „spoko traszyku do piwka”. Oranssi Pazuzu będą w tym czasie na orbicie, razem ze swoją publicznością. W ich muzyce zostało jeszcze coś, co kojarzy mi się z lotem Beherit i Master’s Hammer, ale to już nie jest riffowe granie z elementami krautrocka. Oranssi Pazuzu na żywo po prostu odpala hałas i wpada w trans. Na scenie wije się paru kolesi w oparach dymu (niekoniecznie z maszyny do robienia dymu), a ja widzę jakiś zwichnięty rytuał odprawiany za pomocą instrumentów. Tego się nie da opowiedzieć, bo nie da się opowiedzieć wpadania w paszczę szaleństwa. Na następny taki rejs zabiorę jednak stopery do uszu, bo wszystko, co ludzie mówią o natężeniu dźwięku na koncertach Oranssi Pazuzu, to prawda. Większej anihilacji doświadczyłem tylko na niedawnym gdyńskim koncercie Thaw, na którym Artur zamiast kostką grał na gitarze kolumną…Oranssi Marcin Pawłowski

Jest dopiero maj, a ja już mam za sobą Koncert Roku. Nie to, że nie będzie innych, bo będą, i też na nie pójdę. Jednak na żaden nie czekałem ostatnio tak jak na zestaw fińsko-amerykańsko-oleśnicki. Podobno w metalu nic ciekawego się nie dzieje, i pewnie tak jest jeśli za wyznacznik przyjmiemy, że furorę robi Batushka, a Luna Ad Noctum milczą. Ja od początku roku widziałem doskonałe koncerty Furii, Thaw, Mord’A’Stigmata, Secrets of the Moon, Mgły, Lvcifyre, Bestial Raids, wreszcie Entropii, Cobalt, Oranssi Pazuzu. I to nie ruszając się z miasta na żadne zamiejscowe wykony. Jest słabo, serio? Siedź w domu, marudo albo czekaj aż ci Dimmu Borgir przyjedzie do miasta. The future is now, old man!

Tekst Bartosz Cieślak

Zdjęcia: Marcin Pawłowski (Kraków)