KING KRULE – Charakterystyczny, manieryczny i intrygujący

King Krule w Progresji czyli fenomen, nad którym pochylić się należy. Z socjologicznego punktu widzenia, ale i muzycznego. W każdym razie, mimo, niesprzyjających okoliczności zewnętrznych i z niemal 39 stopniową gorączką meldujemy się w klubie. Oczywiście i niestety – już po supporcie…

King Krule, Eric Shoves Them In His Pockets, Warszawa, Progresja, 16.02.2018r.

Fenomen Archy’ego zgłębiam od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że nadal do końca nie kumam jego wielkiej popularności. W każdym razie, w Progresji, mimo wiedzy o wyprzedanym koncercie, byłem totalnie zaskoczony dzikim tłumem, entuzjastycznie reagującym na recital rudzielca. Na scenie pełny zespół, dużo dymu i w zasadzie wszystko wyglądało bardzo podziemnie/klubowo, tyle, że w rozmiarze XL. Trupa sprawna, nieźle zgrana, chociaż fajerwerków technicznych nie było. No i najważniejsza konstatacja – w zestawieniu z wersjami studyjnymi  wszystko jest bardziej w punkt, a Archy nadal śpiewa „mistrzowsko”, czyli precyzyjnie „obok tonacji”. Sztuką jest to, że w zasadzie ten fałsz stał się jego znakiem firmowym, który kupujemy na równi z całym anturażem. Pokłady depresji były niezmierzone, dynamika koncertu w 50% poprawna, bo trzeba przyznać, że kiedy Archy zapodawał te bardziej psychodeliczno/przymulone kawałki, odruchowo szukałem wokół siebie jakiegoś krzesełka.KK

I w tym miejscu możemy odnieść się do płyty. Pisałem, że najlepiej wypadają momenty dynamiczne. Podobnie było na piątkowym koncercie – to co na płycie daje radę, na koncercie jeszcze bardziej może się podobać. Mocne bębny, solidna podbudowa instrumentalna – „Celling” pulsował jak po niezłym buchu ziela a „Dum Suffer” porywał wręcz do pląsów. To co na płycie nosiło znamiona hip hopowych wtrętów, na koncercie nieźle walcowało. Świetnie wypadł mój ulubiony „The Locomotive”, także „Has This Hit” mógł się podobać. Niestety, podobnie jak na nowej płycie, im bardziej w las, tym więcej mulących smutów się pojawiało, czego chyba najlepszym potwierdzeniem byłą nieco za długa wersja wałka tytułowego. Na płycie drażni mnie „Half Man Half Shark”, na żywo wcale się to nie zmieniło.

Co nie zmienia faktu, że warto było skonfrontować się z Archym na scenie bo trzeba przyznać, że koncert w jakimś sensie tłumaczy popularność tego gościa. Jest – i to bardzo ważne – charakterystyczny, manieryczny i intrygujący. A to pewnie wystarcza, żeby tłumnie ciągnąć na jego występy. Ciekawe, co będzie dalej…

Arek Lerch

PS Zdjęć nie robiłem, bo nie chciało mi się przebijać przez wrzeszczący tłum dzieciaków.