JOHN GARCIA – Familijna atmosfera

Niby wtorek, niby początek tygodnia, a klub w centrum Warszawy zaludniony. I trudno się dziwić, bo John Garcia to żywa legenda. A przy okazji, jak się okazało, sympatyczny typ. A nam, przez pół roku brodzącym w błocie, jak lekarstwa trzeba odrobinę kalifornijskiego słońca i piachu.

John Garcia, Moriah Woods, Beerokracja, Warszawa, 21.03.2017r.

Dotarłem w trakcie setu Moriah Woods. To co zdążyłem zobaczyć, podobało mi się, ale za sprawą mojego spóźnienia brakło mi czasu na wczucie się w klimat. Pozytywnie zaskoczył spory tłumek słuchaczy pod sceną, co oznaczało trafność wyboru supportu. Następnym razem obiecuję być na czas!

John Garcia i towarzyszący mu gitarzysta Ehren Groban nie zwlekali z wyjściem deski i pojawili się na nich kwadrans przed planowaną porą. Całe szczęście, żejg3 zawczasu wygodnie ulokowałem się pod sceną. Rozpoczęli od energicznego „Kentucky”. W soczystej setliście nie zabrakło między innymi „Gardenii”, „Space Cadet”, „5000 Miles”, czy „Adara” z repertuaru Vista Chino. Za serce schwyciły również „Don’t Even Think About It” i przejmująca wersja „El Rodeo”. Trzeba przyznać, że akustyczna odsłona Garcii na żywo broni się dobrze, a to za sprawą nie tylko repertuaru i doskonałej formy wokalnej Garcii ale też specyficznej, familijnej atmosfery, tak pomiędzy muzykami, jak i pomiędzy muzykami, a publicznością, która odśpiewała nawet urodzinowe „Sto Lat” dla żony wokalisty. Leitmotivem gadek międzyutworowych była (jakże by inaczej) polska wódka. Szkoda, że panowie raczyli się Żubrówką z sokiem pomarańczowym, a nie jabłkowym, ale być może następnym razem nadrobią braki wiedzy w tej naszej narodowej dziedzinie.jg1

Tak jak nie było wątpliwości, że od samego początku co i rusz spośród publiczności będą pojawiać się nawoływania o „Green Machine”, tak było oczywiste, że ta piosenka musi się pojawić. Razem z „Whitewater” stanowiły doskonały finał bardzo klimatycznego wieczora. Jak większość zgromadzonych, czekam na powrót Johna w odsłonie elektrycznej, ale występem w Beerokracji jestem w pełni usatysfakcjonowany. No więc wrzucam do odtwarzacza „Blues for the Red Sun” i niech środek tygodnia radośnie zamieni się w weekend…

Tekst i zdjęcia: Łukasz Szymański