DR MISIO, BIELIZNA  – Gorąca krew

Już nie raz sobie żartowałem, że tych wszystkich koncertów mam serdecznie dosyć i że czuję się jakbym widział już na żywo wszystkie zespoły tego świata. Tak, dzieje się sporo i można poczuć przesyt, bo nawet najfajniejsze rzeczy w nadmiarze wywołują odruch wymiotny. Ale co zrobić, kiedy sto metrów od mojego domu gra Bielizna? Grzechem byłoby odmówić sobie tej przyjemności, a przecież nie lubię sobie żadnych przyjemności odmawiać.

Dr Misio, Bielizna – Gdynia, klub Atlantic, 24.01.2015

Jakoś tak się złożyło, że Bielizny na żywo nie widziałem nigdy wcześniej, choć okazji było pewnie mnóstwo. Ale cóż, lepiej późno niż wcale. Można się zastanawiać, czy w przypadku zespołu o tak długim stażu nie zachodzi efekt starczego sflaczenia, ale nie. Nie zachodzi. Zobaczyłem ludzi, który na scenie czują się swo20150124_193601_1bodnie, cieszą się graniem i łatwo nawiązują kontakt z publicznością, z której pewnie spora część nie była jeszcze „w planach”, kiedy oni grali swoje pierwsze koncerty. Znakomita muzyka, mistrzowskie teksty i bezkonkurencyjna konferansjerka Jarka Janiszewskiego to recepta nie tylko na sukces, ale też na większość dolegliwości, jakie mogli przywlec ze sobą uczestnicy tego koncertu. Niesamowity był moment, kiedy jednemu z gitarzystów puściły nerwy po wcześniejszej awarii wzmacniacza i doszło do małej przepychanki z frontmanem. Wściekły muzyk zszedł ze sceny, aby później, w połowie następnego utworu powrócić i po męsku się pojednać. Może i wyglądało to nieprofesjonalnie, ale czy to nie emocje są w tym wszystkim najważniejsze? Kto grał w jakimkolwiek zespole, ten wie jak łatwo można sobie podnieść ciśnienie z byle powodu (a awaria sprzętu podczas koncertu to nie byle powód). Znakomity występ, z bardzo przekrojowym materiałem. Była „Pani Jola”, „Dwóch wchodzi, a jeden wychodzi”, „Prywatne życie kasjerki PKP.”, „Miłość w Jugosławii”, „Władek przechodzi w piąty wymiar”, „Ze starej kury jest lepszy rosół”, „Kurt Cobain”, „Żywioł i pies” i wiele innych przebojów, więc chyba każdy fan był usatysfakcjonowany.20150124_213525_1

O ile twórczość Bielizny znam w miarę dobrze, o tyle Dr Misio był dla mnie zjawiskiem kojarzonym z kilku utworów odtworzonych na YouTube, względem których miałem zresztą mieszane odczucia. Okazało się jednak, że zestaw tych dwóch zespołów to połączenie na miarę chleba ze smalcem i kiszonego ogórka. I o ile Bielizna prezentuje wrażliwość trójmiejską-swojską, a Dr Misio warszawską-obcą, o tyle oba zespoły dotykają podobnych tematów. Nawet jeśli jest w tym jakiś element groteski, to chyba każdy mógł usłyszeć w tych historiach o szarym życiu brzydkich ludzi jakąś prawdę o sobie. „Mentolowe papierosy”, „Dziewczyny”, „Sekta” i „Parada” w swoich koncertowych wersjach wbiły mnie w ziemię. Raz, że teksty i muzyka znakomite, dwa, że jest w tym wielki pazur i zaangażowanie, którego nie ma w aż takiej dawce w nagraniach studyjnych. Arkadiusz Jakubik na pierwszy rzut oka wydaje się człowiekiem, któremu chciałoby się powiedzieć „co ty tutaj robisz, gościu?”, ale już po minucie uświadamia wszystkim, że jest urodzonym frontmanem, któremu publiczność je z ręki. Ba, nawet banalne zagrywki typu „chodźcie bliżej” czy „ręce w górę” w jego wykonaniu nie tylko nie rażą, ale wręcz trudno mu odmówić i nie zaangażować się choć trochę w to, co dzieje się dookoła. Ale też nie był to teatr jednego (nomen omen) aktora, bo Dr Misio to także kilku bardzo utalentowanych muzyków, którzy nadają temu wszystkiemu odpowiedniej mocy.20150124_215623_1

I przyznam się, że choć jestem już trochę zblazowany od nadmiaru koncertowych atrakcji, to akurat ten wieczór zapisze mi się w głowie na dłużej. W zasadzie wszystko wypadło idealnie. Zespoły, publiczność, klub, w którym to wszystko miało miejsce… nie mógłbym się do niczego przyczepić, choćbym chciał. No, może trochę szkoda, że nie było mi dane skosztować frykasów ze stolika dla VIP-ów, ale cóż, podobno nie można mieć wszystkiego.

Tekst: Michał Spryszak

Zdjęcia: Agnieszka Janczyk