CROWBAR – Łomem w łeb!

Co za wieczór, co za noc. Pańskie oko konia tuczy. Nigdy nie zapominaj, skąd przyszedłeś i dzięki komu tu jesteś. Takie mądrości narodów i cytaty z klasyków przychodzą mi do głowy po tym, co zdarzyło się w krakowskim klubie Fabryka 24 lutego 2015 roku. Sceną rządziły masywne riffy Crowbar i przyjacielskie gadki Kirka Windsteina.

Crowbar, Thaw, Czerń, Fabryka, Kraków 24.02.2015r.

Kiedy zjawiłem się w klubie na Zabłociu tuż po 19, świeciło pustkami. Zacząłem się obawiać o frekwencyjną wtopę. Niepotrzebnie. Stopniowo przestrzeń wypełniała się tymi, którzy spragnieni byli zmiażdżenia przez nowoorleański sludge/doom kapeli Kirka i dobiło ludków około 600, może deczko mniej, może więcej. Amerykanin, który wizualnie mógłby posłużyć Peterowi Jacksonowi za wzór krasnoluda do serii „Hobbit”, jakby witał wszystkich wchodzących, bo niemal do ostatnich minut przed pojawieniem się Crowbar na scenie, stał obok swej ukochanej na stoisku z merczem. Piszę to z przymrużeniem oka – jeśli ktoś chciał się tego wieczoru w Fabryce wyróżnić, wystarczyło nie przybić piątki i/lub nie zrobić sobie słitfoci z niziutkim liderem Crowbar. Człowiekiem niezwykle przyjaźnie nastawionym do fanów, najwyraźniej lubiącym być blisko nich, wiedzącym, że bez nich, bez kupowania przez nich koszulek, płyt, gadżetów, daleko nie zajedzie. Obserwowałem przez parę chwil z boku, jak cierpliwie pozuje do zdjęć, podpisuje płyty, przybija „piątki”. Robił to ze szczerym zaangażowaniem i zadowoleniem. Równie szczerze i przekonująco brzmiały jego zapowiedzi ze sceny o wdzięczności za wspaniałe przyjęcie, za wsparcie.crowbar_fabryka_022015_fot_romana_makowka

Crowbar na scenie widziałem po raz drugi, ale po raz pierwszy na scenie klubowej. I już wiem na pewno, że to drugie środowisko jest dla kapeli lepsze. O wiele bardziej mocarnie, przekonująco wypada ona pod dachem niż na openerowym spędzie. Brzmienie znakomite, świetna temperatura koncertu przez cały czas, podtrzymywana umiejętnie przez Kirka, który oczywiście nie omieszkał przypomnieć, że bywał u nas nieraz z Down i za każdym razem było super. Na pewno po tegorocznych koncertach (drugi odbył się w Gdyni) nie będzie miał powodów do zmiany zdania, bo fani przyjęli Crowbar kapitalnie. Parokrotnie dało się zauważyć na twarzy Kirka szeroki uśmiech (w przeciwieństwie do gitarzysty Matthew Brunsona, który cały czas wyglądał jakby chciał komuś dać w ryj). A Crowbar odwzajemnił im się świetną setlistą. W niej między innymi „Cemetary Angels”, „Walk With Knowledge Wisely”, „Self-Inflicted”, „Planets Collide”, świetnie zagrany cover Led Zeppelin „No Quarter”. Na bis Crowbar nie tylko zagrał nie tylko „Vacuum”. Fanom w Fabryce udało się zmusić zespół do zagrania jeszcze jednej piosenki. Pamięć mi nieco szwankuje, ale nawet jeśli się mylę, pisząc, że Crowbar na drugi bis zaprezentował „I Am Forever”, to jakiś hejter szybko mnie poprawi, dodając przy okazji parę epitetów o jors truli. Które ten zniesie z podziwu godnym spokojem, typowym dla kogoś, kto rozgryzł jakiś czas temu jak działają „internety”.

Nie określiłbym się die-hard fanem Crowbar. Znam, cenię, mam parę płyt. Ale ich koncert sprawił mi naprawdę wiele radości i jeśli przyjadą znowu, z chęcią się wybiorę. Zobaczyłem, że wciąż nie brakuje muzyków, którzy zasadę DIY nie tylko głoszą, lecz również wcielają w życie. Nie minęły dwie minuty od zakończenia koncertu, a lider Crowbar już stał na stoisku z merczem, sprzedawał koszulki, przybijał „piątki”, pozował do słitfoci… Co za gość!!!Czerń

Duże brawa za występ dla stołecznej Czerni, która zaprezentowała się jako kwintet. Dobre brzmienie, ciekawe kompozycje. Znałem do tej pory piosenki z ep-ki, split z Kalderą czeka na odpalenie (shame on me, wiem), a po koncercie niecierpliwie będę wypatrywał następnej pozycji. Czy to będzie długograj, czy kolejna ep-ka/split, nie ma większego znaczenia, jeśli tylko będą potrafili tak mnie zaciekawić jak do tej pory.THAW

Niespecjalnie wypadł Thaw. Widziałem ich na żywo po raz chyba czwarty lub piąty i powoli dochodzę do wniosku, że ich żywiołem jednak są płyty. Inna sprawa, że brzmienie było dalekie od doskonałości (w każdym razie nieco poza środkiem Sali, na wysokości konsolety). Ścianę dźwięku, na dłuższą metę po prostu nużącą, przez jakiś czas pokrywała gęsta mgła, przecinana kolorowymi światełkami albo drgającym stroboskopem. Z mgły wyłaniały się kontury zakapturzonych postaci muzyków. Na zdjęciach zapewne wypadło to fajnie. Tylko, że to był koncert metalowy, nie wystawa fotograficzna. Za wrażenie wizualne ocena wysoka, za muzyczne niska. Statystycznie mamy średnio, czyli nijak. Żaden artysta tego nie lubi, a na pewno nie powinien. O płytach Thaw złego słowa nie powiem. Na żywo na razie mi ich wystarczy. Choć o skreślaniu ich nie ma mowy, bo kredyt dostali kiedyś u mnie spory.

Tekst: Lesław Dutkowski, współpraca: Piotr Majcherczyk

Zdjęcia: Romana Makówka (Crowbar)/Basia Misiurek (Czerń)/Marcin Pawłowski (Thaw)