CRIPPLED BLACK PHOENIX – Znowu mamy dobry humor

Nie będę ściemniać, że „Bronze” to mój ulubiony, zeszłoroczny album. Prawdę mówiąc, to nawet nieszczególnie mi się spodobał. Nie zgrzeszę oryginalnością, ale jednak Crippled Black Phoenix cenię przede wszystkim za pierwotną, nieco nieokiełznaną „A Love of Shared Distasters” i dużo bardziej dopracowaną, ale równie ekspresyjną „I, Vigilante”. W związku z tym, nie wiązałem z tym występem większych nadziei, jednak wiedziony głównie sentymentem stwierdziłem, że skoro już i tak grają mi pod nosem, to niech będzie, a nuż zagrają coś starszego i może będzie fajnie. Choroba, dobrze, że poszedłem. Było fajnie.

Crippled Black Phoenix, Joanathan Hulten, Earth Electric, Wrocław, Klub Pralnia, 16.11.2017r.

Wrocławski koncert Crippled Black Phoenix może nie zmienił mojego podejścia do „Bronze”, ale na pewno pokazał duży, czysto rockowy potencjał nowego materiału. Co ciekawe, setlista była całkiem przekrojowa, dlatego również zwolennicy starszych albumów mieli prawo czuć się usatysfakcjonowani. Przyznam się, że sceniczne oblicze zespołu nieco mnie zaskoczyło – spodziewałem się chyba nieco bardziej lirycznego występu, tymczasem ekipa Justina Greavesa okazała się bardzo sprawnym, rasowym rock’n’rollowym bandem. Aranże momentami były naprawdę całkiem ciężkie, przypominając wręcz o metalowych korzeniach Greavesa. Początkowo koncertowi może nieco brakowało energii, zespół wszedł w niego nieco niemrawo, ale w miarę trwania rozkręcali się coraz bardziej. Coraz częściej pojawiające się uśmiechy świadczyły o tym, że muzycy Crippled Black Phoenix po prostu dobrze się bawią. Na całe szczęście nie przeszkadzała im raczej przeciętna – żeby nie powiedzieć mizerna – frekwencja.CBP

Czy jednak obchodziło to któregokolwiek z muzyków? Chyba nie bardzo, a już na pewno nieszczególnie przejmował się tym Justin Greaves. Rzadko się zdarza, żeby w ciągu godziny – było nie było spędzonej w robocie – komuś tak poprawił się humor. Początkowo Greaves sprawiał wrażenie zmęczonego i naburmuszonego, jednak z każdym kolejnym, przetańczonym przez nieliczną publiczność utworem wchodził na coraz wyższe obroty, aż w końcu zdecydował się zeskoczyć z gitarą między ludzi. „Justin cały dzień był marudny. Dzięki wam znowu ma dobry humor” – tak całą sytuację ocenił Daniel Anghede, wokalista i gitarzysta zespołu i cóż, pozostaje wierzyć, że nie była to zwykła kurtuazja.

Występ Crippled Black Phoenix poprzedzały koncerty Joanathana Hultena oraz Earth Electric. Na pierwszy nie zdążyłem się załapać, natomiast drugi… Delikatnie mówiąc, dość prosta propozycja Earth Electric niekoniecznie trafiła w mój gust i szczerze mówiąc mam wątpliwości, czy wybór akurat takiego suportu był najlepszym pomysłem.

Tekst i zdjęcie: Michał Fryga

PS. Awatar to oczywiście fragment jak zwykle świetnego plakatu Dawida Ryskiego.