BLINDEAD – Nowy poziom chemii

Swoje refleksje na temat „Niewiosny” wyłuszczyłem już w recenzji i niech czytelnicy wybaczą, jeśli część z nich powtórzę – to wciąż te same przemyślenia tego samego człowieka. Dokąd zabiera nas Blindead z Nihilem? W krainę „Soused” czy na pustkowia „Lulu”? Koncert zawsze prawdę ci powie. Tam daleko, gdzie wysoka sosna/ Maszeruje drogą czarna niewiosna/Na sośnie chłop wisi, spadły mu już butki/ Takie to piosenki z niekoksu i wódki.

Blindead, Lonker See, Hadal, Gdańsk, Klub B90, 20.04.2019

Tak się zabawnie złożyło, że tuż przed koncertem snułem znudzonemu koledze wywód o tym, jak to poszedłbym na koncert rasowego hipstersko-blackmetalowego zespołu. Nie żadnych metalowych przebierańców z ambicjami, ale prawdziwego blackgaze, które w życiu Hellhammer ni Bathory nie słyszało. Cóż, careful what you wish for, bo dokładnie to kilkanaście minut później dowiózł na scenę Hadal. Czy podobał mi się ich koncert? Jeszcze nie. Emocjonalnie nie mam problemu z faktem, że ci młodzi, zdolni ludzie odczytują „mój” black metal zupełnie inaczej niż ja, w oderwaniu od jego korzeni. Czekam jednak, aż ktoś przekuje to podejście na coś ciekawego tak, jak zrobiła to np. Entropia uciekając spod topora zanim ten ściął wszystkie klony Altar of Plagues tego świata. Hadal ma potencjał, dobrego frontmana i wiarę w siebie, ale siedzi po kolana w myśleniu o muzyce, które wypaliło się parę lat temu. Cieszeniu się ich graniem nie przysłużyło się również nieselektywne brzmienie, spod ściany hałasu trudno było odcyfrować melodię. Może następnym razem?Lonker See fot. Janusz Miller

Mieszkając w Trójmieście i bywając na koncertach ogląda się Lonker See co najmniej raz na pół roku nawet specjalnie się o to nie starając. Nie chcę przez to wyrazić żalu o przesyt, tym bardziej, że ich postkraut sprawdza się na żywo nawet lepiej niż z płyty. Jednak jeśli mam opisać ten akurat koncert, do głowy przychodzą mi same banały. Tak, to był bardzo dobry i „słoneczny” występ. Neopsychodelia Lonker See ma w sobie odpowiednią dawkę chwytliwości, dźwięki nie błądzą po nic, a do tego podoba mi się charakterystyczna wizualna nonszalancja zespołu. Jeśli z tego konkretnego gigu wyniosłem jakąś refleksję to taką, że jeszcze 15 lat temu zestaw koncertowy sięgający od spacerocka przez zespół korzennie postmetalowy po blackmetalowego wokalistę byłby nie do pomyślenia. Trochę męczy mnie już oglądanie gwiazd w towarzystwie ich dwóch miniklonów, więc każdą trasę taką jak „Niewiosna” traktuję jako jaskółkę zwiastującą, hm, wiosnę.

Muzyki nie tworzy demiurg z nieba tylko człowiek, mały i nieodporny na ból. Blindead nie wraca cały na biało, nie witają go fanfary. Salwy na wiwat grzmiały podczas ubiegłorocznego 10-lecia „Autoscopii”, ale to echo grało. Dziś zespół pyta siebie o swoją tożsamość i widownię czy wciąż tam jest. „Niewiosnę” tak z płyty jak i na żywo odebrałem jako transmisję z bolesnych przeżyć, które przejechały po zespole walcem i o których ten zespół pozwolił opowiedzieć przyjacielowi z zewnątrz. Nie był to koncert do piwka i podrygiwania pod sceną, choć ten materiał prezentowany  na żywo nabrał nowych kolorów, zwłaszcza w momentach popychanych twardą elektroniką i bitami. Jeśli wcześniej miałem jakiekolwiek wątpliwości co do formy i formuły „Niewiosny”, ten występ je rozwiał, momentami nawet zachwycił. Ze sceny bił jednak elegijny nastrój, jakby wspólne traumy uruchomiły nowy poziom chemii między członkami zespołu. I jakby Blindead sam sobie stypę wyprawiał.Blindead fot. Janusz Miller

Jak już pisałem w recenzji, nie oczekuję triumfalnego przejazdu „Niewiosny” przez końcoworoczne rankingi, to nie taka muzyka. Święta nie sprzyjają wyciąganiu ludzi na koncerty, ale skromna frekwencja podpowiada, że naród podzielił się w opiniach o nowej płycie Blindead i nie wszyscy są tą propozycją zachwyceni. Być może z perspektywy czasu będziemy postrzegać „Niewiosnę” jako coś, co najbardziej potrzebne było zespołowi, aby się podźwignąć. A może po latach będzie to klasyk i album referencyjny w rozmowie o polskiej alternatywie obecnego dziesięciolecia? Nie wiadomo. Za tej kadencji nie zobaczę już pewnie jak muzyka zmienia społeczeństwo na skalę masową i jak gary i gitary wspierają rewolucję. Nie brakuje mi jednak głosów silnych, które mówią prosto z trzewi nawet kosztem podważenia oczekiwań wiernej od lat publiki. To chcę przeżywać z „moją” muzyką, to znalazłem na tym koncercie. „Niewiosna” może i będzie się nie podobać wielu słuchaczom – „czasem jest tak, że nie” – ale jej sceniczna prezentacja to okazja do obejrzenia koncertu innego niż zwyczajnie „dobre” gigi. Takiego, który nie będzie tylko pretekstem do weekendowego wyskoku i zostawi w głowie coś, co każe nam o nim myśleć.

Refleksjami dzielił się Bartosz Cieślak

Zdjęcia: Janusz Miller Photography