BATUSHKA – Na koniec błogosławieństwo

Koncert we wrocławskim A2 był pierwszym występem w ramach I Pielgrzymki Polskiej – trasy, która odbija się dość dużym echem wśród rodzimej długowłosej wiary. Wszystkich pociąga enigmatyczność Batushki, niemal teatralny charakter koncertów i dość intrygujący koncept. Przyznaję, robi to wrażenie. Może nie byłem skłonny leżeć krzyżem pod sceną, niemniej parę razy z uznaniem pokiwałem głową. Batushka to cholernie przewidywalny i wyrachowany zespół, ale przy tym niezwykle profesjonalny i dbający o najmniejsze szczegóły.

Batushka, Obscure Sphinx, Entropia, Klub A2, Wrocław, 19.04.2018r. 

Najpierw jednak dwa słowa o supportach. Lubię płyty Obscure Sphinx, ale jestem przede wszystkim wielkim fanem zespołu w wydaniu scenicznym. Sam nie wiem, który to już raz byłem na ich koncercie… Piąty? Szósty? Coś koło tego. Pierwszy raz miałem okazję zobaczyć Obscure Sphinx gdzieś w okolicach wydania „Anaesthetic Inhalation Ritual” i już wtedy grupa wywarła na mnie bardzo duże wrażenie. Teraz, po latach zdzierania scenicznych desek, jest to już zespół będący – wybaczcie kolokwialne określenie – typową koncertową maszyną. Co ciekawe, nie są to występy ocierające się o perfekcjonizm, ale przede wszystkim wyzwalające olbrzymie pokłady emocji. Dopiero na żywo muzyka Obscure Sphinx nabiera fantastycznego, niemal desperackiego wydźwięku. Duża w tym zasługa odpowiedniego budowania napięcia, ale też oparcia kompozycji przede wszystkim na riffie – to dzięki temu, stricte rockowemu zabiegowi warszawiacy tak dobrze sprawdzają się na scenie. Nie bez znaczenia jest też fakt posiadania w swoich szeregach Wielebnej – w końcu Zosia to jedna z najbardziej charyzmatycznych wokalistek, jakie dane mi było widzieć i słyszeć. Jak zwykle, nie mam się do czego przyczepić, a jedynie przyklasnąć nie tyle profesjonalizmowi, co nade wszystko umiejętności wyrzucenia z siebie mnóstwa, mnóstwa emocji. Było tak samo intensywnie, jak za każdym pieprzonym razem.

OS

Głównym daniem wieczoru był występ enigmatycznej (ekhem, ekhem) Batushki. To był mój pierwszy kontakt z Batushką live i przyznaję, byłem niezwykle ciekaw, na co stać naszych rodzimych miłośników prawosławia. Koncert był niemal dokładnie taki, jaki miał być. Zasadniczo obyło się bez większych fajerwerków i zaskoczeń, ale jeśli ktoś lubi występy balansujące na granicy swoistego performance’u, z pewnością był koncertem Batushki w pełni usatysfakcjonowany. Głównym założeniem całego show było nawet nie tyle wplecenie elementów prawosławnej mszy gdzieś między poszczególne utwory, co raczej wplecenie poszczególnych utworów gdzieś pomiędzy elementy prawosławnej mszy. Rozumiem, że właśnie taka jest cała koncepcja i cały pomysł na istnienie Batushki, niemniej dosyć pretensjonalne show może zarówno intrygować, co i odrzucać. Osobiście bliżej mi do tej pierwszej grupy, aczkolwiek cały czas czułem lekkie poczucie przeładowania i przerostu formy nad treścią. Odniosłem też wrażenie, że zespół dość długo wchodził w koncert, a przy tym nieco zbyt szybko go zakończył. Jasne, Batushka póki co, ma na koncie zaledwie jeden album, niemniej i tak czułem delikatny niedosyt. No ale zostałem na koniec pobłogosławiony, pierwszy raz od… Od dawna w sumie.Batushka

Muszę jednak przyznać, że Batushka interesuje ludzi. Frekwencja dopisała – była porównywalna do listopadowego koncertu Ulver, odbywającego się w tym samym miejscu, a patrząc przekrojowo na profil społeczny, również nie był on wcale aż tak oczywisty. Pokazuje to tylko, że zespół bez wątpienia budzi emocje, a ilość osób w koszulkach z logiem Batushki jest kolejnym potwierdzeniem fenomenu tej grupy. Czy słusznie – nie mi o tym decydować. Pewne jest natomiast, że Batushka na scenie to zespół ciekawy i zdecydowanie wart zobaczenia, jednak chyba tylko jednokrotnego użytku. Nie jestem przekonany, czy w sumie dość hermetyczna formuła jest w stanie zaskoczyć czymkolwiek więcej. Mam jednak nadzieję, że drugi album grupy rozwieje moje wątpliwości.

P.S. Niestety, nie udało mi się dotrzeć na otwierający występ Entropii, biorąc jednak pod uwagę, że również i oleśnicki zespół widziałem wcześniej na żywo gdzieś tak z dziesięć razy, strzelam, że i tym razem chłopaki zaprezentowali się co najmniej solidnie.

Michał Fryga

Zdjęcia z Katowic: Marcin Pawłowski (Rockmetal.pl)