ARCHGOAT – Przeszłość, teraźniejszość i słabość

Czy tu się głowę ścina? Zdecydowanie. Czy wielbi tłum murzyna? Na pewno tego z Blasphemy. O żadnym tłumie nie można jednak mówić, bo tego środowego wieczora w gdyńskim Uchu zjawiło się tego wieczora jakieś 150 głów, głównie wypełnionych bestialskim war metalem i okładkami Chrisa Moyena. Kameralność i rodzinno-piknikowy klimat tylko przydaje takim koncertom uroku, prawda? Jak na nieodpowiedzialnego „dziennikarza” przystało, koncert Eggs of Gommorh złożyłem na ołtarzu towarzyskiej integracji.

Archgoat, Bölzer, Svartidauði, Eggs of Gommorh, Gdynia, klub Ucho, 11.10.2017r.

Nasłuchałem się ostatnio, jaka to bida ten cały Svartidauði, zwłaszcza na koncertach. Nie chciało mi się w to wierzyć, bo „Flesh Cathedral” to płyta więcej niż solidna, ale niestety – potwierdzam info. Wykon na żywo to najboleśniejszy weryfikator faktycznej jakości materiału, a ten Islandczyków niezbyt nadaje się na scenę. Nieadekwatnie długie numery wykonane w manierze „grania próby”, gitarzysty zmagania z materią i najgorsze linie wokalne świata – oto, co usłyszałem dziwiąc się, że to naprawdę ci od „Flesh Cathedral”. Svartidauði (warunkowo) tak, ale tylko w studio. Ich występ uratowała obecność w moim polu widzenia cudnej urody pani od merczu, odzianej w szałowe legginsy z logiem Desaster. Niespotykany widok, panie hrabio.

11.10.2017 - Gdynia, Koncert Svartidaudi w Klub Muzyczny Ucho n/z | Fot. Karol Makurat/REPORTER

Jeżeli koncert ma być wspomnianym papierkiem lakmusowym faktycznej jakości kapeli, to Bölzer grają w ekstraklasie i obecnie niewielu może im podskoczyć. Ekstremalny metal trapi chów wsobny i trudno o coś, co byłoby jakąś nową jakością, a jednocześnie zachowywałoby nierozmydlony atawizm tej muzyki. Pisząc o wrażeniach po występie Bölzer ciśnie się na usta wytarty banał o „rytuale”, bo ich koncert rzeczywiście miał w sobie coś szamańskiego, transowego i pierwotnego, a przy tym doskonale wypadł na poziomie „technicznym”. Cieszyło więc i doskonałe wykonanie, wypełnienie brzmienia minimalnymi środkami, i pogański taniec wprost z głębi id. Jak niestosownie wyglądały rachityczne próby rozkręcenia pogo w stylu „KSU na juwenaliach”, kiedy należało rozpalić ognisko i nad nim skakać.

11.10.2017 - Gdynia, Koncert Bolzer w Klub Muzyczny Ucho n/z Okoi Thierry Jones | Fot. Karol Makurat/REPORTER

Po szamanach na scenę wyszli jaskiniowcy. Nie czarujmy się – Archgoat w 2017 to skansen. Grają prostacki, tępy hałas, przestali się rozwijać gdzieś tak na swojej drugiej próbie i od lat mają dwa riffy – ten szybki i ten wolny. Ich muzyka ma zerowy potencjał komercyjny, brzmi przaśnie i całkowicie rozumiem, jeśli kogoś ten koncert śmieszył. To wszystko prawda, ale gdyby tego zabrakło, występ Archgoat byłby słaby, a był przecież świetny. Pomijam pewną senność wykonania, bo basisto-wokalista Angelslayer był w swój dżobik zaangażowany jak ja w poniedziałek rano. Jak na podziemny metal przystało, Archgoat odpycha słuchacza i obrzyguje go smołą, a jednocześnie gra coś bardzo chwytliwego. Ich numery są generyczne, ale proste i bardzo skuteczne. Wszelki ruch w kierunku jakiegokolwiek rozwoju w którąkolwiek stronę pozbawiłby Finów tego, co decyduje o sile ich propozycji artystycznej. A ta brzmi, jakby Homo Habilis nauczyli się dwóch akordów. Wielki świat raczej już Archgoat nie potrzebuje, bo nie potrzebował ich nigdy, ale w swojej niszy w niszy niszy jest to pierwsza liga.

11.10.2017 - Gdynia, Koncert Archgoat w Klub Muzyczny Ucho n/z | Fot. Karol Makurat/REPORTER

Jednego wieczora na scenie spotkały się trzy różne oblicza metalu – przeszłość, teraźniejszość i słabość. Archgoat odpalił wspomnienia jak lawa gorące, Bölzer pojechał aleją gwiazd, a Svartidauði, no cóż – „wapno, piach, monotonia”. Fajnie, że starsza gwardia też jeszcze daje radę, ale dobrze, że metal ma wciąż jakąś współczesność. Nawet, jeżeli sprowadza się ona do kilkunastu nazw, to i tak świat muzyki daje nam więcej, niż jesteśmy w stanie przetrawić. Potrzeba pięciu objawień miesięcznie to symptom rozpuszczenia dobrobytem, a fakty są takie, że zespoły na miarę Bölzer pojawiają się raz na parę lat od kiedy metal sięgnął swoich ekstremów.

Komentował Bartosz Cieślak

Zdjęcia: Karol „Tarakum” Makurat/Tarakum Photography