AMON AMARTH – Ramię w ramię z Odynem

Wojownicy szwedzkiego death metalu rozpoczęli swoją europejską trasę promującą dziewiąty już krążek „Deceiver of the Gods” trzema koncertami w Polsce – w Warszawie, Gdańsku i Poznaniu. Być może Amon Amarth nie jest zespołem wybitnym, a ich albumy nie rewolucjonizują gatunku, ale jedno trzeba przyznać – Amon Amarth jest wybitnym zespołem koncertowym, który daje publice dokładnie to, czego ona oczekuje. W związku z tym nie dziwi fakt, że w sobotni wieczór poznański Eskulap pękał w szwach, a atmosfera w klubie była nadzwyczajna i wyjątkowa.

Amon Amarth, Hypnos – Poznań, Eskulap, 26 kwietnia 2014

Zanim na scenę wyszedł Johan Hegg i spółka, przez trzy kwadranse zgromadzonym było dane obcować z czeskim Hypnos. Połowa składu tej death metalowej ekipy gra także w Krabathor, jednym z najstarszych przedstawicieli gatunku, pochodzącym z kraju słynącego z doskonałego piwa i knedlików. Hypnos zagrał kilka numerów z czwartej i jak do tej pory ostatniej płyty „Heretic Commando – Rise of the New Antikrist”, ale pojawił się także tytułowy numer z debiutanckiej „In Blood We Trust”, wydanej w 2000 roku. Ponadto kapela pod wodzą wokalisty i basisty Bruna wykonała „Orthodox” wspomnianego wcześniej Krabathor. Przy całej sympatii dla mocno przeżywających swój występ Czechów, nie można oprzeć się wrażeniu, że to jednak zespół z drugiej ligi.1 (1)

Amon Amarth swój bezbłędny i przykuwający uwagę set rozpoczęli wiązanką numerów pochodzących z ostatniego wydawnictwa. W pierwszej części występu poleciały „Father of the Wolf”, „Deceiver of the Gods”, „As Loke Falls” czy „We Shall Destroy”. Postawny, napakowany i groźny, a z drugiej strony uśmiechnięty i rubaszny lider i wokalista grupy Johan Hegg z niespotykanym entuzjazmem biegał po scenie i darł się do mikrofonu. Podobnie pozostali muzycy, którzy swoimi czuprynami zamiatali deski w Eskulapie. Prawdziwe piekło rozpętało się jednak dopiero w momencie, gdy uderzyli kompozycją „Death In Fire” z albumu „Versus the World”, prawdopodobnie najlepszego w historii zespołu. Wypełniony po brzegi fanami Amon Amarth poznański klub eksplodował także podczas takich metalowych ciosów jak „Guardians of Asgaard”, „Last Stand of Frej”, „Destroyer of the Universe” czy „War of the Gods”.1 (3)

Klasa, rutyna i zawodowstwo – tymi słowami można określić poznański występ Szwedów. Grają ze sobą od ponad dwudziestu lat, niestrudzenie koncertują po całym świecie, a w przerwach między poszczególnymi trasami rejestrują kolejne płyty. Mają rzeszę lojalnych i oddanych fanów, o czym naocznie przekonałem się w ten sobotni wieczór. Kiedy na bis zagrali „Twilight of the Thunder God” oraz „The Pursuit of Vikings”, pięćset obecnych na koncercie osób wpadło w szał i można było odnieść wrażenie, że za Amon Amarth poszłoby w ogień bez mrugnięcia okiem. Trudno jest mi sobie wyobrazić jaki zespół nie chciałby mieć takich fanów.

Tekst: Adam Drzewucki

Zdjęcia: Przemek Cholewiński