ZOHARUM – pięć w jednym

Gdański Zoharum wysypał z rogu obfitości kolejną porcję muzyki dziwnej, jak znalazł na koniec karnawału. Zapraszamy zatem na śledzika po ambientowo-elektronicznemu.

Czwarty album Macieja Szymczuka poświęcony jest snom – i, jak to w snach, wydarza się tu wszystko, co tylko wydarzyć się może. Punktem wyjścia „Light ofLight the Dreams” są flirty z pociesznym kiczem Tangerine Dream, tego z lat 80. Zamiast pompatycznej syntezatorowej waty, Szymczuk ucieka w psychodeliczne impresje, w których co i rusz przebłyskuje akcent orientalny, afrobeatowy, a całość podsumowuje numer rodem z dubowo-etnicznych dokonań Billa Laswella. „Light…” cieszy bezpretensjonalnością i subtelnym humorem. Nie oferuje poczucia obcowania z arcydziełem, mimo to zabiera na odprężającą i daleką od banału wycieczkę. (4,5 pkt)

ExpoExpo 70 reprezentuje estetykę nietypową dla katalogu Zoharum, a mianowicie połączenie syntezatorowych drone’ów z improwizowanym space rockiem. Takim, który nabrał ostatnio rumieńców na fali wciąż cwałującej stonerrockowej kobyły, która przekonała świat do wszystkiego, co gitarowe, rozwlekłe i narkotyczne. „Live in the Pit-KFJC 89.7 FM” zawiera dwa koncerty nagrane w kalifornijskim studio radiowym KFJC. Każdy z nich to blisko godzinna improwizacja oparta o kosmiczne syntezatory w stylu „Atem” i „Zeit” Tangerine Dream” rozjeżdżane gitarowymi solami na delayach w klimacie Neila Younga przygrywającego Jarmuschowemu „Truposzowi”. Nie jest to muzyka na każdą okazję – środki psychoaktywne wciąż są nielegalne, a w Polsce wciąż mamy za krótkie autostrady, aby ruszyć w podróż naszą własną Route 66 – ledwie włączysz płytę Expo 70, a tu już bramki… Osobiście tego typu wydawnictwa traktuję uzupełniająco, mimo to na „Live in the Pit…” odnalazłem sporo dobrej, wkręcającej muzyki, która dobrze mi pasuje między jednym The Cosmic Dead a drugim Föllakzoid (4,5 pkt.)

„Assemblage” to kompilacja nagrań Machinefabriek, które występujący pod tym szyldem Rutger Zuydervelt rozsiał wcześniej między mniejsze wydawnictwa,Machinefabriek kolaboracje, filmy i instalacje artystyczne. Elektroakustyczne impresje nie są moją ukochaną muzyką, toteż odsłuch „Assemblage” jest dla mnie pierwszym kontaktem z dziwnym światem Rutgera i przyznam, ze trochę obawiałem się akademickiej materii, która nadaje się do omawiania na ASP bardziej niż do słuchania. Nieoczekiwanie znalazłem w tym wycinku twórczości Machinefabriek tzw. coś dla siebie w postaci darkambientowych fragmentów w rodzaju „News Variations”. „Assemblage” nie zwalił mnie z nóg i, jak to kompilacja, okazał się tylko fragmentami interesujący (3 pkt.)

Circuit intégré Vol. 2Nie jestem przekonany, czy album „Circuit Intégré Volume 2 – A Compilation of Contemporary Electronica” jest rzeczywiście reprezentatywny dla współczesnej muzyki elektronicznej. Wiem za to na pewno, że każdy z występujących tu trzech projektów dowiózł dźwięki na poziomie, które wołają o własne wydawnictwa. Zaczyna Docetism i jego ambient dub w wydaniu kojącym i odprężającym. Trochę tu drugich „dzieł wybranych” Aphex Twina, trochę spokojniejszych momentów Global Communication, a trochę plumkaniny z trzeciego utworu na „Lotniskach” Briana Eno tyle, że na bicie Banco De Gaia… Dużo tych nazw, ale to tylko zgrubne wyznaczniki do opisania przyjemnego, dalekiego od chilloutowej tandety klimatu, który Diocetism stoi. Ghosts of Breslau kojarzyłem z darkambientowych materiałów wydanych przez BDTA . Trzy zamieszczone na Circuit…” utwory również utrzymane są w klimacie zawiesistych, modulowanych dronów z popromiennymi szczątkami melodii. Ixora gryzie ambient z jeszcze innej strony, tłukąc swoje drony o blachy, garnki i sztućce. Abstrakcyjne, ocierające się o glitch i industrial zaszumione kolaże dźwięków są najmocniejszym gatunkowo fragmentem „Circuit …”, który jednak płynnie koresponduje z pozostałymi projektami. Wyśmienita kompilacja, na której wartość poznawcza idzie pod rękę z muzyczną (5 pkt.)

Na koniec – faworyt niżej podpisanego w omawianym tu zestawie i – uwaga, spojler! – jeden z najlepszych albumów w całym katalogu Zoharum. TymNOWA ZIEMIA 2 sympatyczniejszy, że z sąsiedniej osady. Album „Adrjanczyk/Banasik/Krychowiak” gdyńskiego projektu Nowa Ziemia 2 do w istocie dwa nowe utwory, które Artur Krychowiak nagrał odpowiednio z Dawidem Adrjańczykiem (Akpatok) i Michałem Banasikiem (Tranquilizer). Punktem wyjścia są charakterystyczne dla Nowej Ziemi drone/ambientowe pejzaże, które „goście” obudowują eterycznymi wątkami quasietnicznych melodii, które gubią się i odnajdują w ścianie niskich częstotliwości. Rozbiór takiej muzyki na śrubki nie ma sensu, tu liczy się zabranie słuchacza w podróż i zbudowanie z minimalnej ilości dźwięków takiego świata, w który można się zanurzyć na 45 minut. A Nowa Ziemia 2 funduje lot nie z tej, pardon, ziemi. Pisząc to przypominam sobie, jak kilka dni temu na gdańskim koncercie Nowej Ziemi w wydaniu solowym kolega mruknął do mnie: „Zajebiste! Po co komu instrumenty, przecież wystarczy wyobraźnia i talent”. Nie umiem lepiej podsumować tej rewelacyjnej płyty z muzyką jakby bez skazy. (5,5 pkt.)

Bartosz Cieślak