YAWNING MAN – The Revolt Against Tired Noises (Heavy Psych Sounds)

Yawning Man to zespół skandalicznie niedoceniany i w świadomości niedzielnych, ale też tych bardziej zapalonych fanów stonera, niemal nieobecny. A to przecież właśnie oni byli prekursorami desert rocka oraz wielką inspiracją dla Josha Homme’a, Johna Garcii i Branta Bjorka. Dla sceny Palm Desert są ważniejsi nawet niż Kyuss.

Istnieją już 32 lata, ale „The Revolt Against Tired Noises” to dopiero ich czwarty studyjny album. Dziś Yawning Man to tylko zespół jeden z wielu; ot, kolejny pustynno-psychodeliczny, w większości  instrumentalny stoner. Jednak kiedy tylko wydaje porcję nowej muzyki, przesłuchać jej zwyczajnie wypada, nie licząc przy tym na jakiekolwiek zaskoczenie. No więc „The Revolt Against Tired Noises” to krążek nudny, bo momentów, które zapadłyby w pamięć jest niewiele. Można wymienić przyjemnie buczące riffowanie w „Misfortune Cookies”, „Grant’s Heart” z wokalem, który zdaje się pełnić rolę kolejnego instrumentu w żaden sposób nie wybijając się do przodu, czy wpadającą w ucho melodię z „The Black Kite”. Uwagę zwraca też przerobiona nieco wersja „Catamaran”, numeru napisanego przed 30 laty przez Yawning Man, a wypromowanego przez Kyuss. Poza tym – zasnąć można. Różne rodzaje muzyki pełnią różne funkcje, i dla mnie taki utrzymany w średnim tempie instrumentalny stoner, to muzyka do puszczenia w tle (bo ta płyta bardzo przyjemnie płynie), do jazdy samochodem, czy przed zaśnięciem właśnie. Nie ma się czym zachwycać i – prawdę powiedziawszy – nie ma też za bardzo czego analizować. Trudno nawet wyróżnić mocne strony, ale zdecydowanie podoba mi się ta jednostajność. Wszystkie numery utrzymane są w podobnym tempie, nie ma żadnych przyśpieszeń czy  zabaw z rytmem, które mogłyby wytrącić z przyjemnego letargu towarzyszącemu słuchaniu płyty.Y M

Każdy kolejny album Yawning Man to kolejna odsłona Desert Sessions – kilku kumpli spotyka się gdzieś w głębi kalifornijskiej pustyni i przechodząc przez różne stany świadomości gra wielogodzinne jamy. Stonerowa społeczność ma teraz innych bohaterów, bardziej ekscytujących, którzy czerpiąc z dziedzictwa m.in. sceny Palm Desert wychodzą poza ramy gatunku. Yawning Man natomiast stoją gdzieś na uboczu, i – mam takie nieodparte wrażenie – jest im z tym bardzo dobrze. Mody się zmieniają – muzyka grana przez ten kwartet modna już nie jest – a oni dalej swoje.

Paweł Drabarek

Cztery