XXANAXX – Gradient (Warner Music Poland)

Kontynuując violencowy mariaż z tanecznymi bitami i popem, nadrabiamy zaległości pisząc o nowej płycie Xxanaxx. Przy okazji „FWRD” z kolegą Grzegorzem zastanawialiśmy się, czy i gdzie pójdą na kolejnym materiale i dzisiaj wiadomo już, jak jest. A jest… nieźle, inaczej i wszystko wskazuje na to, że poszli swoją drogą, bez słuchania branżowych podpowiadaczy. Choć The Dumplings tym razem nie przebili.

I od przebijania zaczynamy. Dlaczego – bo duetowi koledzy po fachu zebrali na „Raju” po prostu bardziej przebojowy, obfitujący w lepiące się refreny zestaw. Nie ustrzegli się wprawdzie kilku drobnych błędów, ale i „Gradient” nie jest ideałem. Na pewno jest za to albumem, z którym trzeba się zaprzyjaźnić, bo oferuje coś innego, niż chciałbym usłyszeć. To co w pierwszej chwili było dla mnie problemem, po czasie okazuje się być atutem tej płyty; chodzi o dużą oszczędność aranżacyjną. Michał Wasilewski tworzy podkłady daleko odbiegające od przeciętnego, elektronicznego popu, czy też może – nie lubię tego określenia – muzyki klubowej. Wyrazistość sampli, zgrabne łączenie brzmień i pomysłowe konstrukcje, bazujące często na pojedynczych, sterylnych dźwiękach tworzą szkielet na tyle przestrzenny, by podkreślać wokalny kunszt Klaudii Szafrańskiej. Być może brakuje tu ewidentnych przebojowych haczyków – środek ciężkości przesunięty w stronę soulu czy rhythm’n’bluesa (mówimy o warstwie wokalnej) prowokuje do delektowania się dźwiękami i brzmieniami, choć całość ujęta jest oczywiście w ramy wyrazistych, świetnie ciętych sampli rytmicznych. Słychać w tym wszystkim zdecydowaną chęć stworzenia własnego języka, nawet jeśli ryzykują brak zrozumienia u części odbiorców. Choć oczywiście, jak na razie płyta została bardzo dobrze przyjęta.xxxx

Ryzykownym zabiegiem jest też podział albumu na dwie części (i dwa krążki w zestawie), bo mam wrażenie, że gdyby wywalić te mniej udane kompozycje (min. „Miliony planet”, „Na chwilę”), powstałby jeden mocarny krążek. Czasami przydałby się też bardziej tłusty bit, ale na szczęście, to detale, które pokazują, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi, którzy mogą mieć takie czy inne, trafione lub nie pomysły. Na szczęście, po dłuższym słuchaniu (w domu – płyta dobrze sprawdza się nie tylko na parkiecie), materiał broni się i choć początkowo byłem nieco sceptyczny, teraz mogę powiedzieć, że to chyba najlepsza ich płyta. Dojrzewają, przekonali się do języka polskiego, unikają banalnych tematów i zamiast dwóch bangerów plus masa wypełniaczy, mamy równą płytę, z masą ciekawych, syntetycznych pejzaży. Całość wydaje się być bardzo osobistym przelotem, czemu sprzyja wspomniana wstrzemięźliwość aranżacyjna – stajemy twarzą w twarz z wokalistką, która snuje swoje opowieści. Nie ma w tym jakiejś wydumanej filozofii, są proste, dobrze kładzione słowa. Wyróżnia się „Styropian”, „Ciepło”, „Bardzo bardzo” i delikatny „Pył”. Nawet jeśli nie jest to (a nie jest…) płyta roku 2018, to Xxanaxx zachowali poziom i potwierdzili, że w temacie electropopu są w krajowej czołówce i nadal warto obserwować ich rozwój.

Arek Lerch

Cztery