XXANAXX – FWRD (Warner Music)

No i masz babo placek. Znowu elektronika. Ba, elektronika taneczna, raczej komercyjna, choć ambitnie przyprawiona lekkim posmakiem alternatywy. Na razie niezbyt wielkiej, ale, kto wie co będzie dalej? Bo duet ma duże możliwości, potencjał i brakuje jedynie małej, ale wyraźnej szczypty arogancji. Co jest na razie? Duet, czyli urocza Klaudia i Michał. Tak, modne to w cholerę. Kiedyś nie mogłem zdzierżyć, dzisiaj rozumiem sens istnienia duetów. Zarówno z logistyczno – marketingowej strony jak i czysto muzycznej. Choć ta z wiadomej racji, opiera się zazwyczaj o elektroniczne dźwięki. Nie tak dawno rozmawiałem z  – także duetem – Sexy Suicide, który prezentował zgoła inne podejście do muzycznej materii, bazując raczej na starszych wytworach cywilizacji lat 80. Xxanaxx to już współczesność, filtrująca lekką elektronikę, rozedrgane bity, trip – hopową wrażliwość i tworząca z tych elementów całkiem strawną układankę. Kolega Grzegorz gdzieś niżej złośliwie pyta mnie czy lubię tańczyć. Chyba nie (opinia tzw. lepszej połowy…), ale też i Xxanaxx nie jest typowym, tanecznym projektem, majstrując przy różnych nastrojach, momentami lukrując muzykę sporą dawką melancholii. Oczywiście – jestem świadomy, że nie ma w tym krzty brudu, zadziora czy przekory. Zespół ułożył muzykę w klarowne wzory, starając się stworzyć coś, co miłośnikom lekkiej rozrywki da poczucie obcowania z czymś ambitnym. Bo ambicji im nie odmawiam. A raczej gratuluję talentu i cicho zwracam uwagę, że skoro już zdobyli zaufanie publiczności, wpisali się w modny trend na scenie alternatywnego popu, to może czas na lekkie drgnięcie – tak, żeby na trzeciej płycie pojawił się bardziej szorstki, nerwowy rytm a instrumenty od czasu do czasu zaprowadziły nas w ciemny zaułek. Liczę na to, na razie dawkując sobie co lepsze fragmenty z „FWRD”…

Grzegorz: Nie ukrywam, że byłem zdziwiony kiedy zaproponowałeś XXANAXX jako kandydata do naszych rozmówek. Wiem, że pop, zwłaszcza ten elektroniczny jest ci ostatnio niespodziewanie bliski, ale warszawski duet to taki mocno komercyjny strzał. Lerchu – lubisz tańczyć?

Arek: Lubię tańczyć. Ale nie umiem. No i jestem zdrajcą metalu he, he. Słyszałeś ten dowcip o tym, że metalowcy w domu, jak nikt nie widzi, słuchają disko polo?

Grzegorz: Dobry żart, ale nieśmieszny bo disco polo na dobrą sprawę wymaga naprawdę dużego ogarnięcia. Żart ma swoje drugie dno, bo Kossakowski, ten prezenter i metaluch zrobił kiedyś materiał o jednym z zespołów disco polo, nawet pojechał z nimi w trasę i okazało się, że to są goście po szkołach muzycznych z bardzo dobrym wykształceniem. I kochają metal…

Arek: No i lubią zarabiać kasę. Xxanaxx też lubi, ale trzaska kapustę całkiem zasłużenie. A kasa za dobrze wykonaną robotę to nie grzech…xxanaxx

Grzegorz: W disco polo kasy ogrom, ba, jest jej więcej niż w całym polskim metalu, ale czy w muzie pokroju Xxanaxx? Szczerze, chyba nie. Owszem, przy pierwszej płycie był na nich boom, skądinąd dzięki popularności Klaudii Szafrańskiej niż jakości muzyki, ale wiem o co ci chodzi. Jest to nisza, która w żaden sposób nie została w pełni zagospodarowana. Są projekty takie jak Rebeka, The Dumplings, raczkujące Seals z mojego rodzinnego Cieszyna czy fenomenalne, katowickie Coals i wszystkie te nazwy zaliczają mniej lub bardziej spektakularne sukcesy. Czy są w tym pieniądze? Na pewno nie takie jakie zarabia dajmy na to Brodka, która przez 5 lat potrafiła tak przemielić materiał, że dopiero gdy zaczęli go grać na plastikowych instrumentach, zdążyli się opamiętać i przygotować tak wyborną rzecz jak „Clashes”.

Arek: Popularność duetów długi czas mnie mierziła, ale w pewnym momencie zaskoczyło. Oczywiście, nadal wyczuwam w tym wykorzystanie możliwości logistycznych; dwie osoby, samochód osobowy i jedziemy w Polskę. Może dlatego stawiam wyższą poprzeczkę i nie każdy taki duet przechodzi. Ale Xxanaxx ma to coś…

Grzegorz: Ale co? Niską kompresję, zajebiście brzmiące 808-ki, głos Szafrańskiej, a może pewną niewinność, bo to dopiero druga płyta?

Arek: Niewinność i fajnie podaną szczyptę romantyzmu. A przede wszystkim uniwersalność. Można potraktować płytę jako podkład do dobrej zabawy, ale można delektować się muzyką w domowym zaciszu. Poza tym – fajne jest to, że przy dużej w sumie oszczędności środków i minimalistycznych podkładów udało się osiągnąć równowagę. Niczego nie brakuje. I nadal pozostaje, hmmm, ten delikatny posmak alternatywy…

Grzegorz: Tyle, że takie granie to bicz ukręcony na samych siebie. Łatwo wpaść pułapkę powtarzalności tych samych brzmień, mdłych rozwiązań melodycznych, no i nie oszukujmy się, może być tak jak z Justyną Święs z The Dumplings, że Klaudia niby będzie pasowała do (każdego) bitu, a jednak jej głos będzie spłaszczał kompozycje. Po prostu, obawiam się, że to, co napędza ten duet doprowadzi do jego monotonii.

Arek: Sam stwierdziłeś, że to DOPIERO druga płyta… Zatem – mają jeszcze czas by zaszaleć, na razie gruntują pozycję: dobrym materiałem, fajnymi koncertami. Na drgnięcie – obojętnie w jaką stronę – przyjdzie czas na „trójce”, nie uważasz??

Grzegorz: O ile taka będzie, bo takie projekty mają tendencję do szybkiego wypalania. Mam jednak nadzieję, że nie będą obniżać lotów. Bardziej mnie zastanawia czy będą się trzymać grania 4/4 czy może uda im się pójść w ambitniejsze rejony. Choć z drugiej strony, no… nie mam nic przeciwko kolejnym numerom jak „Nie znajdziesz mnie”.

Arek: Tu dochodzimy do magicznej granicy oddzielającej „chcenie” zespołu od „chcenia” publiczności. Jasne, fajnie byłoby gdyby zapomnieli, że są przede wszystkim maszynką koncertową i zrobili coś bardziej mrocznego, pokręconego itp. Z drugiej strony można to połączyć, choć nie wiem jakie ambicje ma ten projekt. Oczywiście, aktualna płyta daje kilka intrygujących drogowskazów…

Grzegorz: Jak na przykład co?

Arek: Np. klimat dream popu, lekkie smagnięcia elektronicznej odmiany shoegaze. Gdzieś wyczuwam wpływ Portishead. To oczywiście ukłony w stronę staroci, paradoksalnie, dzisiaj bardziej aktualnych niż w czasach tzw. świetności. Chociaż to chyba dzisiaj jest ta świetność właśnie. Podoba mi się sposób organizowania partii instrumentów klawiszowych. Nie ma w tym siermięgi, świetnie zbalansowano wpływy techno i new romantic. W zasadzie jedynie co bym troszkę zmodyfikował to partie rytmiczne, chodzi o to, że momentami brakuje im „mięsa”, choć oczywiście wiem, że to zabieg celowy. Trochę więcej basowego dołu także zrobiłoby swoje.

Grzegorz: Ale to tak ma być. Dołu jest dość, nie spodziewaj się bass dropów, ale kiedy wchodzą trapowe rytmy, jest naprawdę dobrze, tylko ja odnoszę wrażenie, że całość jest cicha i zbyt… radio friendly. Ok, pop, popem, ale skoro tacy Fair Weather Friends potrafią przyłoić, to czemu nie Xxanaxx?xxnxx

Arek: Może właśnie tu zarządziła trochę wytwórnia? Bo jednak sprzedać trzeba produkt… Ja myślę, że oni się dopiero rozkręcają. Mając taki wokal, możliwości sprzętowe i pomysły, mogą zdziałać cuda. Byleby tylko ktoś im nie podpowiedział czegoś w stylu – „Tylko pamiętajcie, że TO ma się podobać”. Bo wtedy będzie koniec. Trzecia płyta będzie w każdym bądź razie swego rodzaju cenzurą dla tego zespołu…

Grzegorz: I dla tego nurtu w Polsce. Na razie pojawiają się nowe twarze, ale wszyscy chcą uszczknąć swoje z hajpu na takie dźwięki. Nie zmienia to jednak faktu, że kibicuję. Zwłaszcza takim głosom jak Klaudii. Tylko więcej kombinowania. Więcej. Tego sobie i Tobie życzę.

Arek: Więcej arogancji, podsumowując…

Grzegorz: I buty. Młodzieńczej buty! Jest się przeciw czemu buntować Nawet w popie.

Tańcowali Grzegorz „Chain” Pindor i Arek Lerch