X-NAVI:ET – Technosis (Instant Classic)

Hej, macie czas? Jeśli nie, to od razu mówimy: do widzenia! X-NAVI:ET, czyli ukrywający się pod tą nazwą Rafał Iwański nie lubi pośpiechu – tak w tworzeniu muzyki jak w jej konsumpcji. Z czym mamy do czynienia? Częściowo wyjaśnialiśmy to już na naszych łamach, teraz czas  wywiad i kilka słów odnośnie Technosis, czyli elektroakustycznej podróży w nieznane…

W muzyce Rafała od razu słychać, że nie jest to typowy, przywiązany do komputera naukowiec, ale raczej otwarty eksperymentator, dla którego elektronika nie jest celem, ale narzędziem, dzięki któremu potrafi tchnąć nowe życie w dziwny, zapomniany antykwariat, gdzie życie zepchnęło rzeczy niepotrzebne – dziwaczne narzędzia, kawałki blach, instrumentów perkusyjnych itp. I to z nich wydobywane są dźwięki, przetwarzane, łączone z elektroniczną polewą, tworzą fascynujące, dźwiękowe pejzaże o bardzo różnym zabarwieniu. O ile jednak w Alamedzie czy Innercity Ensemble zajmuje się faktycznie rytmiczną stroną muzyki, o tyle na płycie „Technosis” skupia się raczej na koloryzowaniu i zabawach stroną brzmieniową kompozycji. Efekt jest intrygujący, zbliżony do tego co proponuje chociażby RARA czy Zenial z dużą dawką drone’owej pulsacji. I najważniejsze – wciąga, oferując niezły trip. Jeśli mamy czas…rafal-iwanski-aka-x-naviet-foto-agnieszka-janik

Najciekawsze – z mojego punktu widzenia – są oczywiście te bardziej rozbudowane, zapraszające do matrixa kawałki. „Matnia” jest tu doskonałym otwarciem – gęstniejąca atmosfera i narastające poczucie zagrożenia są wręcz fizyczne. Równie mocny pod względem stopniowania napięcia jest rewelacyjny „Oto Technosis” – wszystko zaczyna się od monotonnego, zapętlonego elektro – motywu, który stopniowo zaczyna obrastać w całą masę dźwięków. Warto wsłuchać się w sposób tkania misternej siatki aranżacji, to prawdziwa sztuka. Dla kontrastu, w „In Extremis” Rafał daje nam chwilę wytchnienia za sprawą ładnie preparowanych, natrętnie kojarzących się z rytmiką późnego Depeche Mode, pętli, osadzonych na nieco noisowym tle. Ważnym elementem jest humor. Nie sądziłem, że to możliwe, ale np. tytuł „Pseudo-Ambient” w kontekście muzyki, budowanej z dziwnych, nie przystających do tej  nazwy elementów, wzbudził mój uśmiech. Na drugim biegunie mamy całą masę dronów – od klasycznego w „Medium”, przez chropawy, przypominający pracę silnika „Ex Homo Sap” aż po wielki, monumentalny finał – 23-minutowy „Alchemy of Sound”. Faktycznie czuję się jak w pracowni jakiegoś magika, który odkrywa w jaki sposób odlecieć w kosmos. I odlatujemy, by w 23 minucie rozpuścić się w ciszy.

Dobry to album, przemyślany, gustownie zaaranżowany, a jednocześnie jest w tej muzyce coś fizycznego, namacalna chemia, która szybko przenika w mózg. Pan Iwański stworzył muzykę trudną, ale wciagającą, ambicje doskonale zrównoważył przystępnością i dał nam kawał sztuki, która jest na swój sposób podniosła, co zmusza do odłożenia na bok innych czynności i wykonania kroku w przepaść. Polecam…

Arek Lerch

Zdjęcie: Agnieszka Janik

Pięć