WOJTEK MAZOLEWSKI QUINTET –  When Angels Fall (WMQ Records/Agora)

Jazz, nie rób wiochy… marudził Kodym wiele lat temu. Dzisiaj marudzić nie musimy, bo krajowe składy jazzowe trzymają wysoki poziom i nie ma dnia, żeby nie objawił się jakiś nowy talent. A talenty mają to do siebie, że uważnie przyglądają się dawnym mistrzom i nawet mają czelność by ich kompozycje brać na swój warsztat.

Takim mistrzem był Krzysztof Komeda. Nie wiem ilu jazzmanów zdecydowało się zmierzyć z jego dorobkiem, ale na pewno było ich dużo, począwszy od Tomasza Stańko a na EABS skończywszy. Dzisiaj stało się coś, co w swoim proroczym umyśle przewidywałem. Kwintet Wojtka Mazolewskiego postanowił przedstawić swoje wersje klasyków („Astigmatic”, tematy z filmów „Bariera”, „Nóż w wodzie”, „Start”, oczywiście „Dziecko Rosemary”) i zrobił to we własnym, doskonałym, dystyngowanym stylu. Mazolewski zaskakuje, bo choć ma na swoich dłoniach wytatuowane słowa jazz oraz punk, tym razem zamiast wywrotowych pomysłów, stawia na ten pierwszy w wersji wysmakowanej i pod krawatem, drajwu znanego z „Polki” raczej tu nie uświadczymy. Choć z takim składem jest oczywiste, że poziom wykonawczy jest z najwyższej półki. Mazol ze swoją trupą podchodzi do klasyków z szacunkiem, tworząc coś w rodzaju rozedrganego pytania o to, gdzie kończy się Komeda a zaczyna współczesna improwizacja. W zasadzie nie do końca wiadomo, czy te numery są do ostatniej nuty zaaranżowane, ale najważniejsza jest swoboda i niesamowita równowaga, jaką na tej płycie kwintet osiąga.WMQ

Zamiast czekać na jakieś nerwowe i karkołomne instrumentalne wygibasy, delektuję się brzmieniami fortepianu obsługiwanego przez Joannę Dudę (klasa sama w sobie), pięknie korespondującymi z trąbką Oskara Töröka. Sekcja pozostaje delikatnie z tyłu, dyskretnie akompaniując pozostałym muzykom. Tak wykorzystane zaplecze jest konieczne, by wyeksponować to co jest tu najważniejsze – klimat, melodykę i melancholijny nastrój tych kompozycji. Mazolewski raczej nie bawi się w przearanżowywanie muzyki Komedy, choć nie ma tu też jakiejś specjalnej czołobitności. Współczesny mistrz gra klasyka i robi to ze swobodą, pięknym feelingiem i pewnością.  Ważne są detale, bo im dłużej słucham płyty, z  tym większą łatwością wyłapuję delikatne smaczki, jakieś przesunięcia, drgania, świadczące o tym, że kwintet robi tę muzykę na własnych warunkach. Czasami coś mocniej się poruszy („Sleep Safe and Warm”, „Ballad for Brent”), czasami jest bardzo swobodnie („Crazy Girl”), ale zawsze ze smakiem. Bardzo wieczorowa i wysmakowana płyta. W sam raz do kawy i eleganckiego garnituru. No i wszystko jasne – chyba głębiej kłaniam się jednak „Repetitions” ze względu na arogancki wjazd butami w temat, ale przy odpowiednim nastroju „When Angels Fall” także długo będzie wałkowany.

Arek Lerch 

Zdjęcie z sesji: Ewelina „Eris” Wójcik&Artur Rawicz

Cztery i pół