RAZING THE SHRINES OF OPTIMISM – Split (Third Eye Temple)

Nie mam zamiaru nikogo oszukiwać – za pół roku pewnie już nie będziecie pamiętać o tej płycie. Nie pomaga w tym niszowa forma wydawnicza, jaką jest split, nie pomaga też sama muzyka. Bynajmniej nie chodzi o to, że „Razing The Shrines Of Optimism” to zły materiał, bo prawdę mówiąc, tak nie jest. Tegoroczny split Witchmaster i Voidhanger uosabia po prostu wszystkie te cechy, które sprawiają, że określenie „popularny” nigdy do tego wydawnictwa pasować nie będzie.

Chciałbym jednak, żeby stało się inaczej, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie jest materiał zdolny do zaistnienia w szerszej świadomości odbiorców muzyki ekstremalnej. Okej, znajdzie się zapewne grupa załogantów, którzy przyjmą chłostę „Razing The Shrines Of Optimism” z masochistyczną przyjemnością (myślę, że mogę do tego grona zaliczyć siebie), jednak biorąc pod uwagę pewne przewartościowanie na scenie, ciągłe próby usilnego intelektualizowania metalu i coraz bardziej hipsterskie ciągoty w muzyce ekstremalnej, szanse na „coś więcej” są co najmniej bardzo niewielkie. I bardzo, kurwa, dobrze.Voidhanger-Photo-by-Maciej-Mutwil-e1484796042627

Takie wydawnictwa są potrzebne. Pokazują, że są nadal ludzie, którzy mają ochotę tłuc prosty (nie mylić z prostackim) metal, w którym nie ma miejsca ani na dokładne obliczanie taktów, ani na przekazywanie pseudofilozoficznych treści. Taka jest zwłaszcza strona B należąca do Voidhanger. Chłopaki urządzili sobie najzwyklejszą w świecie rzeźnię. Słuchanie „Burnout Hearts Exhibition” porównać można do masażu jąder brzeszczotem, podobnie zresztą jest z „Dyskretnym Urokiem Upadku” i „Through The Holocaust Of Optimism”. Voidhanger gra brudno, szybko, brutalnie, ze szwedzko brzmiącymi gitarami i toną brzmieniowego mułu. Tak jak nie szuka kompromisów brzmieniowych, tak nie ma zamiaru łagodzić warstwy tekstowej. No i wściekłość. Voidhanger jest zespołem autentycznie wkurwionym, nie zwalniającym tempa właściwie nawet na moment, co sprawia, że od słuchania tych raptem trzech utworów można dostać zadyszki.

Nieco inne podejście preferuje Witchmaster. Na stronie A upchnęli jedną premierową kompozycję, cover Einstürzende Neubaten i trzy utwory live. Szybki „Permafrost” jest całkiem sympatycznym utworem, resztę natomiast traktować należy w formie ciekawostki – choć cover „Tanz Debil” nie wyszedł wcale najgorzej. W porównaniu jednak do pozbawionej kompromisów strony B, Witchmaster broni się nieco gorzej.W

W każdym razie zajebiście mi się słucha tego splitu. Jego największe zalety to bezpardonowe pokazywanie środkowego palca wszystkim chłopaczkom w za dużych bluzach i totalny brak innowacyjności. Otóż to – wtórność, choć może to nie do końca miłe określenie, jest w tym przypadku olbrzymią wartością dodaną. Nie wiem, może z wiekiem staję się starym kucem i z każdym kolejnym włosem wypada mi cząstka zdrowego rozsądku i przede wszystkim dobrego smaku, ale coraz bardziej podoba mi się takie granie. Proste, szybkie, brutalne i wściekłe. Takie, jakim metal być powinien. Hails.

Michał Fryga

Cztery