WHORES. – Gold (Bigcartel)

Nie wszystkie płyty muszą być rewolucyjne i przełomowe. Powiem nawet więcej – nie wszystkie muszą być szczególnie oryginalne. Czasy są teraz jakie są; większość zespołów próbuje być na siłę odkrywcza i stara się jak może, by na last.fm tagowano ich jako „avantgarde”. Przeintelektualizowanie dotyka nawet – a może zwłaszcza – muzyki metalowej, poniekąd zabijając w niej pierwotną agresję i brutalność. To nie o taką scenę nic nie robiłem. Może to właśnie dlatego płyty takie jak „Gold” Whores. (swoją drogą, urocza nazwa) są dziś bardzo potrzebne.

Długogrający debiut Whores. to płyta z rodzaju tych, gdzie przester gra główną rolę – do tego stopnia, że chyba nawet cisza jest przesterowana. Każdy dźwięk jest brudny, zapiaszczony, zgrzyta, rzęzi i hałasuje. Słychać, że chłopaki z jednej strony inspirują się wykonawcami ze stajni Amphetamine Reptile, z drugiej nadstawiają ucha na rzeczy okołosludge’owe (vide Eyehategod czy „Curves That Kick” 16). W większości przypadków w muzyce Whores. więcej jest noise’owego gwałcenia gitar niż nowoorleańskiego bagna, niemniej ciężar i zapiaszczona produkcja zdają się być jednoznaczne. Za tym wszystkim idzie też całkiem wyraźny, hardcore punkowy sznyt i odrobina garażowego indie, zaklętego przede wszystkie w melodiach. Skojarzenia z Unsane są jak najbardziej uzasadnione – Whores. są mniej więcej tak samo głośni i przyjemnie nieprzyjemni dla uszu.

Ustaliliśmy już jednoznacznie, że oryginalność nie jest największą siłą „Gold”. Okej, może i Whores. nie należą do grona pionierów, ale kilku rzeczy nie można im odmówić. To, że potrafią robić hałas również już sobie wyjaśniliśmy. Drugą kwestią jest chwytliwość, czająca się zarówno w melodiach (najbardziej charakterystyczne są chyba „Playing Poor” i „Of Course You Do”), jak i w riffach – wiadomo, żeby docenić zarówno jedne, jak i drugie, najpierw trzeba przekopać się łopatą przez przester. Czyż nie tak samo było w przypadku Unsane czy 16? Cholera, czyli znowu kopiści… No dobra, Whores. z reguły grają szybciej i bardziej energetycznie niż Unsane, co znów sytuuje ich… No niestety, w okolicach pierwszych dwóch płyt 16.Dziwki

Warto sobie jednak zadać pytanie, czy w tego rodzaju muzyce oryginalność jest cechą aż tak naprawdę pożądaną? Wcale niekoniecznie. Najważniejsze, że chłopaki doskonale wiedzą do czego służą wzmacniacze, a stojący za mikrofonem Christian Lembach zdziera gardło w każdym utworze. Przyznaję, zespół niebezpiecznie ociera się o bardziej uznanych kolegów, ale dorzuca od siebie przede wszystkim olbrzymie pokłady energii i wkurwienia – czyli cech, których u bardziej wiekowych muzyków często zaczyna już brakować. Właśnie to sprawia, że Whores. brzmią może nie tyle świeżo, co po prostu autentycznie i szczerze. Myślę, że doskonale wiedzą, że z tego typu muzyką nie wyjdą daleko – o ile w ogóle – poza obręb sceny. Mogę się tylko domyślać, ale pewnie dlatego tak ochoczo i bez skrępowania pokazują wszystkim środkowy palec.

Michał Fryga

Cztery