WEREGOAT – Unholy Exaltation of Fullmoon Perversity (Parasitic Records)

Okładka debiutanckiego dzieła amerykańskiego Weregoat spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Zawiera bowiem wszystko, co dla prawdziwego „true” metalowca ważne i miłe jego czarnemu sercu. Diabelskie rogi, cycki, pentagram a wszystko podane w tradycyjnie rysowanej, czarno-białej formie to miód na moje zmęczone komputerowymi bohomazami oczy…

 

Można powiedzieć, że gdybym miał zdecydować się na kupno jedynie ze względu na opakowania to byłbym już pewnie jednym z szczęśliwych (bądź nie) nabywców „Unholy Exaltation…”. Jednak sama okładka nawet nie wiem jak dobra, to trochę mało. Liczy się muzyka więc nie zwlekając słów kilka o dźwiękowej zawartości debiutanckiej ep-ki Amerykanów.

Choć Weregoat istnieje od roku 2009 to muzyka tego trio bardziej przypomina ekstremalne dźwięki jakie rządziły w podziemiu dobrych dwadzieścia lat wcześniej. Chaotyczny black/death jaki z pasją wykonują Weregoat to nic innego jak spuścizna kultowych już dziś Beherit, Blasphemy, Sarcofago, Von, Possessed… Myślę, że w tej chwili już dobrze wiecie o czym mowa. Brutalne, old school’owe granie ubrane w syfiaste brzmienie rodem z lat 80. Tak właśnie prezentują się Weregoat. Bezpośrednio i prosto, bez wdawania się w rozważania nad skomplikowanymi podziałami rytmicznymi czy konstruowaniem łamiących palce riffów Amerykanie za sprawą swojego metalu po prostu walą mocno w pysk…

Czasem dla urozmaicenia pojawi się toporna solówka czy zwolnienie, jednak i tak są to tylko drobne odstępstwa od rzeźnickiego podejścia, jakie prezentuje ten zespół. „Unholy…” to materiał chamski i pozbawiony ozdobników. Materiał, który ma wszelkie predyspozycje ku temu, by zabić słuchacza już przy pierwszym kontakcie…

Z zespołami pokroju Weregoat mam zawsze problem jeśli chodzi o ocenę ich twórczości. Jak niby zbadać to czy Amerykanie tworzą z potrzeby skażonego metalem serca czy też próbują tylko załapać się na podobno popularny trend bycia old school? Ja nie umiem… Dlatego też oceniam samą muzykę a ta w swojej zakopanej głęboko pod ziemią niszy wybija się ponad przeciętność.

Wiesław Czajkowski 4/6