W~T~Z – Światu jest wszystko jedno (Devoted Art Propaganda)

Alternatywną rzeczywistość, jaką kreuje Sars na marginesie działalności muzycznej, z której znany jest w realnym świecie, śledzę od początków tejże. Od czasu niepokojącego Duszę Wypuścił zapuszczam się w dziwne, opuszczone miejsca i oglądam obrazy bez ram, a wszystko to w cieniu tego, co dzieje się w normalnym świecie. To niebywale pokrzepiające, że na poboczu sceny metalowej dzieją się ciągle rzeczy tak ciekawe, tak niepokojąco ujmujące. Długo zabierałem się do debiutu Wędrowców, ale wydaje mi się, że ten powolny proces oswajania się z płytą idealnie do niej pasuje. Niby „Światu jest wszystko jedno”, a jednak płyta mi się podoba, więc może czasem pojawiają się emocje, które odczuwa również wspomniany świat?

Jakiś mędrzec nazwał swego czasu macierzysty zespół Sarsa „Starą Rzeką black metalu” tyle, że moim zdaniem stwierdzenie to kieruje nasz strumień myśli na mieliznę. Dlaczego o tym wspominam? Powód jest prosty. Z twórczością wspomnianej grupy o nazwie pełnej hydrologicznych konotacji więcej wspólnego mają właśnie Wędrowcy i ich dziwna podróż po zakamarkach czy może bardziej śmietnikach jaźni. Muzycznie mamy tu do czynienia ze swoistym paradoksem. Bo jakże inaczej nazwać dźwięki, w których jednocześnie nie dzieje się prawie nic, a z drugiej strony mamy tu niemały chaos. Wędrowcy lepią dziwny, senny klimat z pozoru bawiąc się prostymi akordami, skocznymi tempami i ujmującymi ducha koślawymi melodiami. Jednak tak jak wspomniałem, to tylko pozory, bo melodią równie dobrze może rządzić przypadek, co długo szlifowany, gitarowy motyw. Tak jak we śnie, tak i tu dzieją się bowiem rzeczy dziwne. Cały czas odnoszę też wrażenie, że tyle tu powagi, co w wzniosłych wizjach na ciężkim kacu.Światu jest wszystko jedno...

Słuchając po raz kolejny „Światu jest wszystko jedno” próbuję trochę na siłę opisać to, co słyszę. Przychodzą mi do głowy, niczym senne mary, terminy tak niezrozumiałe jak „black metalowa poezja śpiewana” czy „śląska dark americana”. No i nie zapominajmy o diable. Jest on tu bowiem cały czas obecny, ale nie jako mroczny król piekieł a swojski, żyjący w wypalonej wierzbie na rozstaju dróg Boruta, którym straszyło się dzieci na wsi. Prawdę mówiąc, polubiłem te swojskie, upiorne ballady, te pokręcone teksty o pustce i niczym. Co w sumie jest stanem zaskakującym acz ciekawym bo przecież nikt tu niczego nie obiecuje. Nikt nie krzyczy wprost z przypominającej trupa twarzy, ale czy przez to dzieje się tu mniej? I tak, i nie. Rzecz w tym, że „Światu jest wszystko jedno” może w zasadzie być tym, czym zechcecie. Może być subtelną, mroczną opowieścią na pograniczu poezji ze sznytem zdecydowanie artystycznym, ale nie ma też przeszkód właściwie żadnych by materiał ten stał się bełkotem nawiedzonego pijaka, który zobaczył diabła…

Czym stanie się opisywana płyta dla Was, musicie zdecydować sami, ale werdykt będzie możliwy tylko wtedy, gdy odbędziecie wędrówkę. Komu w drogę temu manierka wódki!

Wiesław Czajkowski

Pięć