WARHAUS – Warhaus (PIAS)

Jakiś czas temu pisaliśmy o „Thin Walls” belgijskiego Balthazar, okazuje się jednak, że muzycy tego zespołu dość intensywnie próbują swoich sił  na niwie twórczości solowej i w tym miejscu na plan pierwszy wybija się Maarten Devoldere, który pod szyldem Warhaus promuje właśnie wielce udany, drugi w dorobku materiał.

Belgia nie jest jakoś specjalnie znanym pod względem muzyki krajem, jednak od dzisiaj będzie miała sympatyczną twarz Maartena. Nie ukrywam, że nic o działalności tego pana nie wiedziałem i nowa, zatytułowana nazwą projektu płyta spłynęła na mnie niczym wielki spokój. No tak,  „Big Calm” – skojarzenia z Morcheeba jak najbardziej naturalne, szczególnie, kiedy leci sobie „Dangerous”. Zresztą, każdy utwór z tej płyty wywołuje u mnie niesamowite, mięciutkie wyciszenie i przyjemne rozleniwienie. Maarten stworzył zestaw niby niezobowiązujących utworów i chyba tylko mimochodem przemycił w nich niesamowite, „duże” melodie, które zostają w głowie zdecydowanie na dłużej.Maarten

Niefrasobliwość tej muzyki łapie za serce. Płyną sobie proste, hipnotyczne dźwięki, czasami trafi się jakiś dziwny, orientalny instrument (podobno Maarten komponował podczas pobytu w Kirgistanie), pulsujące podkłady rytmiczne nie atakują agresywne ale zapewniają spokojny flow muzyce, meandrując od typowo rockowych fraz aż do trip-hopu czy lekko egzotycznych pulsacji. Od czasu do czasu trafi się temat wręcz nachalnie radiowy („Love’s a Stranger”), czasami indie rodem z minionej epoki („Bang Bang”) a kiedy krążą nieco mroczniejsze tematy, nad muzyką unosi się duch Cave’a, gdzieś z późnych lat 90. Swoją drogą, mój ulubiony bard mógłby posłuchać tej płyty i wreszcie nagrać dobry materiał. Póki co, mamy Warhaus, który płynie po raz kolejny i nie może przestać. Ładne są te piosenki i bardzo, bardzo sympatycznie, kolorowo zinstrumentowane. Słychać, że płyta została zrobiona na pełnym relaksie a okładka z uśmiechniętym Maartenem jest jej idealną wizytówką.

Kiedy wokół ciągle słyszę pomruki niezadowolonego świata, dwójka Warhaus działa jak balsam na zbolałą duszę. Dajcie się porwać, bo to rozrywka w najlepszym tego słowa znaczeniu…

Zdjęcie: Jelle De Medts

Arek Lerch

Pięć