VOOVOO – Za niebawem (Agora)

Wojtek Waglewski zgolił brodę, zatęsknił za nieco mocniejszym łomotem, pożegnał się z Siódemką i proponuje nową płytę. Doskonałą? Bardzo dobrą? Taką jak zwykle? W zasadzie, każdą… Bo VooVoo przyzwyczaiło nas od wielu, wielu lat do pewnego poziomu, powraca jak dawno nie widziany, ale dobrze znany znajomy, który będzie gadał to co zwykle, ale jednocześnie powraca odmieniony, znowu z nowymi pomysłami. Pomijam poziom wykonawczy i mnogość patentów na uatrakcyjnienie muzyki. To jest właśnie VooVoo. Zespół, który kupujemy w całości, w 100%, przygotowani na intelektualną jazdę bez trzymanki. Albo nie kupujemy wcale.

Przyznam się, że z VooVoo mam tak samo jak z Tomaszem Stańko – płyty Waglewskiego kupowałem nawet wtedy, kiedy nie było mi po drodze z ich rozumieniem muzyki, bo podświadomie czułem, że tak czy inaczej jakość tej sztuki obliguje mnie do zapoznania się z kolejnymi albumami. I po latach potrafię wrócić do tego czy innego krążka, odkrywając, że dzisiaj muzyka trafia do mnie bezwarunkowo. Oczywiście, rozumiem też, że mieszanka rocka, folku, elementów jazzu czy etno nie każdego może poruszyć, być może mierzi kogoś fakt, że w jakimś momencie VooVoo stał się grupą wielkoorkiestrową/woodstockową… być może tak, ale nikt nie może odmówić Wojtkowi, że od lat tworzy muzykę na poziomie dostępnym nielicznym i nigdy nie splamił się stworzeniem czegoś rzemieślniczo banalnego. A skoro to sobie wyjaśniliśmy, parę słów o „Za niebawem”.fot_MartaWojtal_Waglewski_120219_21849_kadr_kwadrat

W pierwszej kolejności – warto wsłuchać się w słowa, bo Waglewski najwyraźniej chciał powiedzieć nam kilka prawd o dzisiejszym dziwnym życiu, o dziwnej sytuacji w Polsce, czyni to jednak na swój sposób, przy kubku z dobrą kawą (albo kieliszku wina…) i papierosem. Snuje swoje może i niewesołe gawędy, które po jakimś czasie docierają do nas dużo mocniej niż najbardziej rewolucyjne, wykrzyczane frazy. Może sobie na to pozwolić, bo wiele widział w różnych czasach żył i to właśnie taki kontekst doświadczenia pozwala mu na gorzkie w wymowie przemyślenia. Którym towarzyszy jak zwykle doskonała muzyka. Znowu inaczej brzmiąca, inaczej podchodząca chociażby do kwestii rytmiki, ale także odważniejszej pracy gitary. Choć o improwizacji nie zapominają (chociażby w „Takie tam 2”), ale nie brzydzą się prostotą, która bywa bardzo sugestywna jak w przypadku kawałka „Nocą”. Wszystko w muzyce z „Za niebawem” rozgrywa się na poziomie szczegółów, i to właśnie ten aspekt mnie rozwala – lubię wsłuchiwać się w brzmienia, eksperymenty z drugimi planami, elektroniczne wtręty w rytmice, zabawy z harmoniami. Można nie lubić VooVoo, ale nie sposób docenić kunsztu, z jakim ten zespół buduje swoją muzykę. Podobno to najlepsza płyta od czasów „OovOov”. Podobno na poziomie „Dobranoc” trochę się zachwiali. To wszystko bzdury. Po prostu trzeba dostroić się do ich flow, wypić małą czarną i się lekko zestarzeć. Wtedy wszystko chwyci.

Arek Lerch 

Pięć