VOOVOO – Placówka’ 44 (Muzeum Powstania Warszawskiego/Agora)

Przewrotność niektórych produkcji muzycznych polega na tym, że nie sposób poddać je krytyce. Po prostu, są wyjęte spod typowego osądu i to nie za sprawą jakichś odgórnych nakazów, ale raczej z powodu strachu przed ew. ostracyzmem. Bo odpowiedzmy sobie uczciwie na pytanie – kto przy zdrowych zmysłach będzie chciał krytykować płytę oddającą hołd powstańczemu zrywowi Warszawiaków w roku 44, w dodatku hołd nagrany przez tak uznanych i lubianych muzyków?

No właśnie – temat z pewnych względów wygodny i gwarantujący nietykalność a jednocześnie otwierający wiele furtek, o czym najlepiej przekonał się zespół Lao Che. W pierwszej kolejności trzeba jednak oddać twórcom sprawiedliwość, że nie poszli na łatwiznę. Na płycie wykorzystano poezje, powstałe na okoliczność Święta Żołnierza, które przypadało na 15 sierpnia. W rozpisanym konkursie wzięli udział powstańcy, poezje zebrano w podziemnym tomiku „Placówka”. Tyle historii, zaś dzisiaj, zaproszony przez dyrekcję Muzeum Powstania Warszawskiego zespół VooVoo, stworzył dla tych poezji kontekst muzyczny, biorąc do pomocy kilku znanych wokalistów/wokalistki. No i mamy monolit, po którym skrobię nożykiem, próbując naruszyć powierzchnię. I co? I nic?

Chodzi w zasadzie o sposób rozpatrywania tej płyty. Niekoniecznie od strony muzycznej, bo i Powstanie wzbudza bardzo różne opinie i emocje, a Violence nie jest w żadnym stopniuplacowka44 portalem zajmującym się pogmatwaną historią Polski. Opinię pozostawiam zatem dla siebie i skupiam się raczej na muzyce. VooVoo miał w tym przypadku duży komfort, bo przecież nie oczekiwali szczególnego aplauzu – nawet, gdyby nie wyszło, trudno komentować płytę jako autorski projekt zespołu, ba, nawet porównywać do innych jego dokonań. W pewnym sensie jest to kolejna odsłona jakże ulubionego przez pana Waglewskiego konceptu „VooVoo i przyjaciele”. Tym razem jednak ciekawa jest linia podziału, bo słychać, że Waglewski te numery, które są najbliższe koncepcji VooVoo (a jednocześnie i paradoksalnie – najlepsze na całej płycie…) pozostawił dla siebie i swojego głosu, zaś zaproszeni goście śpiewają w tych mniej oczywistych stylistycznie kompozycjach. I wychodzi to czasami nie do końca fajnie jak np. w „Sierpniu”, który cały czas brzmi dla mnie nieco fałszywie (w sensie wokalnym), a przecież tuż obok mamy np. „Dziś idę walczyć mamo”, który posługując się zderzeniem naiwnego, dziewczęcego głosu (świetna Justyna Święs z The Dumplings) z perspektywą straceńczej walki faktycznie ściska za gardło. Podobny problem mam z irytującym walczykiem „Czemu na wojence ładnie” ustawionym obok najlepszej, zaśpiewanej przez Waglewskiego typowo voovoo – wiastej kompozycji „Po latach” (równie dobrze słucha się „1 Sierpnia” i „Słów pożegnania” w wykonaniu szefa…). Zupełnie nieźle wypada także zaproszony do udziału Organek, który zaproponował własną, utrzymaną w konwencji rockabilly kompozycję do słów wiersza „Palec na cynglu”. Na pewno zaletą jest w tym przypadku duże zróżnicowanie muzyczne płyty. Praktycznie każdy kawałek to nieco inna bajka, wykonanie jest jak zwykle nienaganne, pochwalić trzeba też realizatora, który ukręcił płycie rewelacyjne, surowe i bezpośrednie brzmienie. Słowem – kolejna perełka w katalogu VooVoo, ale…

No właśnie – będzie to zupełnie subiektywna opinia, którą może się komuś narażę, bo przecież wszyscy z prawa i lewa pieją z zachwytu – jednak nie jestem w stanie tak po prostu uznać „Placówki 44” za dzieło genialne. Może zabrakło mi bardziej współczesnego, muzycznego kontekstu, który byłby tu jakimś pomostem? Bo za dużo tu tradycji, czy wręcz odwoływania się do warszawskiego (i nie tylko, o czym świadczą chociażby drażniące, meksykańskie trąbki w „Czemu na wojence ładnie”) folkloru. Może też za dużo tej martyrologii, po raz kolejny wznoszącej pomnik tamtym czasom? Ok – jest to dobra ilustracja dla tekstów, ale przecież trudno wyobrażać sobie jaka muzyka najlepiej oddałaby heroizm, naiwność, strach i barbarzyństwo II Wojny Światowej? I może właśnie dlatego lepiej brzmiałyby te często proste i nieporadne w swojej szczerości liryki w zderzeniu z dużo bardziej nowoczesnym, odważniejszym aranżem? To jednak tylko moja prywatna opinia. Lubię i szanuję VooVoo, ale chyba wolę ich w autorskim repertuarze, dlatego wracam do świetnej płyty „Dobry Wieczór”, żeby się zwyczajnie wyluzować. No i rzecz jasna – nie stawiam żadnej oceny, bo trudno oceniać zapis czegoś, czego nigdy nie doświadczyłem i raczej nie chciałbym nigdy przeżyć.

Arek Lerch