VOODOO GODS ‒ Anticipation for Blood Leveled in Darkness (Saturnal)

Kapela zaistniała wydaną w 2008 roku ep-ką „Shrunken Head”, ale rozgłos przyniosła jej nie tyle sama muzyka, co głównie informacja, że w projekt zaangażowani są ludzie znani z Morbid Angel, Nocturnus, Centurian, Manowar, Behemoth i Sceptic. Cztery kawałki zawarte na debiutanckim wydawnictwie okazały się jednak na tyle przeciętne, że słuch po zespole szybko zaginął, pozostając po prostu ciekawostką. Do momentu aż Alex Von Poschinger, założyciel, kompozytor i perkusista grupy, nie zdecydował się kontynuować tematu. Miejsce Nergala i Mike’a Browninga zajął Corpsegrinder, a nowy materiał okazuje się o klasę lepszy od tego sprzed lat.

Międzynarodowych zespołów jest wiele, lecz zaledwie kilka z nich znaczy cokolwiek na światowej scenie. Do tego niezwykle wąskiego grona zalicza się z pewnością heavy metalowy Twilight of the Gods i właśnie Voodoo Gods, którego death metalowa propozycja nie kładzie na łopatki przez nokaut w pierwszej rundzie, ale gwarantuje solidny wycisk i łomot. Wydawałoby się, próba połączenia talentów z Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Holandii i Polski to przedsięwzięcie karkołomne. Mimo wszystko płyta jest spójna i zwięzła. Wartościami dodanymi są zapewne rozpoznawalny głos George’a Fishera oraz porywające, klimatyczne solówki Jacka Hiro, jak i samo brzmienie albumu. Zręcznie wyważone pomiędzy nowoczesnością, a klimatem lat 90-tych, kiedy powstały najważniejsze płyty gatunku. Mistrzowski szlif na materiale pozostawił także producent płyty Andy La Rocque, jednocześnie autor solówki w jednym z kawałków.Voodoo Gods Promotional Picture 002

Na czterdziestominutowy album składa się atmosferyczna introdukcja oraz siedem regularnych kompozycji. Obyło się bez blastbeatów i pędzenia na złamanie karku. Dominują średnie, marszowe tempa i gęste podwójne stopy. Sercem zespołu jest perkusja Alexa i to przede wszystkim ona nadaje materiałowi charakteru. Najłatwiej twórczość Voodoo Gods odnieść do florydzkiego death metalu, lecz to chyba żadne zaskoczenie czy odkrycie. Choć projekt składa się z muzyków-weteranów, wybitnych i wyjątkowo doświadczonych, na całe szczęście nie jest przegadanym tworem, który można od ręki zaszufladkować jako sztuka dla sztuki. Płyta posiada zupełnie inny klimat niż rozchwytywane wydawnictwa, ukazujące się w ostatnich latach i to zdecydowanie przemawia na jej korzyść.

Adam Drzewucki

Cztery i pół