VOID EATER – II

Niedawno pisałem na łamach Violence o doskonałej płycie Obliteration, która daje nadzieję, że death metal, jako gatunek ma jeszcze cień szansy na przeżycie. Kreatywny, posępny i dziki taki jak był u zarania swoich dziejów. Odpowiedzialny za perkusyjne serce tego zespołu Kristian Valbo oprócz udziału w szeregu projektów od kilku lat tworzy też dźwięki na własny rachunek pod szyldem Void Eater. Ukrywając się w tym „zespole” pod pseudonimem RKV kreuje wyjątkowo posępny i mroczny świat, do którego chciałbym Was zaprosić.

W ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy Kristian wypuścił na świat trzy ep-ki, z których najciekawszą jest ta opatrzona numerem „II”. Jeśli spodziewacie się spotkać tu kontynuację drogi, jaką śmiało podąża Obliteration to być może spotka Was zawód. Napisałem „być może” z tego względu, że muzyka Void Eater jest zupełnie inna, ale trudno powiedzieć by nie była interesująca. Już samo nazwanie zawartości „II” za pomocą powszechnie znanych i wygodnych szufladek może przynieść odrobinę trudności. Właściwie to nawet więcej niż odrobinę.  Mamy tu powiem przykład na to jak można przekształcić death metalową formę, uczynić ją nieczytelną, utopić w ciemności i pustce black metalowego klimatu. Odrobinę czuć inspirację hektolitrami smoły, w których tonął „Vermis” Ulcerate. Niby death metal, ale w sumie atmosfera była tam jak najbardziej przepełniona czernią i to w wydaniu, co najmniej przytłaczającym.ve

Void Eater tworzy muzykę, która łączy ekstremalne światy spod znaku mroku i koszmaru, w której wręcz ambientowa kreacja mrocznej pustki przenika brutalny death metal brzmiący jak piwniczny black. Brzmi karkołomnie? Chyba bardziej niż sama muzyka, bowiem słuchając „II” odbieram ten materiał, jako połączenie bardzo naturalne, organiczne wręcz. A to, że jest wymagające i chwilami bardzo trudne w odbiorze w tym przypadku odbieram jako zaletę nie wadę. Jeśli we współczesnym metalu szukacie mroku i ekstremy to musicie sprawdzić wizję tego połączenia jaką kreuje RKV. Jak do tej pory ep-ki „I – III” prezentują bardzo spójny i przemyślany obraz tworu, który świadomie balansuje na krawędzi i co ważne równie świadomie wtłacza swoją muzykę w bardzo surowe, barbarzyńskie brzmienie, które tylko podkreśla jej podziemny charakter.

„II” to ponad pół godziny muzyki, która wciąga niczym dobry soundtrack filmu grozy. Muzyki, w której usłyszycie prawdziwą otchłań, pustkę i brutalną, metalową formę. Jestem ciekaw czy RKV wystarczy energii by ciągnąć ten projekt dalej i wydać debiutancki LP. Jeśli tak to już teraz wpisuję ten hipotetyczny album na listę do obowiązkowego sprawdzenia.

Wiesław Czajkowski  

Pięć