VILE – Metamorphosis  (Willowtip Rec.)

Vile jest znakomitym przykładem tego jak niektóre zespoły rozmieniają się na drobne. Pamiętam jeszcze jak poprzedni album zespołu „The New Age Of Chaos” długo okupował mój odtwarzacz… tymczasem od wydania wspomnianej płyty upłynęło siedem lat, członkowie Vile zaangażowali się w mnóstwo mniej lub bardzie metalowych projektów a o samym Vile było przeraźliwie cicho.


„Metamorphosis” nie będzie zaskoczeniem dla nikogo, kto słyszał wcześniejsze dokonania Vile. Standartowy, bardzo amerykański death metal, instrumentalnie bez zarzutu, nagrany w dobrym studio… Na pierwszy rzut ucha nie ma się do czego przyczepić. Album należy jednak do płyt którym nic nie można zarzucić, ale też tak naprawdę nie ma się czym zachwycić. Chwilami słychać pewne przebłyski talentu, dzięki którym zespół mógłby wedrzeć się do death metalowej ekstraklasy. Moją uwagę zwróciły numery „As One oraz „Shadow Work”. „As One” to miażdżący, majestatyczny walec przywodzący na myśl najlepsze lata Morbid Angel. Podobnie zaczyna się równie znakomity „Shadow Work” zbliżony klimatem do tego, czym zasłynął w świecie metalu Nile. Na płycie dominują jednak kompozycje utrzymane w szybkich i bardzo szybkich tempach oparte na dość nużących w sumie blastach. Z „Metamorphosis” wykroiłbym bardzo ciekawą Ep-kę, wrzucił dwa wspomniane utwory, dołożył do tego dwie kompozycje szybkie i na deser przyzwoity zamykający całość, instrumentalny „Redemption” i naprawdę byłoby git…

Vile powrócił na scenę płytą jakich wiele, myślę, że dopiero następny album (jeżeli kiedykolwiek się ukaże…) da nam odpowiedź na pytanie czy Vile ma ambicje by grać muzykę o własnym charakterze, czy też odpowiada im rola wiecznego supportu. Wiem, że oceniam ten album bardzo surowo, że Vile prezentuje poziom, którego wiele zespołów nigdy nie osiągnie; oczekiwałem jednak po tej płycie o wiele więcej… „Metamorphosis” to tylko dobry album pozostawiający duży niedosyt.

Wiesław Czajkowski 3