VIENIO – Twarzova (Agora)

Twórczość Vienia dotychczas rejestrowałem raczej marginalnie, ostatnią rzeczą, która gdzieś tam zwróciła moją uwagę, była kolaboracja z Way Side Crew (płyta „Wspólny mianownik”), czyli miks hard core’a z rapem. Potem długa przerwa, a dzisiaj z niejakim szacunkiem kontempluję „Twarzovą”, nie urywam, że głównie ze względu na treści.

Wprawdzie – jak pisałem w przypadku Tumøra – bardziej liczy się dla mnie klimat i kreacja, tym razem mamy do czynienia z tekstami maniakalnie trzymającymi się gruntu, nie chodzi jednak o nawijki na poziomie ostatniej produkcji chociażby Sokoła. Vienio, być może nieco moralizatorsko, piętnuje nasze życie, z naciskiem na sprawy związane z ekologią, zdrowiem i kondycją człowieka. Oczywiście, zdarzają się od tego wyjątki, czyli np. „Lubię to miasto”, w zasadzie bliski piosenki, całkiem chwytliwy numer, „wychodzący” na ulice, ale na szczęście, nie jest to hymn pochwalny dla „ludzi miasta”. Traktuję „Twarzovą” jako coś w rodzaju rozliczenia, dokonywanego przez Vienia, być może wpisuje się to w ogólny trend, każący popatrzeć trzeźwo na swoje życie, ale nie czuję w tym fałszu. Co najwyżej, słuchając wersów „E-330”, „Części zamienne” czy „Warstwa plastiku”, mogę z całą pewnością stwierdzić, że Vienio bardziej pasuje do wegańskiego HC światka niż krainy hip-hopowej. Wydaje mi się jednocześnie, iż właśnie takie ujęcie tematyki powoduje, że płyta, mimo silnego bitu, nie ma takiego ładunku agresji (poniekąd negatywnej…) jak niektóre, tegoroczne hip-hopowe produkcje.Vienio

Skoro o treściach już było, czas spojrzeć na muzykę. Nie jest to dzieło, które przejdzie do kanonów współczesnego rapu, bo jednak Vienio koncentruje się na klasycznym ujęciu tej muzyki. Na plus poczytuję za to świetne podejście do kwestii groove’u; na płytach hip-hopowych nieraz drażniło mnie eksperymentowanie z brzmieniem warstwy rytmicznej i spychanie jej gdzieś na drugi plan (te sucho cykające bit maszyny, ech…). „Twarzova” pod tym względem jest doskonała. Tłusto, bardzo ostro ze świetnie eksponowanymi basami. W sam raz do puszczania w aucie, noga sama gnie się na pedale gazu. Sample też niczego sobie, taka solidna mieszanka tego co już było, klasyki i paru nieco bardziej industrialnych brzmień. Całość jedzie znakomicie i co ciekawe – płyta bardzo szybko przelatuje przez głowę, aż się człowiek dziwi, że to już. Do tego dokładamy doskonale opracowane wydanie, bardzo ciekawe obrazy i grafiki. Dzieło skończone, być może najlepsze co Vienio w muzycznym życiu sprokurował.

Czy zatem „Twarzovą” zaliczyć możemy do nurtu tzw. rapu kaznodziejskiego? Ok, w kilku miejscach niebezpiecznie zaczyna wychodzić patos, który na szczęście łagodzony przez hardcore’owy flow ideologiczny. W sumie klei się to wszystko i mimo, że Vienio nie zalicza się do innowacyjnych szczekaczy (na żadne nieregularne off beat flow nie ma co liczyć…) , jako całość dostajemy dobrą i w paru momentach skłaniającą do refleksji płytę.

Arek Lerch

Cztery