UXO – s/t (Reptilian Records)

No to się wynudziłem. I sam jestem sobie winien. Po przesłuchaniu jednego tylko kawałka, a mianowicie otwierającego płytę „Bitter”, zaproponowałem, że zrecenzuję debiutancki krążek UXO. Długo próbowałem się do niego przekonać. Słuchałem przed snem (zasnąłem), słuchałem jadąc autobusem, słuchałem spacerując po mieście, słuchałem też siedząc i nie robiąc nic więcej. Na nic jednak moje wysiłki – choćbym klęczał i stawał na głowie, nie spodoba mi się ta płyta. Widocznie nie jesteśmy sobie pisani.

Teoretycznie wszystko tutaj gra. Mamy spore nazwiska – Steve Austin z Today Is The Day i Chris Spencer z Unsane, czyli goście z kapel bezkompromisowych, takich co to nie biorą jeńców. I w sumie taka właśnie jest ta płyta – nieprzyjemna, hałaśliwa, brutalna. Szkopuł w tym, że jest też nudna. Wszystkie kawałki utrzymane są w podobnym tempie i oparte na podobnym schemacie. W żadnym kawałku nie ma intra – większość zaczyna się od głównego riffu, a kilka sekund po nim wchodzi wokal. Ten akurat jest jak najbardziej w porządku – krzykliwy, zadziorny – szkoda tylko, że akompaniament nieudany. Bo riffu to nie ma tu żadnego.

Ale staram się spojrzeć na debiut UXO z trochę innej strony. Może nie jest nudny, a po prostu ascetyczny i transowy? Może i jest coś fajnego w tym, że kiedy wszystkie kapele świata starają się jak najbardziej urozmaicać każdą płytę – co również prowadzi do schematyczności – ci panowie grają coś tak bardzo, hmmm… organicznego. Coś, co sprawia wrażenie niedopracowanego – przypomina bardziej szkice utworów. Mamy pomysł, trzeba tylko trochę pokombinować i powrzucać jeden riff, drugi, jakieś klawisze, zwolnienie, cokolwiek. A tu nie – surowizna.uxo

Trochę z tego wyszła płyta jednorazowego użytku. Brakuje momentów, które przykułyby uwagę, do których chciałoby się wracać. Ja wracałem, bo musiałem, inaczej po jednym przesłuchaniu dałbym sobie spokój i zajął się czymś ciekawszym – po raz setny obejrzałbym skecz o sklepie z serami Monty Pythona, przespałbym się albo nauczył czeskiego. A tak? Nie znam czeskiego, nie jestem wyspany, a skeczu nadal nie znam na pamięć. W zamian za to? Cóż, moje życie przez moment było jeszcze mniej ekscytujące.

Paweł Drabarek

Dwa i pół