U.S. CHRISTMAS – The Valley Path (Neurot Records)

Pochodzący z Marion w Północnej Karolinie U.S. Christmas stworzył kolejną pościelówę dla brodaczy. Tym razem jednak, zamiast dzielić krążek na poszczególne piosenki, dostarczył jednej, ponad trzydziestominutowej niby – suity, która jeszcze bardziej obnaża miłość zespołu do nastrojowych i mocno ilustracyjnych dźwięków.

Nie jestem przekonany do formy, w jaką zespół ubrał swoje nowe dźwięki. To już kolejna grupa, która postanowiła uszczęśliwić słuchaczy jedną, długaśną kompozycją. Przyznam się, że w tym przypadku wolałbym jednak otrzymać ze cztery kawałki, których mógłbym słuchać wedle uznania, niż czekać aż z szumów i szemrzącego tła wyłaniać się będą kolejne tematy, jakie obrabiają na „The Valley Path” Amerykanie.

Muzycznie jest to dalszy ciąg nostalgicznych, zdołowanych dźwięków, nadal swoje podłoże mających w poszukiwaniach ISIS czy Neurosis. W zasadzie brak tu, poza małymi fragmentami, partii wokalnych, co jeszcze bardziej kreuje muzykę USX jako dźwięki ilustracyjne czy wręcz soundtrack do nieistniejącego filmu. Wśród ciszy, przestrzennych pejzaży wyłaniają się te mocniejsze, zarysowane ociężałym rytmem fragmenty, gdzie do głosu dochodzi przesterowana gitara, kulminacja zaś następuje gdzieś w 34 minucie, kiedy finałowe dźwięki krzyżują się z folkiem, inkrustowanym min. skrzypcami i klawiaturami. Nie powiem, że jest to specjalnie trudna muzyka, można nawet uznać ją za przyjazną dla ucha, problem w tym, że forma, rozciągnięcie poszczególnych fraz w czasie powodują, że trzeba słuchać płyty jako całości a tym samym zmusić się, by nie traktować jej jako tła, którym w pewnym sensie jak najbardziej jest.

Dla maniaków szufladek mam też nowy gatunek, jaki stworzyłem specjalnie dla dźwięków produkowanych przez U.S. Christmas. Będzie to southern’ pop. Cokolwiek to znaczy. Pomijając kwestie techniczne i zdegustowanie formą, na jaką zdecydowali się muzycy, mamy kolejną płytę dla miłośników psychodelicznego, nostalgicznego odjazdu z odrobiną mocniejszych brzmień gdzieś w tle. Nie dla każdego.

Arek Lerch 3,5