TUSCOMA – Discourse (Antena Krzyku)

Ekstremalne czasy wymagają… itd. Czy mamy takie czasy? Wszystko wskazuje, że tak, bo niestrawna i trująca mieszanka globalnej wojny gospodarczej, wynaturzonej i rakotwórczej polityki, zniszczenia środowiska i ludzkiej blazy (wszystko mamy i chcemy więcej) tworzą niemal apokaliptyczny obraz. I do tej obrzydliwej wizji jako soundtrack idealnie pasuje muzyka z nowej, drugiej płyty nowozelandzkiej pakiety Tuscoma.

Historia muzyki ekstremalnej jest długa, jak długi żywot ma gitarowy przester i wkurwienie człowieka. Trzeba przyznać, że Kurt Williams, który dał się poznać z ciekawej strony, kiedy prowadził zespół Hollywoodfun Downstairs, jest w swojej ewolucji bardzo konsekwentny. Wspomniany band prezentował całkiem ciekawą wizję neo – noise rocka; dzisiaj, zestawiając tamten projekt z Tuscoma, słychać, że w kontekście „Discourse” dźwięki znane chociażby z „Tetris” to niemal barokowe rozpasanie. Kurtowi brakowało jednak miażdżącej, fizycznej siły i przełożonego na dźwięki wkurwienia. W stosunku do młodszej o dwa lata płyty „Arkhitecturenominus” poprawie uległy kwestie produkcyjne, bo „Discourse” brzmi idealnie w swojej klasie, dodatkowo na tej płycie pojawia się sesyjny basista, co także zmienia nieco proporcje i groove. Poza tym – lot w mrok. Utwory uległy wydłużeniu, aranżacje, choć podporządkowanie spuszczaniu wpierdolu, mają jednak przejrzystą strukturę, co ułatwia odbiór muzyki, choć jest to raczej doświadczenie graniczne. Tuscoma bc

Co ciekawe, na tej płycie jeszcze bardziej słychać skłonności lidera do eksplorowania rejonów metalowych, będąc ścisłym, blackmetalowych. Zaskoczenie? Niekoniecznie, jeśli przyjąć opcje szukania najbardziej ekstremalnych rozwiązań do wyrażenia swojej wściekłości. Czarną sztukę słychać szczególnie w „Nothing is Forever”, „Softly Spoken”, pojawia się też w tych bardziej rozbudowanych formach, co ciekawie wypada w „The Fundamentalist”, gdzie zespół meandruje od post metalu, przez black właśnie a kończy na noise’owej ziemi niczyjej. Zresztą, noise jest tu cały czas obecny, czasami dosłownie („Sustained Overflow”), to znowu jako pewne tło, pozostaje fundamentem Tuscomy, niekoniecznie ideologicznym, raczej jako sposób traktowania instrumentów i generowania dźwiękowej przemocy. W każdym razie, dzisiaj Tuscoma jest blisko ideału muzyki „szkaradnej”, począwszy od okładki, przez doprowadzony do granicy wrzask Kurta, po brzmienie instrumentów. Ale – co też piszę z pewnym zdziwieniem – wszystko zagrane jest z takim „kopytem” i znajomością rzeczy, że odbieram płytę jako całkiem nowoczesny eklektyzm dźwiękowy w zakresie muzyki ekstremalnej. Można przyjąć, że drugą płytą Tuscoma wspina się w swojej wycieczce w mrok na kolejny poziom. Ciekawe co będzie dalej…

Arek Lerch 

Pięć