TUBIS TRIO – Flashback (Audio Cave)

Czy istnieje coś takiego jak pop jazz? I nie mam tu na myśli męczących (żeby nie powiedzieć – nudnych) w sumie mariaży jazzu z soulowymi zawodzeniami. Chodzi raczej o klasyczne w formie, instrumentalne granie rozpisane na fortepian, kontrabas i perkusję. Może i oklepane, ale niosące ze sobą całkiem sporo możliwości. Taki jest „Flashback” Tubis Trio.

Prawdę mówiąc, mam słabość do formy jazzowego trio. Taka formuła wymusza na muzykach zdecydowanie więcej inwencji niż wieloosobowe big bandy, gdzie czasami trafiam na zbytni natłok dźwięków. Trio pozostawia więcej miejsca dla każdego muzyka, ramy jazzowej improwizacji zostają poluzowane, choć nie oznacza to, że muzycy muszą się przekrzykiwać. Złapanie równowagi w takim układzie owocuje świetnymi i hipnotyzującymi kompozycjami, co Tubis Trio wykorzystuje niemalże idealnie. Nie dostajemy w zasadzie niczego oryginalnego, jedynie świetnie zagrany, pięknie pulsujący i łatwy do przyswojenia jazz, jaki łykną spokojnie słuchacze na co dzień stroniący od takich dźwięków. Nieprzegadana forma, a przede wszystkim, łatwo wpadające w ucho tematy, przez co muzyka zbliża się wręcz do piosenkowej formy. Co nie zmienia faktu, że fanatycy improwizacji także będą usatysfakcjonowani.TUBIS TRIO

Punktem wyjścia mogą być wydane po 2000 roku płyty Tomasza Stańko, czy krążki tria Wasilewskiego. Dystyngowane brzmienie, stroniące od dysonansów. Klarowne prowadzenie instrumentów, wysmakowane frazy kładzione przez fachowców. Rzemiosło – może i tak, ale takie, co nie wzbudza podejrzeń o klezmerskie odchyły. Klimat tej muzyki, ba, nawet forma wydania płyty, kierują myśli w stronę monachijskiej stajni ECM, skandynawskiego easy listening jazzu, z tym, że zwięzłość kompozycji każe mi raczej porównać muzykę Tubisa do amerykańskiego trio The Bad Plus. To tylko kilka tropów; najistotniejsze jest to, że na  „Flashback” dostajemy porcję zwyczajnie dobrej, perfekcyjne wykonanej, choć nie wybiegającej w nieznaną przyszłość muzyki. W tym przypadku liczy się dla mnie jedynie radość z jej konsumpcji. Coś dla fanów i nie fanów jazzu.

Arek Lerch 

Pięć