TODAY IS THE DAY – Pain Is A Warning (Black Market Activities)

Nie ma nic gorszego niż bezpłciowy lider zespołu. Taki, co wszystkich kocha, jest zawsze „pro” i ciągle się stara, żeby nikt złego słowa o nim nie powiedział. Katastrofa jednym słowem, ale takich bandów – o dziwo – jest całkiem sporo. Właśnie dlatego Today Is The Day nigdy nie będzie normalnym zespołem, bo Steve Austin ma zwyczajnie i bezdyskusyjnie popierdolone pod sufitem. I z tegoż powodu płyty TITD zawsze będą intrygować, nieważne, czy prezentują wysoki czy niższy poziom. Tym razem – na szczęście – zdecydowanie wyższy…

Jeśli ktoś gdzieś zetknął się z moimi wypocinami, wie, że jestem niezłomnym fanem wczesnego wcielenia Today Is The Day i takie płyty jak „Supernova” a w szczególności genialny „Willpower” zawsze będą stać w moim rankingu bardzo wysoko. Późniejsza kariera charyzmatycznego Austina była cokolwiek dziwna. Owszem, zdarzały mu się wzloty w stylu błyszczącego i opatrzonego jedną z najlepszych okładek w historii muzyki „In the Eyes of God”, ale ma też na koncie totalne niewypały, jak np. kompletnie niestrawny, „prze – awangardowany” „Sadness Will Prevail” – dwupłytowy kolos, trudniejszy do strawienia niż „Ulysses” Joyce’a. A i następne dzieła – „Kiss the Pig” i „Axis of Eden” nie zawierały zbyt wielu przebłysków geniuszu. Inna sprawa, że zatrudnienie na ostatnim z wymienionych krążków Dereka Roddy za garami było cokolwiek histerycznym gestem.

Nie wiem, co Austin robił przez ostatnie cztery lata, może udał się na jakąś terapię, dość, że wreszcie nagrał solidny i często zaskakujący krążek.

Głównym atutem „Pain is the Warning” jest duże zróżnicowanie, miejscami budzące niezłe zdziwienie, jak w przypadku prawie – ballady „This Is You”. Jeśli nie wiecie, jak wygląda romantyczny lider Today Is The Day – macie możliwość się o tym przekonać.  A to nie wszystko. Mocno transowy, post rockowy „Remember To Forget”, kojarzący się z odjazdem SWANS „Slave To Serenity” pokazują duże spektrum wrażliwości zespołu. Osobiście otworzyłem paszczę ze zdziwienia, słysząc kawałek tytułowy – toż to wypisz – wymaluj kompozycja z firmowego katalogu The Jesus Lizard, z charakterystycznymi, tłumionymi gitarami i takimż aranżem. Jest też oczywiście Austinowa apokalipsa – zagrany w starym, szalonym stylu „Death Curse”, tnący niczym narzędzie pracy opisanego w tytule pana „Samurai”, czy ponury, miarowy „The Devli’s Blood”.

Nie trzeba być specjalnie bystrym, by zauważyć, że „Pain Is A Warning” jest dokładnie przemyślany i dopracowany. Zamiast tradycyjnego chaosu mamy konkretne trzymanie dźwięków za mordę, balansowanie dynamiką, co jeszcze bardziej podkreśla te miejsca, gdzie zespół eksploduje nieokiełznaną agresją, niszczącą wszystko niczym okładkowy żywioł.

Today Is The Day nagrał najlepszą płytę od czasu wspomnianej gdzieś wyżej „In the Eyes of God”, pozostał jednak sobą w temacie straszliwej wściekłości i destrukcyjnego zła, bijącego z każdego dźwięku. Mimo licznych – nazwijmy je – lirycznych akcentów, to nadal muzyka dla twardzieli, niosąca ze sobą ponurą, noise’ową pożogę. No i – to raczej moje przypuszczenia niż fakt zbadany – Steve Austin odpuścił sobie produkcję płyty, bo ta, w stosunku do zamulonej poprzedniczki, jest klarowna i ostra jak brzytwa. Dobra to płyta i choć nie wywołuje już takich emocji jak nagrania z początków lat 90 – tych, trzyma poziom i pokazuje chłystkom, jak zakląć piekło w zero – jedynkowej przestrzeni. Choć ta ostatnia jest przecież piekłem samym w sobie…

Arek Lerch 

Pięć