THUNDERWAR – Black Storm (Witching Hour Productions)

Nie powiem, żebym jakoś specjalnie rwał się do odsłuchu debiutanckiego albumu Thunderwar. Nie zachęcała mnie ani okładka (w sensie „tematycznym”, bo estetycznie jest całkiem niezła) ani nazwa, ani to, że nie znałem wcześniej tego zespołu, bo przecież mimo upływu lat najlepszym doradcą pozostaje inżynier Mamoń… Tymczasem trafiła mi się fajna metalowa płyta, której największą zaletą jest jej przeciętność rozumiana jako „uśrednienie” i retro rozumiane jako „ale fajnie było w latach 90.”

„Bądź jak metal”, mogliby powtórzyć za zespołem Egzekuthor członkowie Thunderwar. Ich muzyka jest w stu procentach gatunkowa, zaimpregnowana na wszelkie „nowe nurty” czy nie daj panie Boże „eksperymenty”. Utwory mają w sobie coś z topornej epickości Unleashed, coś z ataku wczesnego Pestilence i Asphyx, wokal zaś to nieślubne dziecię Johna Tardy. Ale w metalu mieści się nie tylko diabeł i blasty na werblu, ale też „komarowate” riffy i patetyczne solówki, które dwadzieścia lat temu dziarsko wycinali At The Gates i Dark Tranquility, a którymi dziś „Black Storm” stoi. Tożsamość Thunderwar jest zbudowana na znanych i charakterystycznych fundamentach, tu rewolucji nie będzie i nikt jej nie planuje. Do każdej muzyki należy przyłożyć odpowiednią miarę, tutaj jest nią bezpretensjonalność i serce, które bije po równo dla death metalu i dla Iron Maiden. Co ważne, melodyjny sznyt nie powoduje nadmiernego rozmiękczenia tych, zazwyczaj przydługich, ale całkiem udanych kompozycji. W wersjach studyjnych rozgrzewają mnie one w stopniu przyzwoitym, a jeszcze chętniej posłuchałbym ich na koncercie.Thunder

Znaleźli by się pewnie tacy, którzy zarzuciliby Thunderwar „komercję”. Życzę zespołowi każdego grosza zarobionego na muzyce, ale przy całej chwytliwości, „Black Storm” jest niezbyt koniunkturalny, bo mody na takie granie zwyczajnie nie ma. Dziś liczy się grymuar i kandelabr albo, z drugiej strony, betoniarka nagrywana gofrownicą. W podobnych klimatach obraca się u nas In Twilight’s Embrace, ale nawet oni są zdecydowanie bardziej blackmetalowi. Mimo, że mistycznych ciar przy „Black Storm” nie zaliczyłem i to tak liczę, że wkrótce każdy młody kataniarz z piwem w plastikowym kubku będzie nad tą płytą piać z radości.

Bartosz Cieślak

Cztery