THE SECRET – Lux Tenebris (Southern Lord)

Po sześciu latach milczenia Włosi z The Secret powracają z nowym materiałem. „Lux Tenebris” to co prawda tylko trzy utwory i niespełna dwadzieścia minut muzyki, które z pewnością nie zaspokoją apetytu wszystkich tych, którzy ładnych parę lat temu zachwycali się mrokiem i brutalnością „Solve et Coagula”. Z drugiej strony najnowsza ep-ka grupy – nawet jeśli to przystawka przed daniem głównym – zdaje się pokazywać, że mimo wszystko przez te sześć lat zespół nie stał w miejscu.

„Lux Tenebris” w pewnym sensie – a przynajmniej mam taką nadzieję – wyznacza dla The Secret nowy kierunek. Owszem, w muzyce Włochów wciąż obecne są elementy hardcore’owej ekspresji czy sludge/doomowe zwolnienia, jednak ewidentnie słychać, że równowaga gatunkowa przesunęła się w stronę czarnego metalu. Wciąż jest cholernie intensywnie, wciąż jest ekstremalnie, ale przy tym chyba jak nigdy wcześniej w muzyce The Secret czai się zło. To poczucie wyobcowania, zagubienia i pustki jest silne zwłaszcza wtedy, gdy Włosi postanawiają skupić się bardziej na stopniowym budowaniu napięcia niż na dorzucaniu kolejnych łopat gruzu. Tego ostatniego nie brakuje w „The Sorrowful Void”, przełamanym świdrującą gitarą w samej końcówce. Pełną klasę The Secret pokazują jednak dopiero w zamykającym „Cupio Dissolvi” – wydawałoby się, że to zwykłe bleczysko, oparte zresztą na bardzo klasycznych gitarach, jednak charakterystyczna dla Włochów szaleńcza ekspresja sprawia, że można poczuć się naprawdę zagubionym i bezsilnym, zaś sam utwór powinien być wręcz podręcznikowym przykładem dla wszystkich grup, które próbują łączyć black metal ze sludge metalem.the_secret

„Lux Tenebris” to dwadzieścia minut, które pochłonęło mnie na kilka godzin, a wciąż nie jestem pewny, jaka tak naprawdę czai się w tym tajemnica.

Michał Fryga

Pięć