THE LAST SHADOW PUPPETS – Everything You’ve Come To Expect (Domino/Sonic Records)

Niech Was nie zmyli okładka – to nie disko ani inna potupajka, tylko rasowa płyta od gości co znają się na rzeczy. Choć faktycznie, hałasu tu mało a raczej sporo świetnie zaaranżowanych piosenek, których korzenie rozpościerają się gdzieś pomiędzy dystyngowanym indie rockiem a harmoniami znanymi z płyt Davida Bowie.

Za nazwą The Last Shadow Puppets kryją się panowie Mile Kane z The Rascals i Alex Turner z Arctic Monkeys. Na swoją drugą płytę kazali dość długo czekać, ale było warto, bo to kawał doskonałej, aksamitnie rockowej muzyki, której głównym zadaniem jest kojenie skołatanych nerwów. Bazując na sprawdzonych patentach, adaptując do swojej twórczości rozwiązania znane z płyt klasyków w stylu wspomnianego Davida Bowie czy britpopowych arogantów, panowie nakreślili własną wizję artystowskiego rocka. Oczywiście, wszystko jest przygotowane na takim poziomie, że trudno w tym miejscu pisać o jakichś zapożyczeniach. Chodzi raczej o wykonawczą manierę, klimat nagrań i użyte harmonie. The Last

W żadnym razie nie mamy tu do czynienia z muzyką w jakikolwiek sposób agresywną, zadziorną, raczej ocieramy się o lekki transik („Aviation”), delikatne nawiązania do The Beatles w „The Dream Synapis” czy fragmenty, kojarzące się z muzyką filmową. Jednak nie chodzi o to, by wymieniać poszczególne numery i próbować je przyporządkowywać takim czy innym, muzycznym barwom. Największym atutem tej płyty jest kunszt aranżacyjny, lekkość, z jaką muzycy kładą swoje partie i coś, co mógłbym nazwać talentem, choć to może brzmi banalne. Nie jest to także w żadnym razie dzieło mające ambicje rozbijania kolejnych granic. Jeśli miałbym pokusić się o porównanie, to pojawić się w tym kontekście powinna płyta „The Waiting Room” Tindersticks. „Everything You’ve Come To Expect” działa w podobny sposób. Pozornie błahe, proste utwory, nieszczególnie chwytliwe w jakiś dziwny sposób zostawiają ślad w pamięci. Spokój, równowaga i rzadko spotykana wrażliwość (a może muzyczna intuicja?), czyli coś o czym połowa artystów na tym łez padole może tylko pomarzyć. Banalna płyta, którą można przeoczyć, choć warto spróbować poddać się jej urokowi. Ewentualnie sprawdzić na jednym z tegorocznych, krajowych festiwali…

Arek Lerch

Cztery