THE KILLS – Ash&Ice (Domino/Sonic)

The Kills. Indie. Pięć płyt. Miłość i nienawiść. Kult? Po nie tak znowu długim okresie hołubienia brytyjsko – amerykańskiego duetu przyszedł czas na narzekanie i jęki, jaki to The Kills jest nudny, wtórny, zachowawczy… i tu możecie sobie wpisać co wam się podoba. Prawda jest taka, że nowa płyta to po prostu kolejny element układanki, pokazujący, że Alison i Jamie niespecjalnie wsłuchują się w głosy fanów. Być może gdyby tak było, trzymalibyśmy w ręku „Keep On Your Mean Side pt II”. A tak mamy płytę, która sprawdzi się i w samochodzie i w stacji radiowej. Czyli sadowi się gdzieś pośrodku oczekiwań branży i słuchaczy. Czy użycie słowa „bezpieczna” będzie przesadą?

„Ash&Ice” nie jest produkcją, która wzbudzi zachwyt. Zespół postawił tym razem na lekko zachowawcze kompozycje, które mają się zbytnio nie wychylać, ubrał je w sprawdzone szatki i jedynie nieco wyczyścił brzmienie, dodając jednocześnie trochę syntetycznych dźwięków, szczególnie w obrębie rytmiki, która jest w przypadku tej płyty dość charakterystycznym elementem. Bez zmian pozostały gitarowe riffy, cały czas na pograniczu bluesa i garażu. Przesunięcie środka ciężkości w stronę konserwatywnego spojrzenia na różne odcienie rocka z jednej strony gwarantuje bezkonfliktowe zderzenie z odbiorcami, z drugiej jednak czekaliśmy na coś więcej, szczególnie, że poprzedni krążek „Blood Pressures” był przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Nie chciałbym jednak całkowicie pozbawiać „Ash&Ice” czci, bo parę piosenek nadaje się do koncertowej setlisty…the_kills_-_photo_credit__kenneth_cappello_-_shot_01_0747_-_300_dpi

Przede wszystkim, mam wrażenie, że zamiast kombinować, w jaki sposób zdziwić luda, duet urządził sobie beztroski przelot po historii muzyki rockowej i nie tylko. Bo jest tu i szczypta krautrocka w prawie dyskotekowym „Whirling Eye”, w „Days Of Why And How” przegląda się skromnie zaaranżowane nowofalowe zimno, zresztą, oszczędność to podstawowy klucz do tej płyty. Z kolei „Let It Drop” ma w sobie coś z new romantic, warto też zwrócić uwagę na „Echo Home”, który to numer najwyraźniej ma być odpowiedzią na powrót shoegaze. Niespecjalnie podobają mi się za to te „melancholiczne” odsłony The Kills z nudną balladą „That Love” na czele. A riffy? Są, owszem, choć też „się kojarzą”, np. ”Bitter Fruit” skradziono ze śpiewnika pana Homme. Nie ma oczywiście ekwilibrystyki, tylko dość proste patenty, zapewne możemy je traktować jako kompromis, spowodowany złamanym paluchem Jamiego i całą masą problemów, łącznie z wizją rezygnacji z gry na gitarze. Nie można jednak całej nowej płyty tłumaczyć li tylko problemami zdrowotnymi a raczej pewnym niezdecydowaniem co do kierunku rozwoju. Pochwalić za to mogę brzmienie, paradoksalnie obdarte z basowego dołu, dzięki czemu zalatuje stylową surowizną, fajnie łamaną syntetycznymi bitami.

I w ten sposób dochodzimy do sedna. Zespół nie potrafi skupić się na jednej rzeczy i drążyć jej do końca. To co w pewnym momencie może się podobać, za chwilę uwiera, skakanie z kwiatka na kwiatek, kapryśne szukanie – właśnie, czego?  Nowej tożsamości? Jest dobra rozrywka, jest zachowany charakter, ale jednocześnie zespół najwyraźniej czuje, że musi coś zmienić. Z tym, że na razie nie wie do końca co… „Ash&Ice” – płyta nie bardzo dobra, na pewno nie rewelacyjna, ale mieszcząca się gdzieś w okolicach naciągniętej (dzięki fajnej okładce…) czwórki. Czekamy zatem na to, co wydarzy się podczas nadchodzącego koncertu The Kills w ramach tegorocznego OFF-a

Arek Lerch

Cztery