THE DOG – I Am You (Long Walk Records)

Czym jest hardcore? Na to pytanie można odpowiedzieć szybko i prosto, ale kiedy zagłębimy się w temat, okaże się, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Dlatego chwała bohaterom z De Psa, którzy próbują uporządkować temat i wskazać właściwy kierunek. Bo „I Am You” to w odczuciu niżej podpisanego, idealny album hardcore. Choć podejrzewam, że znajdzie się paru, których odczucia mogą być wręcz przeciwne.

The Dog wystartował jakiś czas temu i z wydawałoby się chwilowego kaprysu muzykantów związanych z innymi zespołami, przeistoczył się w całkiem poważną i znaczącą siłę na scenie. Właśnie – scenie; The Dog to zespół wyznający takie właśnie punk/hc ideały, ubrane w hałaśliwą i bardzo stylową muzę. Na poprzedniej płycie „The Devil Comes At Night” hardcore zaprawiony był mocno power violence’owym klimatem i grindową furią. Tworzyło to dość chaotyczną mieszankę, która mogła się podobać, ale gdzieś podskórnie czekałem na… no właśnie  – na „I Am You”, bo muszę przyznać, że dopiero ta płyta – przy zachowaniu bolesnej szczerości i wszystkich, dotychczasowych atutów zespołu – zrobiła ze mnie fana wrocławskich Psów. band

Dlaczego? Przede wszystkim, wreszcie podczyszczono brzmienie. Może się ono nawet wydawać zbyt sterylne, ale po chwili wiadomo już, że pasuje niemal idealnie do stylu zespołu. Wysunięcie do przodu garów nadało muzyce większego kopa, selektywny, twardy klang basu stanowi świetny podkład pod wreszcie wyraziste (a miejscami – o zgrozo! – chwytliwe) riffy, nawet Igor dołożył do swojej maniery wokalnej szczyptę melodii. I to wszystko żre aż miło, człowiek od razu łapie rytm i zestraja się z muzyką. Choć to nie koniec zmian, bo Psy postanowiły bardzo wyraźnie zwolnić obroty i zamiast wiecznych galopad/blastów postawili na świetny groove, czasami wpadający wręcz w sludge’owe doły. A to w połączeniu z czysto core’owymi, leciutko namaszczonymi metalem riffami dało w efekcie modelowy wręcz album. Taką małą wizytówkę sceny, czystą energię i i rozkurw. Ta płyta pokazuje, że największy wp… można wyprowadzić nie chaotyczna nawalanką, ale precyzyjnym wymierzaniem ciosów. Nie wyszczególniam żadnego utworu – kupuję całość i gratuluję bardzo dobrej płyty, choć zaznaczam jednocześnie, że to raczej pozycja dla maniaków hałasu. Smacznego.

Arek Lerch

Zdjęcie: Dawid Schindler

Pięć