THE DOBIE/MĄDRY PROJECT – Body Up (Requiem Records)

Nieumiarkowane szafowanie porównaniami do klimatu rodem z Twin Peaks to dzisiaj rzecz tyleż pospolita, co… ryzykowna. W tym miejscu jakże nietrudno bowiem o popadnięcie w przesadę i życzeniowe myślenie. Gro porównywanych jedynym punktem stycznym z senną i surrealistyczną atmosferą serialu znajduje niezwyczajność. Ta sąsiaduje zwykle z – co piszę z żalem – brakiem pomysłu, najzupełniej zwyczajnym. No, a poza tym, jak konkretnie to Twin Peaks brzmi?

To bardziej „Sycamore Trees”, czy eteryczne piosenki Julee Cruise? Sam nie wiem. Gdybym miał wskazać muzyczny ekwiwalent omawianego klimatu, postawiłbym na cały ten noir – jazz i krążki w rodzaju „Sunset Mission” Bohrenów czy „Metamanoir” autorstwa… Dale Cooper Quartet And The Dictaphones. Rzeczy niedopowiedziane i tajemnicze, przesycone dobiegającym zza mgły saksofonem i podbite jakimś jazzowym nerwem. Dziwne w dobrym tego słowa znaczeniu. W podobnym kierunku powędrowały moje myśli, kiedy wzmiankę o klimacie sennego miasteczka znalazłem gdzieś w materiałach dotyczących „Body Up”. Jakże wielkie było zatem moje zdziwienie, gdy odkryłem, że obce tym kompozycjom są nie tylko melodie, ale i jakiekolwiek przejawy struktur. I jakoś dźwięków mało.

Nie rozumiem tej płyty. Z drugiej strony – rozumiem już, skąd wzięło się porównanie, którego uczepiłem się kurczowo i pewnie, a które okazało się być czymś zupełnie innym, niż zdawało się z początku. To zapis sennego koszmaru, przy którym wszystkie inne bledną. Jest w nim wszystko… i nic. Jeżeli mam jasność, przeróżni kolaboratorzy wysyłali duetowi Dobie/ Mądry własne motywy, które ci następnie usiłowali wpasować w tę nieposkromioną mozaikę. Mozaikę, bo barw są tutaj tysiące, a muzyka, jaką znam, stanowi tylko jedną z warstw, momentami wręcz – zupełnie poboczną. Owszem, przemknie czasem w tle zawodzenie trąbki, zaszumią talerze, z drugiej jednak strony – skąd pewność, że to akurat talerze, a nie odgłos miotły szurającej o podłoże? Tak – chwilami niezwykle temu wydawnictwu blisko jakimś nagraniom terenowym. I nie mam pojęcia, czy znajduję się w czyjejś głowie, w śnie, czy w sali prób, gdzie wszystko jest misternie ułożone, czy… „Body Up” to po prostu zapis dziwnych zdarzeń, niekontrolowany i zupełnie wolny.Body Up

Kiedy słyszę coś, co mogłoby być zalążkiem struktury, ogarnia mnie niepokój. Dźwięki, które mógłbym wziąć za muzykę, wydają się w środowisku hałasu i szeptu zupełnie odrealnione. Mimo wszystko – są i narastają; transowe i dudniące. Zresztą, niepokoją nie tylko one. Niepokoi wszystko, co czeka za rogiem, bo nie mam pojęcia, jaki też przybierze kształt. Każdy element przedstawianego przez duet świata jest równie drażniący, żadnego nie udaje się poskromić. Wiem jedno – nie chciałbym mieć tej muzyki w słuchawkach, idąc przez ciemny las. Właściwie: w żadnych innych okolicznościach też nie. Podejrzewam, że to dobre miejsce, by napisać: dobra robota, panowie Dobie i Mądry…

Adam Gościniak

Cztery