THE DEAD GOATS – Children of the Fungus (Instant Classic)

Potop szwedzki w wydaniu białostockim to coś co tygrysy lubią zdecydowanie ponadprzeciętnie. Już debiutancki album The Dead Goats był jedną z perełek na półce z płytami, do których często się wraca. Może i dzieło to było trochę pretensjonalne, bardzo czytelne w inspiracjach, ale zagrane z taką pasją i czadem, że chyba tylko osobnik głuchy nie docenił mocy wylewającej się z głośników. Minęło trochę czasu, zespół sprawdził się na koncertach, okrzepł i dosłownie chwilę temu wydał nową porcję białostocko-szwedzkiego hałasu, który w moim odczuciu miażdży dziesięć razy bardziej niż „Path of the Goat”.

Sześć nowych numerów serwowanych przez The Dead Goats to porcja muzyki niesłychanie wręcz skoncetrowanej, mocnej i pozbawionej słabych stron. Kozły podkręciły tempo, usunęły zbędne na dłuższą metę, długie formy i wykroiły z wydawałoby się już dawno zepsutego tortu swój własny kawałek dźwięków, który zadowoli niejednego smakosza zgnilizny.

Już otwierający całość „On The Unhallowed Ground” to czysta perfekcja formy. Furiackie tempa, maniakalnie bite bębny i napędzające do jeszcze mocniejszego ataku wokale i riffy. Cios ten zyskuje jeszcze trochę siły za sprawą brzmienia, które uwypukliło wszystkie cechy jakimi czarował debiut a teraz staje się swoistą nową jakością. Owszem, gitary plują takimi pokładami gruzu, że przypominają mi się płyty w rodzaju „Horrified”, ale surowizna jest tu tylko jednym z kolorów bogatej palety barw. Największą zaletą nowego – starego brzmienia The Dead Goats jest jego selektywność, dzięki której doskonale słuchać luzacko – dziką grę perkusji, w lejącym potoki lawy basie słychać niemal jak brzęczą pojedyncze struny a wszystko to przygniatają tony syfu. Jest moc. Osobiście nie mam pytań.

Siłą tego materiału jest też jego witalność. Każdy numer żyje, pulsuje i zmusza wręcz do tego by skoczyć w najdzikszy tłum kotłujący się w poplątanych, podscenowych tańcach. Absolutnie nie ma tu miejsca na nudę czy czasem trapiącą epigonów szwedzkiej sceny, trudną do zdefiniowania łatwość usypiania słuchacza. „Children of the Fungus” to sześć cholernie mocnych, zaprawionych pijanym punkiem i grindem hitów, z których każdy ma swoje własne oblicze, ale razem tworzą mocno sklejoną, patologiczną całość.

Mam wrażenie, że dopiero teraz zabawa rozkręca się na całego. „Path of the Goat” był właściwie takim pierwszym krokiem, czymś w rodzaju sprawdzenia się w materiale, którego słuchało się od lat a „Children of the Fungus” jest niczym innym jak próbą ubrania szwedzkiego trupa we własne buty. Efekt jest taki, że nowy materiał The Dead Goats może i śmierdzi padliną, ale jest to paradoksalnie rzecz cholernie świeża. Czy muszę jeszcze pisać, że ep-ka ma moją pełną rekomendację?

Wiesław Czajkowski

Pięć i pół