THE CONTORTIONIST – Clairvoyant (Good Fight Music)

Jeśli ewoluować, to tak jak robią to amerykanie z The Contortionist. Zaczynali matematycznego, pełnego furii i gitarowych popisów deathcore’a, stając w szranki m.in. z After the Burial, a dziś, przy okazji premiery swojej czwartej pełnej płyty, są bliżsi dokonaniom tuzów sześciu strun jak David Maxim Micic czy Polyphia. Obdarcie swojej muzyki z metalowego jebnięcia na rzecz niemal jazzowych wygibasów i dłubaninie w wielkim świecie prog rocka, okazało się być dla tej ekipy zbawieniem.

Panowie doskonale odrobili lekcję z gatunku „jak grać djent, i przyciągać uwagę”, za co otrzymują ode mnie niemal maksymalną notę. Głównie dlatego, że gros „Clairvoyant” to instrumentalne, przyjemne dla ucha granie, dużo bliższe Chon niż Animals As Leaders, a czysty i pięknie korespondujący z muzyką głos Michaela Lessarda tylko utrzymuje mnie w przekonaniu, że screamy i growle są tak naprawdę środkiem wyrazu dla ludzi, którzy nie mają pomysłu na to, jak z wokalu uczynić dodatkowy, a tutaj miejscami dominujący instrument. Zaznaczam jednak, że panowie nie wymyślili prog metalu na nowo, a jedynie świetnie żonglują znanymi już elementami (bas, bas, bas!!!!), ale robią to w tak dobry sposób, że ciężko odmówić im miana do jednego z najciekawszych zespołów ostatnich lat, co wymusza niejako postawienie ich obok np. Karnivool.Band

Swoją drogą, w kontekście tej płyty warto powiedzieć o – jak dla mnie – jasnej inspiracji Cynic, a że był to jeden z najlepszych zespołów w historii wszystkiego, co nazywamy progiem, rekomendacja jest jak najbardziej wskazana, choć proponuję patrzeć nie na „Focus”, a na „Traced In Air”.

Grzegorz Pindor

Cztery