THE BODY – I Have Fought Against It, But I Can’t Any Longer (At A Loss Rec.)

Nazywanie The Body zespołem metalowym – a wciąż spotykam się z takimi określeniami – jest dla tego duetu nawet nie tyle krzywdzące, co po prostu mija się z prawdą. Panowie Lee Buford oraz Chip King sięgają już chyba po wszystkie możliwe elementy, z których da się ulepić muzykę skrajnie depresyjną i nieprzyjemną, wręcz agonalną. Lub – innymi słowy – taką, jaka wypełnia „I Have Fought Against It, But I Can’t Any Longer”.

Otwarcie w postaci “The Last Form of Loving” może jeszcze przywoływać dość wyraźne skojarzenia z poprzednim albumem, „No One Deserves Happiness”, jednak już następny utwór, „Can Carry No Weight” pokazuje, że The Body nie mają zamiaru podążać wcześniej wydeptaną ścieżką. Co prawda Chip King nie rezygnuje ze swoich niezwykle charakterystycznych, nieludzkich partii wokalnych, ale tym razem kładzie je na wyjątkowo rozmarzony – jak na The Body oczywiście – bit, mogący kojarzyć się nawet z twórczością chociażby takiego Kiasmos. No, ale nie pomyślcie sobie, że jest w jakikolwiek sposób przyjemnie… Amerykański duet swoje kompozycje opiera przede wszystkim na dość minimalistycznych, ale najeżonych noise’owymi pułapkami podkładach oraz mięsistych, mocnych partiach perkusji. The Body kreują dzięki temu bardzo gęsty, czarny klimat, który jednak umiejętnie łamią – czy to za sprawą pojawiających się od czasu do czasu instrumentów smyczkowych, czy też wrzucając więcej przestrzeni i melodii. Świetnie sprawdza się to chociażby w niezwykle ekspresyjnym, wręcz wywołującym ciarki na plecach „Nothing Stirs”, z fenomenalnymi partiami wokalnymi Kristin Hayter (znanej też jako Lingua Ignota). W „Off Script” czy przejmującym „Blessed, Alone” The Body przypominają sobie o swoich metalowych korzeniach, aczkolwiek wciąż ciężar dozują raczej przy pomocy noise’owych, chropowatych podkładów i ciężkich bitów niż za sprawą gitar. Mimo to trudno „I Have Fought Against It, But I Can’t Any Longer” odmówić ciężaru, przy czym jest to przede wszystkim ciężar emocjonalny. Chip King i Lee Buford po raz kolejny udowodnili, że potrafią nagrać album równie głośny, paskudny i nieprzyjemny, co piękny i nasycony mnóstwem emocji. Podobnie jak na poprzednich krążkach robią to za pomocą dość skromnych środków wyrazu, czasem uciekając się wręcz do kilku prostych dźwięków, choć – kiedy trzeba – w tle dzieje się naprawdę dużo. Nie forma jest jednak najważniejsza, a treść. A ta – na co zresztą już od dawna wskazują choćby same tytuły płyt – nie należy do szczególnie optymistycznych.Ciało

„I Have Fought Against It, But I Can’t Any Longer” to kolejny krok, który przybliża The Body do nagrania najbardziej beznadziejnej (w pozytywnym znaczeniu tego słowa – o ile takie istnieje) płyty w historii muzyki. I choć wszystko w muzyce duetu wydaje się być nieco przejaskrawione, jakby trochę na wyrost, trochę aż „za bardzo”, to jednak mimo wszystko trudno nie wierzyć w autentyczność tych emocji. Emocji trudnych, bardzo trudnych, bardzo nieprzyjemnych i niechcianych, a mimo to całkiem dobrze znanych. Nie wiem, co dokładnie gryzie chłopaków, ale choć życzę im dobrze, mam nadzieję, że wciąż znajdą w sobie na tyle dużo depresyjnego gówna, by wypluwać z siebie takie krążki, jak ten.

Michał Fryga

Pięć