THE ANALOGS – XIII. Ballady Czasu Upadku (Lou and Rocked Boys)

Sprawa to dziwna niesłychanie… mimo, że do tego nie dążę, trafiają mi się do recenzji materiały polskich formacji punkowych. Tym razem padło na The Analogs i chcąc nie chcąc napisać muszę, że coraz bardziej…

 

…podoba mi się ten polski punk. Chociaż będzie to duże uogólnienie, bo o całej scenie punk pojęcie mam raczej nikłe. Wiem natomiast, że spodobało mi się nowe dzieło The Analogs. Sami siebie okreslają zespołem street punkowym, co nazwą jest tyle dobrą co i złą. Słuchając The Analogs odnoszę wrażenie, że zespół ten nie ogranicza się jedynie do prostego punka, dodając do swoich dźwięków elementy z pokrewnych gatunkowo szufladek. Mamy tu sporo brudnego rock’n’roll’a (właściwie cała płyta ma taki charakterystyczny, rock’n’roll’owy sznyt), odrobinę ska czy w kilku wolniejszych, cięższych frgamentach – hc. Mimo niejednowymiarowości jest to płyta spójna i… przebojowa, co jest największą siłą i atutem tego wydawnictwa. Do moich ulubionych petard z „XII. Ballady czasu upadku” należą lekko hard core’owy „Pył do pyłu”, odjechany „Wandale”, mocne, czadujące „Beton i plastik” oraz „Zły czas”. Staram się znaleźć na płycie numer, który byłby po prostu słabszy i jakoś mi się nie udaje. Na dobrą sprawę każda piosenka nadawałaby się na radiowego singla (pod warunkiem, że w Polsce istniałyby normalne, rockowe rozgłośnie).

„XII. Ballady czasu upadku” to album o bardzo dopracowanym i mocnym (jak na punk) brzmieniu, dzięki któremu muzyka staje się jeszcze bardziej energetyczna i naładowana punkowo rock’n’roll’ową mocą…

Jak już pisałem wyżej, nie jestem fanem klimatów punk, dlatego też co najmniej kilka razy słuchając tekstów The Analogs na mojej twarzy pojawił się lekko kpiący uśmiech. Wydaje mi się, że punkowy etos oparty na „no future” oraz pojęciu „babilonu” dawno jest już mocno nieaktualną melodią, ale widocznie się mylę… Teksty nie są złe (a nawet w większości bardzo dobre) lecz   nie do końca rozumiem to usilne trzymanie się punkowej ideologii sprzed lat…

„XII. Ballady czasu upadku” to świetna rockowa petarda, płyta pełna mocnych numerów z pogranicza rock’n’roll/punk/hc. Album zaskakująco świeży i energetyczny, lecz tym razem powstrzymam się od ocen, bo jakoś zwyczajnie nie do końca czuję się na siłach, by wiarygodnie ocenić The Analogs… co nie zmienia faktu, że jest to naprawdę dobra płyta.

Wiesław Czajkowski