TEETHGRINDER – Hellbound Ep 7″ (EveryDayHate)

Był sobie niegdyś zespół, którego imię brzmiało Dr.Doom. Być może niektórzy z miłośników hałasu o ponad przeciętnym poziomie patologii pamiętają debiutancki LP tegoż „Everyone is Guilty”. O zespole tym wspominam nie bez kozery bowiem pewne konotacje personalne wskazywać każą iż był on czymś w rodzaju fundamentu dziś nam miłościwie hałasującego Teethgrinder. Zespół ten powstał by tworzyć muzykę, która będzie szybsza, brutalniejsza i bardziej wkurwiona niż to co muzycy weń zaangażowani robili do tej pory…

Na początek dwa słowa o samym wydaniu. Krążek ukazał się jako 7-calowa, winylowa ep-ka podana smakoszom na transparentnym winylu ze wstawkami, które, o z grozo przenajświętsza, wyglądają jak wstawki z materiału kościopodobnego. Efekt przyprawia o dreszcz kolekcjonerskiego podniecenia. Do pełni szczęścia brakuje jedynie wypasionej książeczki dołączonej do krążka, ale jest to jedynie mały dysonans a nie mankament, który spędzałby mi sen z powiek.Teeth Band

Muzycznie Teethgrinder to bardzo konkretna, całkiem nowoczesna (naprawdę dobre brzmienie) hybryda grindcore/hc/punk a może nawet i więcej. Zespół prezentuje jedynie niepełny kwadrans muzyki acz dzieje się tu naprawdę sporo. Do tego warto głośno powiedzieć, że dzieje się w stylu więcej niż dobrym. Teethgrinder tworzą numery, które za fundament obierają dziką, awanturniczą ekspresję. Pierwszy krok to zdecydowany na wszystko grindcore w stylu, który przy odrobinie dobrych chęci porównać można do Nasum, lecz nie jest to absoltunie wyznacznik tego jak odbierać należy ten zespół. Teethgrinder mocno kombinują by mimo wszystko stworzyć coś własnego i za to należy im się ni mniej ni więcej a mały ukłon szacunku. Pierwszy z brzegu „Hellbound” to przykład możliwości tego zespołu, dzikie tempa, korzenne, selektywne brzmienie i moc, która tryska z każdego riffu. Jest to ten rodzaj muzyki, przy którym podczas recitali robi się pod sceną piękny młyn. Furiackie granie, ale granie z głową, stworzone przez muzyków, którzy wiedzą do czego służą instrumenta. Efekt jest po prostu więcej niż dobry. Teethgrinder na swoim debiutanckim materiale prezentuje się jako dobrze naoliwiona maszyneria, w której wszystkie elementy chodzą jaką należy, tworząc bardzo przemyślany i energetyczny, grindcore’owy cyrk.

Być może to trochę za wcześnie by wydawać takie sądy, ale jestem praktycznie pewien tego, że o Teethgrinder usłyszymy jeszcze nie jeden raz. Mają potencjał.

Wiesław Czajkowski

Pięć