TANKOGRAD – Totalitarian (Godz ov War)

Jak scena długa i szeroka zespoły głowią się nad uatrakcyjnieniem swojej propozycji w oczach słuchaczy tak, aby wzbogacić przekaz, a nie zamienić się przy okazji w formację Hunter. Otoczka, jakiś ciekawy koncept tekstowy i wizerunkowy, garnitury czy habity, skóry czy kaptury? Jak zrobić dobrze, ale nie przedobrzyć? Kluczem do sukcesu wydaje się dobra muzyka – banał, ale to ona wszystko uzasadni. I to nią różni się Tankograd od poprzebieranego dziadostwa śpiewającego o sprawach, które i tak mają gdzieś.

Ten jeden raz daruję sobie złośliwości pod adresem polskiej szkoły stonera i jej duchowego ubóstwa. Szkoda na to czasu i lepiej w tym miejscu docenić, że wypączkowało z niej coś naprawdę osobnego i charakterystycznego. Stworzony m.in. przez członków Dopelord  i Major Kong, Tankograd gra po prostu doom metal, bez doprecyzowań kierunkujących na ościenne gatunki typu drone czy sludge, ale też bez taniochy z kościoła riffu. Surowe, proste i chwytliwe granie wyrasta z ciężaru Witchsorrow, epickości Warning, osadza się na przejrzystej aranżacji i przyjemnej, analogowej produkcji. Dźwięków tu niewiele, ważniejsza jest kompozycja i klimat budowany melodią niż stylówa na superciężki doom, bo Tankograd nie sprawia wrażenia, jakby chciał wyłącznie poudawać, że mamy 1991 rok i właśnie debiutuje Cathedral. Umiar nie jest może moim ulubionym słowem kiedy myślę o metalu, ale „Totalitarian” właśnie umiar zachowuje. Nie szuka dziwnych receptur ani wyjścia poza konwencję – ta jest służebna wobec dobrych piosenek i koncepcji dość jasno nawiązującej do Kypck…band

…No właśnie: wizja, otoczka. Jakie miejsce w twórczości Tankograd zajmuje „wojenny” koncept, wielojęzyczność i wystylizowana oprawa graficzna? Podobny jak u Kypck właśnie. Nie przeszkadza, bo legitymizuje go jakość muzyki. Być może jest się z czego doktoryzować w tej opowieści, być może kryje ona fascynujące drugie dno. A może jest tylko pretekstem, aby nazwa miała tło, a wokalista mógł założyć furażerkę? To nieistotne. Nie mam potrzeby zgłębiać historii, którą opowiada mi Tankograd, w zupełności wystarcza mi ona jako sos z wizerunku i ciasto pod teksty. Gdyby „Totalitarian” był słaby, byłbym pierwszy do śmiania się z grania w mundurze. Tymczasem coś, co równie dobrze mogłoby bawić i wpędzać w zakłopotanie, dopełnia – nieco nadmiarowo, ale zgrabnie – ten bardzo udany album.

Bartosz Cieślak

Pięć